Donald Tusk oskarża poprzednią władzę o dopuszczenie do sytuacji, w której zagraniczny producent systemu szpiegowskiego mógł mieć dostęp do informacji zbieranych przez polskie służby. Premier używa określenia „zbrodnia stanu” i zapowiada odpowiedzialność. Ustalenia biegłych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego rzeczywiście wskazują na poważne zagrożenia. Ale między możliwością dostępu do danych a udowodnionym przekazaniem ich obcemu wywiadowi istnieje zasadnicza różnica. Jest też drugie, niewygodne pytanie: dlaczego po blisko trzech latach od zmiany władzy Polska nadal nie ma wystarczających mechanizmów chroniących obywateli przed nadużyciami służb?
Państwo zapłaciło. Producent zachował możliwości kontroli
12 października 2026 roku Donald Tusk opublikował nagranie poświęcone sprawie Pegasusa. Jego wystąpienie zbiegło się z ujawnieniem nowych ustaleń biegłych ABW oraz zaplanowaną na ten sam dzień prezentacją projektu stanowiska sejmowej komisji śledczej.
Premier nie ograniczył się do przypomnienia politycznego skandalu sprzed kilku lat. Postawił znacznie poważniejszy zarzut.
Według Tuska poprzednia władza zapłaciła izraelskiej firmie ponad 30 milionów złotych za system inwigilacyjny, nad którym polskie służby nie sprawowały pełnej kontroli. Premier stwierdził także, że informacje dotyczące polskich obywateli znalazły się w zasięgu obcego państwa.
Całą sprawę określił mianem „zbrodni stanu”.
To sformułowanie ma ogromny ciężar polityczny. Nie jest jednak samodzielną kwalifikacją prawną ani wyrokiem sądu.
Co zatem rzeczywiście wynika z ujawnionych ustaleń?
Biegli ABW stwierdzili, że Centralne Biuro Antykorupcyjne nie miało pełnej kontroli nad funkcjonowaniem Pegasusa. Producent mógł uzyskać dostęp do infrastruktury, na której przetwarzano i przechowywano materiały z kontroli operacyjnych. Ponadto dane przesyłane przez system opuszczały terytorium Polski.
To nie są już tylko polityczne przypuszczenia. To ustalenia przedstawione publicznie przez Prokuraturę Krajową na podstawie opinii specjalistów.
Jednocześnie nie dowodzą one jeszcze, że izraelskie służby faktycznie pobierały określone materiały, przechowywały ich kopie albo wykorzystywały je do działalności wywiadowczej.
Tusk przedstawia polityczny wniosek idący dalej niż to, co zostało dotychczas publicznie udowodnione. Nie oznacza to jednak, że ujawniony problem jest mniejszy. Przeciwnie — sam brak pełnej kontroli nad systemem pozyskującym wrażliwe informacje wymaga wyjaśnienia.
Pegasus miał służyć bezpieczeństwu. Czy sam stał się zagrożeniem?
Żeby zrozumieć znaczenie nowych ustaleń, trzeba wyjść poza wyobrażenie zwykłego podsłuchu telefonicznego.
Pegasus nie był urządzeniem służącym wyłącznie do rejestrowania rozmów. Zaawansowane oprogramowanie szpiegowskie tej klasy może uzyskiwać dostęp do wiadomości, fotografii, dokumentów, historii komunikacji i innych danych znajdujących się w telefonie. W zależności od konfiguracji i możliwości technicznych może również wykorzystywać mikrofon lub kamerę urządzenia.
Smartfon nie jest dziś jedynie telefonem.
To osobiste archiwum człowieka, jego kontaktów, dokumentów, rozmów, historii przemieszczania się, a nierzadko także informacji zawodowych i finansowych.
W przypadku polityka mogą znajdować się tam strategie wyborcze i kontakty z informatorami. W przypadku dziennikarza — dane źródeł objętych tajemnicą zawodową. W przypadku adwokata — informacje o klientach i prowadzonej obronie. W przypadku funkcjonariusza — potencjalnie także informacje istotne dla bezpieczeństwa państwa.
