poniedziałek 28 września 2026
26/09/2026Autor
Oceń materiał

Około 2 tys. zł za tonę, ponad 60 punktów skupu w kraju i dodatkowa korzyść dla kolejnych upraw. Soja coraz wyraźniej przestaje być w Polsce rolniczą ciekawostką. Może przynosić dochód ze sprzedaży nasion, ograniczać zapotrzebowanie na nawożenie azotowe w zmianowaniu, a jednocześnie dostarczać krajowego surowca dla przemysłu paszowego i spożywczego.

Jeszcze kilka lat temu jednym z podstawowych pytań rolnika zainteresowanego soją było: kto później ode mnie ją kupi? Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. W Polsce działa już ponad 60 punktów skupu, a we wrześniu cena nasion, zależnie od regionu, kształtuje się na poziomie około 2 tys. zł za tonę.

– Rolnik patrzy przede wszystkim na to, czy uprawa mu się opłaca i czy będzie miał gdzie sprzedać zbiory. W przypadku soi te możliwości są coraz większe. Mamy w Polsce surowiec, mamy odbiorców i możemy go tutaj przetwarzać – wskazuje minister rolnictwa Stefan Krajewski.

Ile można zebrać z hektara?

Tegoroczne plony są nieco słabsze niż w poprzednim sezonie, ale występują wyraźne różnice regionalne. Na południu kraju osiągają około 3,5–4 ton z hektara, natomiast na północy około 3 ton z hektara.

Przy cenie około 2 tys. zł za tonę oznacza to przychód ze sprzedaży nasion rzędu około 6–8 tys. zł z hektara, zanim uwzględnimy koszty produkcji, dopłaty, transport czy indywidualne warunki kontraktacji.

Czytaj dalej

Powiązany temat

To właśnie te elementy trzeba brać pod uwagę, oceniając rzeczywistą rentowność uprawy. Sama cena tony nie mówi jeszcze, ile ostatecznie pozostanie w gospodarstwie.

Soja daje coś jeszcze

Ekonomii soi nie powinno się jednak liczyć wyłącznie przez pryzmat tego, co wyjedzie z gospodarstwa na przyczepie.

Soja należy do roślin bobowatych. Dzięki współpracy z bakteriami brodawkowymi wykorzystuje azot atmosferyczny, dlatego jej zapotrzebowanie na nawożenie azotowe wygląda inaczej niż w przypadku wielu innych upraw.

Co ważniejsze, część związanego azotu pozostaje korzyścią dla następnej rośliny w zmianowaniu. Według Stowarzyszenia Polska Soja może to pozwolić na ograniczenie nawożenia azotowego kolejnej uprawy o około 30–40 kg N na hektar.

Przy kalkulowaniu opłacalności gospodarstwa jest to wartość, której nie powinno się pomijać.

Soja nie jest jednak rośliną, którą wystarczy wysiać i czekać na żniwa. Znaczenie mają odpowiedni odczyn gleby, przygotowanie stanowiska oraz prawidłowe zaszczepienie nasion właściwymi bakteriami brodawkowymi. Wraz ze wzrostem areału rośnie więc również zapotrzebowanie rolników na wiedzę dotyczącą technologii jej uprawy.

 

Nie tylko sprzedać. Można również przetworzyć

Drugi element układanki znajduje się już poza gospodarstwem.

Krajowa soja może być przetwarzana na produkty wykorzystywane w żywieniu zwierząt. Powstają z niej m.in. soja pełnotłusta oraz makuch sojowy. Nasiona przed zastosowaniem wymagają odpowiedniej obróbki ograniczającej działanie naturalnie występujących substancji antyżywieniowych.

Przetwarzanie daje również drugi istotny produkt – olej sojowy, znajdujący zastosowanie zarówno w przemyśle paszowym, jak i spożywczym.

Oznacza to, że tona krajowej soi nie musi kończyć swojej ekonomicznej drogi w punkcie skupu. Może być surowcem dla kolejnych etapów produkcji odbywających się już w Polsce.

Krajowe białko zamiast części importu

I tutaj soja przestaje być wyłącznie sprawą pojedynczego gospodarstwa.

Polska produkcja zwierzęca potrzebuje dużych ilości komponentów wysokobiałkowych. Rozwój krajowych upraw soi oraz zdolności do jej przetwarzania może zwiększać udział białka wyprodukowanego w Polsce i ograniczać zależność od części surowców sprowadzanych z zagranicy.

Nie oznacza to, że krajowa soja z dnia na dzień zastąpi import. Skala krajowej produkcji, parametry surowca, koszty przetwarzania i wymagania przemysłu paszowego nadal mają znaczenie. Kierunek jest jednak interesujący: rolnik produkuje surowiec, krajowy zakład go przetwarza, a produkt wraca do polskiego łańcucha żywnościowego.

To znacznie więcej niż odpowiedź na pytanie, czy za tonę soi można dostać około dwóch tysięcy złotych.

Najciekawsze pytanie brzmi dziś inaczej: ile wartości z polskiej soi potrafimy pozostawić w Polsce – od pola, przez przetwórstwo, aż po gotową żywność?

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.