I właśnie dlatego ustalenia ABW mają znaczenie wykraczające daleko poza spór między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością.
Jeżeli instytucja państwowa korzysta z takiego narzędzia, powinna wiedzieć, kto ma dostęp do pozyskiwanych materiałów, gdzie są one przetwarzane, jak są chronione i czy można zweryfikować wszystkie operacje wykonywane na systemie.
Tymczasem z ustaleń przedstawionych przez prokuraturę wynika, że CBA nie posiadało pełnej kontroli nad jego działaniem.
Powstaje fundamentalna sprzeczność: państwo kupiło technologię służącą pozyskiwaniu cudzych tajemnic, nie zapewniając sobie pełnej kontroli nad własnymi.
To powinien być punkt wyjścia do oceny całego przedsięwzięcia.
Rosja, Białoruś i Korea Północna. Dlaczego ten fragment wypowiedzi Tuska jest tak istotny?
W nagraniu premier zwrócił uwagę również na ograniczenia, jakie miały wynikać z warunków korzystania z Pegasusa.
Według przedstawionej przez niego relacji umowa ograniczała możliwość wykorzystywania systemu wobec numerów związanych między innymi z Rosją, Białorusią i Koreą Północną.
Jeżeli pełna dokumentacja potwierdzi taki zapis, pojawi się kolejne pytanie dotyczące celowości zakupu.
Polskie służby powinny dysponować narzędziami pozwalającymi skutecznie przeciwdziałać zagrożeniom dla bezpieczeństwa państwa, w szczególności działalności obcych służb.
Nie oznacza to, że każdy zagraniczny numer telefoniczny może być legalnie kontrolowany ani że taki system powinien działać bez ograniczeń. Warunki licencyjne, jurysdykcja i prawo międzynarodowe mogą wpływać na dopuszczalny zakres wykorzystania technologii.
Ale w przypadku zakupu narzędzia do działań operacyjnych istotne staje się pytanie, czy ograniczenia producenta były zgodne z potrzebami polskiego kontrwywiadu.
Czy służby wiedziały o nich przed podpisaniem umowy?
Czy przeprowadzono analizę przydatności Pegasusa do wykonywania ustawowych zadań?
Czy określono, jak ograniczenia wpłyną na możliwość rozpoznawania zagrożeń ze strony obcych państw?
Nie mamy publicznie zweryfikowanej pełnej umowy, dlatego nie można przesądzać dokładnego charakteru wskazanych przez premiera ograniczeń.
Jednak sama konieczność postawienia tych pytań pokazuje, że sprawa nie dotyczy wyłącznie tego, kogo inwigilowano.
Dotyczy także tego, czy polskie państwo kupiło system odpowiadający jego rzeczywistym potrzebom bezpieczeństwa.
Miliony z publicznych pieniędzy. Kto zaakceptował ryzyko?
W aferze Pegasusa często powraca kwota 25 milionów złotych przekazanych z Funduszu Sprawiedliwości na zakup narzędzia dla CBA.
Donald Tusk mówi również o ponad 30 milionach złotych zapłaconych izraelskiemu dostawcy oraz o łącznych kosztach przedsięwzięcia sięgających około 60 milionów złotych.
Nie należy jednak automatycznie dodawać tych wartości. Mogą odnosić się do różnych elementów tego samego przedsięwzięcia, a część wydatków może nakładać się na siebie. Pełne rozliczenie wymaga zestawienia umów, faktur, licencji, kosztów utrzymania i ewentualnych aneksów.
Sam fakt wydania dużych pieniędzy nie świadczy jeszcze o niegospodarności. Zakup nowoczesnego wyposażenia dla służb może być uzasadniony, jeżeli odpowiada rzeczywistym potrzebom i spełnia wymagania bezpieczeństwa.
Problem pojawia się wtedy, gdy państwo płaci za narzędzie o strategicznym znaczeniu, a następnie okazuje się, że nie posiada nad nim pełnej kontroli.
Należałoby więc ustalić, jakie wymogi postawiono producentowi przed zakupem.
Czy wykonano audyt ryzyka?
Czy przewidziano niezależną weryfikację oprogramowania?
Kto zaakceptował warunki dostępu producenta do infrastruktury?
Kto sprawdził, czy system może przetwarzać informacje niejawne zgodnie z polskimi przepisami?
I wreszcie: kto odpowiadał za kontrolę realizacji umowy?
To nie są pytania o polityczne sympatie urzędników. To pytania o gospodarowanie publicznymi pieniędzmi i ochronę interesu państwa.
Tego o Pegasusie jeszcze nie słyszeliście. https://t.co/etvhTE9EWa
— Donald Tusk (@donaldtusk) October 12, 2026
Wiedzieli o zagrożeniu, ale system działał
Ta część sprawy jest szczególnie istotna, ponieważ wcześniejsze postępowania prokuratorskie wskazują, że problem nie sprowadzał się wyłącznie do nieprzewidzianych cech zakupionej technologii.
W lutym 2026 roku Prokuratura Krajowa poinformowała o przedstawieniu zarzutów dwóm byłym szefom służb: ABW i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Zarzuty dotyczyły niedopełnienia obowiązków związanych z dopuszczeniem do korzystania z Pegasusa bez wymaganej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego i bez wystarczającej weryfikacji ochrony informacji niejawnych.
W przypadku byłego szefa ABW prokuratura wskazała także na wiedzę o zagrożeniu dekonspiracją działań operacyjnych.
To poważny zarzut, wymagający jednak rozstrzygnięcia w przewidzianej prawem procedurze. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych czynów.
Wynika z tego zasadnicze pytanie: czy ryzyko związane z systemem zostało rozpoznane, ale uznano je za dopuszczalne?
A jeśli tak, kto podjął taką decyzję i na jakiej podstawie?
Trzeba też odróżnić odpowiedzialność za techniczne bezpieczeństwo narzędzia od odpowiedzialności za jego wykorzystanie wobec konkretnych osób.
Nawet system spełniający najwyższe standardy bezpieczeństwa może zostać użyty niezgodnie z prawem.
Pegasus pokazuje, że oba te zagadnienia należy badać równolegle.
Sąd wydał zgodę. Ale na podstawie jakich informacji?
W czerwcu 2026 roku prokuratura poinformowała o kolejnych zarzutach wobec funkcjonariuszy CBA.
Według śledczych w określonych przypadkach miało dochodzić między innymi do przekraczania uprawnień, poświadczania nieprawdy i przedstawiania nierzetelnych informacji w dokumentach związanych z kontrolą operacyjną.
W jednym z opisanych wątków chodziło o pozyskiwanie informacji z telefonu adwokata bez wymaganej zgody sądu.
Nie są to ustalenia prawomocnego wyroku. To zarzuty przedstawione przez prokuraturę, którym podejrzani zaprzeczają.
Pokazują jednak jeszcze jedną możliwą słabość systemu.
Kontrola sądowa przestaje być skuteczną gwarancją, jeżeli sąd nie otrzymuje pełnych i rzetelnych danych niezbędnych do podjęcia decyzji.
Sędzia może formalnie zatwierdzić kontrolę operacyjną, ale jeżeli wniosek oparto na nieprawdziwych informacjach lub pominięto istotne okoliczności, sama procedura nie zapewnia wystarczającej ochrony.
W konsekwencji państwo potrzebuje nie tylko kontroli nad technologią. Potrzebuje również kontroli nad prawdziwością dokumentów, legalnością działań funkcjonariuszy i sposobem wykorzystywania pozyskanych informacji.
Przecież istota problemu nie polega na tym, że służby posiadają narzędzia operacyjne.
Polega na możliwości użycia ich poza granicami prawa — i na trudnościach z wykryciem takich działań.
Polityczna inwigilacja. Czy Pegasus mógł wpływać na demokrację?
Do najbardziej znanych osób, których telefony były według ujawnionych ustaleń poddawane inwigilacji Pegasusem, należą Krzysztof Brejza, Roman Giertych i prokuratorka Ewa Wrzosek.
Szczególnie istotny jest przypadek Brejzy, który w 2019 roku kierował sztabem wyborczym Koalicji Obywatelskiej.
Inwigilacja osoby pełniącej taką funkcję rodzi pytania wykraczające poza naruszenie prywatności.
Czy uzyskano dostęp do informacji o planach kampanii?
Czy możliwe było poznawanie strategii politycznej opozycji?
Czy materiały pozyskane przez służby mogły być wykorzystywane do działań niemających związku z ustawowymi zadaniami organów ścigania?
Nie można bez dodatkowych dowodów twierdzić, że Pegasus zmienił wynik wyborów parlamentarnych w 2019 roku. Nie byłoby również uprawnione automatyczne przypisywanie każdej kontroli operacyjnej motywacji politycznej.
Ale inwigilowanie osób pełniących istotne funkcje w życiu publicznym wymaga szczególnie wnikliwej kontroli.
Demokratyczne państwo powinno zapewniać, że narzędzia przeznaczone do zwalczania poważnej przestępczości nie są wykorzystywane do uzyskiwania przewagi politycznej.
To jedna z podstawowych granic między działalnością służb na rzecz bezpieczeństwa publicznego a nadużyciem państwowej władzy.
Tusk stawia zarzuty poprzednikom. Co zrobił jego rząd?
W tym miejscu analiza nie może się zakończyć na decyzjach podejmowanych przed 2023 rokiem.
Donald Tusk ma prawo wskazywać nieprawidłowości i zapowiadać ich rozliczenie. Jako premier odpowiada jednak również za funkcjonowanie obecnego systemu bezpieczeństwa państwa.
A ten nadal budzi poważne zastrzeżenia.
W maju 2026 roku Fundacja Panoptykon opublikowała raport „Demokracja na podsłuchu”, w którym wskazała, że mimo obietnic koalicji rządzącej nie wprowadzono wystarczających gwarancji ochrony przed nadużyciami służb.
Organizacja zwróciła uwagę na szczególnie wymowną statystykę: sądy akceptują około 99,5 procent wniosków o kontrolę operacyjną.
Sama wysoka skuteczność wniosków nie dowodzi automatycznie, że sądy nie prowadzą rzeczywistej kontroli. Służby mogą przecież kierować do nich sprawy wcześniej zweryfikowane. Jednak tak duży odsetek zgód, zestawiony z ograniczonymi możliwościami zaskarżenia inwigilacji, uzasadnia pytania o efektywność nadzoru.
Rząd podjął prace nad zmianami przepisów. Wiosną 2026 roku przyjęto projekt dotyczący wzmocnienia sądowej kontroli operacyjnej.
Nie jest więc prawdą, że niczego nie próbowano zmieniać. Równocześnie sam projekt nie oznacza jeszcze wdrożenia kompleksowego systemu niezależnego nadzoru.
Panoptykon postuluje między innymi skuteczniejszą kontrolę sądową, niezależny nadzór nad służbami i możliwość poinformowania obywatela po zakończeniu inwigilacji, o ile nie zagraża to prowadzonym postępowaniom.
I tu pojawia się pytanie do obecnego premiera.
Jeżeli Pegasus był tak wielkim zagrożeniem dla demokracji, dlaczego reformowanie mechanizmów, które umożliwiły nadużycia, trwa tak długo?
Nie jest to próba przenoszenia odpowiedzialności za poprzednie decyzje na obecny rząd.
To rozróżnienie dwóch rodzajów odpowiedzialności.
Poprzednie władze powinny wyjaśnić okoliczności zakupu i wykorzystywania Pegasusa.
Obecne władze powinny wykazać, że stworzyły skuteczne zabezpieczenia przed powtórzeniem podobnej sytuacji.
Rozliczenie przeszłości nie zastępuje reformy przyszłości.
„Zbrodnia stanu”. Mocne słowa, których trzeba dowieść
Najbardziej stanowczy fragment wypowiedzi Donalda Tuska dotyczy kwalifikacji politycznej całej sprawy.
Premier nie mówi już tylko o nieprawidłowościach, błędach czy nadużyciu uprawnień. Posługuje się określeniem, które sugeruje działanie godzące w podstawowe interesy państwa.
W języku debaty publicznej „zbrodnia stanu” to wyjątkowo poważny zarzut. Nie jest jednak samodzielną nazwą konkretnego przestępstwa w polskim Kodeksie karnym.
O odpowiedzialności karnej decydują konkretne czyny, ich znamiona, ustalenia dotyczące winy i dowody przedstawione przed sądem.
Dlatego konieczne jest rozdzielenie trzech poziomów sprawy.
Pierwszy to ustalenia techniczne: polskie CBA nie kontrolowało w pełni funkcjonowania Pegasusa, a producent mógł uzyskać dostęp do części infrastruktury.
Drugi to odpowiedzialność organizacyjna i prawna: kto zaakceptował taką sytuację, czy dochowano obowiązków i czy naruszono przepisy.
Trzeci to polityczny wniosek Donalda Tuska, który z ujawnionych informacji wyprowadza zarzut szczególnie poważnego działania przeciw interesom państwa.
Pierwszy poziom ma już istotne oparcie w publicznie przedstawionej opinii biegłych. Drugi jest przedmiotem postępowań i kontroli. Trzeci pozostaje oceną polityczną, której prawne konsekwencje wymagają odrębnego udowodnienia.
Nie należy też bez dowodów utożsamiać izraelskiego producenta oprogramowania z izraelskimi służbami państwowymi. Potencjalny dostęp dostawcy do infrastruktury i faktyczne przekazanie informacji obcemu wywiadowi to dwa różne twierdzenia.
Im poważniejsze oskarżenie, tym większe znaczenie mają dowody, a nie sama siła użytych słów.
Komisja śledcza i prokuratura. Dwie drogi do odpowiedzialności
12 października komisja śledcza kierowana przez Magdalenę Srokę ma przedstawić projekt stanowiska podsumowującego swoje prace dotyczące Pegasusa.
Komisja badała legalność, prawidłowość i celowość działań prowadzonych między listopadem 2015 a listopadem 2023 roku.
Jej zadaniem jest przede wszystkim wyjaśnienie mechanizmów działania instytucji państwowych, okoliczności podejmowania decyzji oraz odpowiedzialności politycznej i organizacyjnej.
Równolegle prokuratura prowadzi postępowania, w których badana jest odpowiedzialność karna określonych osób.
Nie są to procedury tożsame.
Ustalenia komisji mogą stanowić materiał do kolejnych działań, ale nie zastępują prawomocnego wyroku sądu.
Trzeba również uwzględnić spór prawny dotyczący samej komisji. Część polityków i prawników kwestionuje jej umocowanie, powołując się na rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. Inni wskazują na kontrowersje dotyczące prawidłowości obsady TK i skutków jego orzeczeń.
Spór ten wymaga odrębnej oceny prawnej. Nie unieważnia automatycznie ustaleń technicznych przygotowanych przez biegłych ABW na potrzeby prokuratury.
Dla obywatela najważniejsze pozostaje pytanie, czy zebrane materiały pozwolą rzetelnie ustalić odpowiedzialność i doprowadzić do rozstrzygnięć zgodnych z prawem.
Największa słabość państwa? Tajemnica bez odpowiedzialności
Sprawa Pegasusa pokazuje problem, który nie zaczyna się i nie kończy wraz ze zmianą rządu.
Służby specjalne z natury działają poza pełną kontrolą opinii publicznej. To zrozumiałe — jawność wszystkich metod operacyjnych uniemożliwiałaby skuteczną ochronę bezpieczeństwa państwa.
Tajemnica nie może jednak zastępować odpowiedzialności.
Jeżeli instytucja państwowa kupuje za dziesiątki milionów złotych technologię ingerującą w najbardziej prywatne obszary życia obywateli, musi istnieć rzeczywista możliwość sprawdzenia legalności zakupu, sposobu eksploatacji i kontroli nad pozyskiwanymi danymi.
Jeżeli oprogramowanie może uzyskiwać dostęp do informacji objętych tajemnicą adwokacką, dziennikarską czy zawodową, konieczne są gwarancje odpowiadające skali tego zagrożenia.
Jeżeli zaś istnieje ryzyko, że dostawca zagraniczny może ingerować w infrastrukturę przetwarzającą materiały operacyjne, państwo musi umieć udokumentować sposób ograniczenia tego ryzyka.
Nie wystarczy przekonanie, że system działa.
Trzeba wiedzieć, dla kogo działa, na jakich zasadach, pod czyją kontrolą i z jakimi zabezpieczeniami.
W przypadku Pegasusa właśnie te kwestie pozostają w centrum śledztwa.
Wnioski: nie wystarczy rozliczyć ludzi. Trzeba naprawić mechanizm
Z ujawnionych dotychczas informacji wynikają cztery zasadnicze wnioski.
Po pierwsze: kwestia bezpieczeństwa Pegasusa jest poważniejsza niż sam spór o legalność podsłuchów. Ustalenia ABW wskazują na brak pełnej kontroli polskich służb nad technologią i ryzyko dostępu producenta do infrastruktury przetwarzającej dane operacyjne. To wymaga dokładnego ustalenia, kto zaakceptował architekturę systemu.
Po drugie: odpowiedzialność należy ustalać na podstawie konkretnych decyzji. Nie wystarczy ogólne stwierdzenie, że za wszystko odpowiadała poprzednia władza. Trzeba odtworzyć proces zakupu, akceptacji warunków, dopuszczenia systemu do eksploatacji i kontroli jego działania.
Po trzecie: polityczna ocena Tuska nie zastępuje dowodów. Premier wskazuje na możliwość zagrożenia dla polskiej suwerenności informacyjnej. Ustalenia biegłych uzasadniają poważne pytania o to zagrożenie, lecz nie są jeszcze publicznym dowodem, że materiały z Pegasusa zostały faktycznie wykorzystane przez obce służby.
Po czwarte: obecny rząd także ma obowiązek odpowiedzieć na pytania o skuteczność reform. Nawet najbardziej szczegółowe rozliczenie poprzedników nie zapewni obywatelom ochrony, jeśli mechanizmy nadzoru nad kontrolą operacyjną pozostaną niewystarczające.
Donald Tusk zapowiada odpowiedzialność za Pegasusa.
To zapowiedź, której realizację należy oceniać poprzez wyniki postępowań, a nie liczbę konferencji i nagrań.
Jednocześnie od premiera można oczekiwać odpowiedzi na pytanie, jak jego rząd zabezpieczył Polskę przed podobnymi ryzykami.
Bo ostatecznie sprawa nie dotyczy tylko tego, co poprzednia władza zrobiła z Pegasusem.
Dotyczy tego, czy polskie państwo potrafi stworzyć system, w którym służby mogą skutecznie chronić bezpieczeństwo obywateli, nie działając poza skuteczną kontrolą prawa.
Państwo powinno wiedzieć więcej o zagrożeniach niż przestępcy. Nie może jednak wiedzieć mniej o własnym systemie inwigilacji niż jego zagraniczny producent. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy






