Rodzinne fotografie, opowieści o pożegnaniu wieloletniego biznesu, wielkie obniżki cen i komunikaty o ostatniej szansie na zakupy. Wszystko wygląda jak smutny koniec historii polskiego sklepu. Kiedy jednak zaglądamy do regulaminów, obraz zaczyna się zmieniać. Pojawia się amerykańska spółka Jaydee Ecom LLC, nazwy innych marek, a w jednym ze sklepów — wyraźna informacja o dostawach i zwrotach do Azji. Sprawdziliśmy, co kryje się za tym modelem sprzedaży i dlaczego konsumenci powinni zachować szczególną ostrożność.
Najpierw wzruszenie, później portfel
Zaczęło się od reklamy sklepu Dom Wysocki.
Na ekranie pojawiła się rodzinna fotografia. Starszy mężczyzna w towarzystwie dzieci, elegancka odzież i opowieść o przedsiębiorstwie, którego historia ma sięgać 2001 roku. Po ćwierćwieczu działalności sklep żegna klientów i wyprzedaje asortyment.
To przekaz, który działa na wyobraźnię.
Bo przecież kto nie chciałby pomóc rodzinnemu przedsiębiorstwu? Zwłaszcza gdy można przy okazji kupić elegancki sweter, koszulę lub marynarkę za ułamek dotychczasowej ceny.
Reklama odwołuje się do sentymentu, tradycji i poczucia przemijania. Nie sprzedaje wyłącznie ubrań. Sprzedaje historię.
A wraz z nią pojawia się presja czasu. Wyprzedaż ma się skończyć, okazja może przepaść, a ostatnie produkty trzeba kupić właśnie teraz.
Problem w tym, że opowieść o rodzinnym sklepie nie odpowiada na najbardziej podstawowe pytanie: kto właściwie sprzedaje nam te ubrania?
Postanowiliśmy to sprawdzić.
Dom Wysocki, Antoni Laskowski i jedna amerykańska spółka
Pierwsze zaskoczenie przyniosła lektura regulaminu Domu Wysocki.
W odczytanej wersji dokumentu, opublikowanego pod adresem domwysocki.pl, pojawia się nagłówek innej marki: Antoni Laskowski.
To nie koniec.
Regulamin wskazuje, że stronę obsługuje Jaydee Ecom LLC. W dokumentacji pojawia się również informacja, że marka Antoni Laskowski jest prowadzona przez tę właśnie spółkę.
Nie mamy więc wyłącznie do czynienia z przypadkową pomyłką w nazwisku. Dokument zawiera odniesienia do innego sklepu i jednocześnie identyfikuje wspólnego operatora.
Takie niezgodności mogą być konsekwencją kopiowania gotowych dokumentów między witrynami. Nie stanowią same w sobie dowodu oszustwa, ale podważają wiarygodność informacji przedstawianych kupującemu.
Konsument powinien przecież wiedzieć, kto jest stroną umowy, do kogo kierować reklamację i od kogo domagać się zwrotu pieniędzy.
Jeżeli reklamowany sklep opowiada o jednej rodzinie, a jego dokumenty posługują się nazwą innej marki, trudno uznać to za przejaw szczególnej staranności.
Tym bardziej że za tymi nazwami pojawia się przedsiębiorstwo zarejestrowane — według dokumentów handlowych — w Stanach Zjednoczonych.
Jaydee Ecom LLC. Jeden operator, różne szyldy
Spółka Jaydee Ecom LLC wskazywana jest w dokumentach kilku sklepów internetowych skierowanych do polskich odbiorców.
Wśród nich znajdują się Dom Wysocki, Lena Warszawa oraz Antoni Laskowski. Podobne odniesienia do operatora odnajdywaliśmy również w dokumentach innych marek.
Dane podawane przez sklepy prowadzą do adresu:
Jaydee Ecom LLC, 312 W 2nd St, #A9103, Casper, Wyoming 82601, USA.
To istotne ustalenie.
Nie dowodzi jeszcze, że wszystkie witryny mają identyczną strukturę właścicielską, wspólny magazyn czy jedną obsługę klienta. Wskazuje jednak, że pod różnymi nazwami handlowymi może funkcjonować wspólne zaplecze organizacyjne.
Nie udało nam się dotąd uzyskać pierwotnego odpisu rejestrowego pozwalającego bezspornie ustalić osoby kontrolujące spółkę. Sama nazwa Jaydee Ecom LLC występuje również w innych amerykańskich bazach, ale bez zgodnych identyfikatorów nie można przesądzać, że dotyczą tego samego przedsiębiorstwa.
Jest natomiast coś, co nie wymaga domysłów.
Wystarczy przeczytać regulamin sklepu Lena Warszawa.
Polski szyld, przesyłka z Azji
W dokumentach sklepu Lena Warszawa, prowadzonego według regulaminu przez Jaydee Ecom LLC, znajduje się jednoznaczna informacja:
Wszystkie nasze produkty są wysyłane bezpośrednio do konsumenta z magazynów naszych dostawców w Azji.
To fragment szczególnie ważny dla całego śledztwa.
Marka posługująca się nazwą polskiej stolicy i odwołująca się do wieloletniej tradycji w rzeczywistości opisuje model sprzedaży, w którym towary nie muszą w ogóle znajdować się w Polsce w chwili składania zamówienia.
Wysyła je zagraniczny dostawca.
Takie rozwiązanie określa się potocznie mianem dropshippingu. Jest legalne i szeroko stosowane w handlu elektronicznym. Nie wymaga własnego magazynu, a przedsiębiorca może oferować produkty znajdujące się u partnerów logistycznych na drugim końcu świata.
Problem pojawia się wtedy, gdy sposób przedstawienia sklepu prowadzi konsumenta do przekonania, że kupuje w lokalnym przedsiębiorstwie, choć rzeczywisty przebieg transakcji jest zupełnie inny.
Nazwa „Warszawa” nie jest obietnicą wysyłki z Polski. Wieloletnia historia marki nie musi też oznaczać, że obecny sklep internetowy działa od 25 lat.
Jednak łączny przekaz reklamowy nie może wprowadzać kupującego w błąd co do istotnych cech przedsiębiorcy i warunków zakupu.
I właśnie ten problem wymaga zbadania.
Cło i VAT. Kto naprawdę płaci za import?
W regulaminie Leny Warszawa znajduje się jeszcze jeden istotny zapis.
Przedsiębiorca wskazuje, że opłaty celne i importowe obciążają konsumenta.
To szczegół, który łatwo przeoczyć podczas przeglądania kolorowych fotografii ubrań.
Jeżeli zamówienie realizowane jest bezpośrednio z państwa spoza Unii Europejskiej, towar podlega formalnościom importowym. Znaczenie mają między innymi wartość przesyłki, klasyfikacja towaru, sposób pobrania VAT i organizacja odprawy celnej.
Podatek może zostać rozliczony już podczas zakupu, na przykład w procedurze IOSS, albo przy imporcie. Należności celne zależą od obowiązujących przepisów i rodzaju przesyłki.
Nie oznacza to, że każdy kupujący musi otrzymać dodatkowy rachunek od przewoźnika.
Oznacza natomiast, że warunki rozliczenia podatków i ewentualnych kosztów importu powinny być dla niego zrozumiałe jeszcze przed zawarciem umowy.
W przypadku marki Lena Warszawa przedsiębiorca wyraźnie próbuje przypisać odpowiedzialność za opłaty importowe konsumentowi.
Pozostaje pytanie, jak ta klauzula działa w praktyce. Czy kupujący otrzymują pełną informację podczas finalizacji zamówienia? Kto formalnie zgłasza towar do odprawy? Czy podane ceny obejmują wszystkie należności?
Nie mamy dokumentów konkretnych odpraw ani danych pozwalających stwierdzić, że Jaydee Ecom LLC nie rozlicza prawidłowo podatków.
Mamy natomiast podstawy, aby pytać o przejrzystość całego procesu.
Towar można zwrócić. Tylko dokąd?
Kolejna niespodzianka znajduje się w polityce zwrotów Leny Warszawa.
Sklep deklaruje możliwość zwrotu produktów w ciągu 30 dni, ale wskazuje również, że przesyłkę należy odesłać do centralnego magazynu w Azji na koszt klienta.
Dokładny adres jest przekazywany dopiero po zgłoszeniu zwrotu.
Z punktu widzenia kupującego różnica może być ogromna.
Zakupiona sukienka kosztuje 179 zł. Jeżeli nie odpowiada opisowi albo rozmiar jest niewłaściwy, konsument chce ją oddać. Wtedy dowiaduje się, że zamiast nadać paczkę do polskiego magazynu, ma zorganizować przesyłkę międzynarodową.
Taka wysyłka może pochłonąć znaczną część wartości zamówienia.
Co więcej, trzeba rozróżnić dwie sytuacje.
Pierwsza to zwykłe odstąpienie od umowy zawartej przez internet. Wówczas konsument może ponosić bezpośrednie koszty odesłania produktu, jeżeli został o tym prawidłowo poinformowany.
Druga to reklamacja z powodu niezgodności towaru z umową.
Jeżeli zamówiono elegancką marynarkę, a dostarczony produkt ma inny krój, skład lub istotne cechy niż deklarowane, nie jest to wyłącznie kwestia niezadowolenia klienta.
To może być podstawa reklamacji.
W świetle polskich przepisów dotyczących konsumenckiej sprzedaży towarów koszty realizacji uzasadnionej reklamacji obciążają sprzedawcę. Przy odpowiednich przesłankach konsument może domagać się także odstąpienia od umowy.
Zagraniczna rejestracja przedsiębiorcy nie oznacza automatycznie, że może on wyłączyć obowiązkowe przepisy chroniące konsumentów, do których kieruje swoją ofertę.
A właśnie na etapie reklamacji zaczynają się najbardziej niepokojące relacje kupujących.
Kupujący opisują towary z Chin i problemy z odzyskaniem pieniędzy
W niezależnym serwisie Trustpilot można znaleźć liczne negatywne recenzje sklepu Lena Warszawa.
W jednym z odczytów profil miał 181 opinii, ocenę 1,2 na 5 oraz 98 procent ocen jednogwiazdkowych.
Nie jest to reprezentatywne badanie wszystkich klientów. Osoby niezadowolone z zakupów mogą częściej publikować opinie, a serwis nie daje redakcji możliwości samodzielnego potwierdzenia przebiegu każdej transakcji.
Mimo tych zastrzeżeń powtarzalność relacji zasługuje na uwagę.
Kupujący opisują przede wszystkim odzież odbiegającą od fotografii reklamowych, rozczarowanie jakością materiałów, przesyłki nadawane w Chinach, wysokie koszty zwrotów i problemy z uzyskaniem pełnej refundacji.
Jedna z klientek poinformowała, że nie odzyskała 435 zł. Wskazała także nazwę Jaydee Ecom LLC jako operatora sklepu.
Inna konsumentka opisała otrzymywanie kolejnych propozycji częściowej rekompensaty: najpierw 10 procent, później 20 i 30 procent wartości zamówienia.
Kolejne osoby relacjonują, że po odesłaniu produktów do Chin nadal oczekiwały na pieniądze.
To są twierdzenia autorów opinii. Nie uzyskaliśmy jeszcze potwierdzeń płatności, etykiet przesyłek ani kompletnej korespondencji reklamacyjnej.
Nie możemy więc przesądzić, że każda opisana sytuacja przebiegała dokładnie tak, jak przedstawiono ją w internecie.
W śledztwie pojawia się jeszcze jedna ważna okoliczność.
Istnieją dwie odrębne domeny: lenawarszawa.pl i lena-warszawa.pl.
Publiczny profil Trustpilot dotyczy drugiego adresu, zawierającego łącznik. Natomiast regulamin jednoznacznie wskazujący Jaydee Ecom LLC pochodzi z domeny bez łącznika.
W jednej z recenzji występuje nazwa amerykańskiej spółki, lecz to nie wystarcza do ostatecznego ustalenia, że za obydwiema domenami w całym okresie ich działania stał ten sam podmiot.
Dlatego nie przypisujemy automatycznie wszystkich skarg do Jaydee Ecom LLC.
Możemy natomiast stwierdzić, że negatywne relacje dotyczą marki o zbieżnej nazwie, a przynajmniej jedna z nich wskazuje firmę znaną nam z regulaminów innych sklepów.
To istotny trop wymagający dalszej weryfikacji.
Sklepy się zmieniają, a opowieść pozostaje podobna
9 października 2026 roku serwis sklepoWidz opublikował analizę sześciu sklepów internetowych przedstawiających się jako polskie firmy rodzinne.
Autorzy sprawdzili między innymi daty rejestracji domen, opisy działalności, regulaminy, katalogi produktów i warunki zwrotów.
W przypadku Leny Warszawa ustalili, że domena lenawarszawa.pl została zarejestrowana 6 stycznia 2026 roku.
Tymczasem sklep przedstawia historię działalności sięgającą 2001 roku.
Nie jest to automatyczny dowód nieprawdziwości takiej historii. Firma może przecież prowadzić tradycyjny sklep przez wiele lat, a dopiero później rozpocząć sprzedaż internetową.
Istotne byłoby jednak potwierdzenie istnienia wcześniejszej działalności, przedsiębiorcy lub placówki handlowej.
Autorzy analizy wskazali również inne niepokojące zjawiska: niedawno zarejestrowane domeny, wysokie rabaty, dokumenty zawierające pozostałości zagranicznych szablonów oraz informacje o zwrotach do Chin.
Szczególnie interesująco wygląda kwestia katalogów produktów.
W jednym z badanych sklepów znaczna większość artykułów miała oznaczenie producenta odpowiadające nazwie innej marki internetowej.
Może to świadczyć o przenoszeniu katalogów między sklepami.
Nie ma jednak dowodu, że wszystkie wymienione w analizie witryny należą do Jaydee Ecom LLC. Nie należy ich łączyć organizacyjnie wyłącznie na podstawie podobnej stylistyki.
Wynika z tego natomiast coś ważniejszego: opowieść o rodzinnym butiku może być powtarzalnym sposobem marketingowej prezentacji sprzedaży internetowej.
A klient widzi przede wszystkim historię, nie strukturę przedsiębiorstwa.
25 lat tradycji i wyprzedaż, która kończy się dziś
Wróćmy do Domu Wysocki.
Jednym z elementów reklamy jest informacja o kończącej się wyprzedaży. Ceny wielu produktów przedstawiane są jako bardzo mocno obniżone.
To mechanizm oparty na dwóch emocjach.
Pierwsza to współczucie. Kupujący ma poczuć, że pomaga rodzinnej firmie kończącej działalność.
Druga to obawa przed utratą okazji. Jeśli nie kupi teraz, szansa przepadnie.
Warto jednak pamiętać, że prawdziwa wyprzedaż likwidacyjna powinna odnosić się do rzeczywistego kończenia działalności lub określonego etapu sprzedaży.
Jeśli komunikat o ostatnim dniu promocji powtarza się bez końca, może powstawać pytanie o wprowadzanie klientów w błąd.
Podobnie wygląda kwestia przecen.
Cena przekreślona o kilkaset złotych nie jest jeszcze dowodem, że produkt rzeczywiście kosztował wcześniej tyle pieniędzy.
Przedsiębiorcy informujący o obniżkach podlegających polskim przepisom powinni podawać najniższą cenę z 30 dni przed wprowadzeniem obniżki, z uwzględnieniem przewidzianych prawem wyjątków.
Nie zweryfikowaliśmy historii cen wszystkich produktów Domu Wysocki. Nie ustaliliśmy także, czy reklamowana likwidacja rzeczywiście ma miejsce.
Nie należy więc przesądzać, że promocje są fikcyjne.
Można natomiast zapytać, dlaczego klient ma wierzyć w opowieść o końcu rodzinnego interesu, skoro nie przedstawiono mu niezależnego potwierdzenia jego wieloletniej działalności.
Co już wcześniej zauważył UOKiK?
To nie jest zjawisko, które dopiero odkrywamy.
3 lipca 2025 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów opublikował ostrzeżenie dotyczące fałszywych sklepów, przedsiębiorców podszywających się pod polskie marki oraz ukrytego dropshippingu.
UOKiK opisał mechanizm polegający na wykorzystywaniu polskich nazw, historii rodzinnych, informacji o likwidacji przedsiębiorstw i wyjątkowych promocji.
Urząd wskazywał również na sytuacje, w których kupujący dopiero po dokonaniu zamówienia dowiadywali się, że towar zostanie wysłany z Azji, a jego zwrot będzie wymagał kosztownej przesyłki zagranicznej.
To podobieństwo nie oznacza, że UOKiK uznał Dom Wysocki lub Jaydee Ecom LLC za podmioty naruszające prawo.
Nie znaleźliśmy decyzji administracyjnej stwierdzającej takie naruszenie wobec tej konkretnej spółki.
Ustalenia urzędu pokazują jednak, że analizowany przez nas model sprzedaży odpowiada problemom, przed którymi polskie instytucje ostrzegają od dłuższego czasu.
Kto odpowiada: sklep, operator czy dostawca z Chin?
To najważniejsze pytanie prawne.
W handlu internetowym uczestniczyć może kilka podmiotów: właściciel marki, operator witryny, sprzedawca, dostawca towaru, przewoźnik i operator płatności.
Nie zawsze są to te same firmy.
Sam fakt, że paczka przychodzi z Chin, nie oznacza, że chińska firma jest stroną umowy z polskim konsumentem.
Jeżeli sprzedawcą jest amerykańska spółka, to jej obowiązki wobec kupującego nie znikają dlatego, że towar fizycznie wysłał azjatycki kontrahent.
Istotne są warunki zawarcia umowy, sposób kierowania sprzedaży do Polski i przepisy obowiązkowo chroniące konsumenta.
Niepokój budzą szczególnie ogólne zapisy regulaminowe, które próbują szeroko ograniczać odpowiedzialność przedsiębiorcy.
Takie postanowienia nie mogą po prostu unieważnić uprawnień przyznanych konsumentowi przez bezwzględnie obowiązujące przepisy.
W praktyce największym problemem może okazać się nie samo ustalenie praw, lecz możliwość ich wyegzekwowania wobec przedsiębiorcy posiadającego siedzibę poza Unią Europejską.
Bo co z tego, że klient ma prawo domagać się pieniędzy, jeżeli skuteczne wykonanie tego prawa oznacza wielotygodniową korespondencję z firmą za oceanem?
To problem, który wykracza poza pojedynczy sklep.
A platformy reklamowe? Kto sprawdza historię, za którą płaci reklamodawca?
Sprawa zaczęła się od reklamy wyświetlonej użytkownikowi internetu.
I właśnie w tym miejscu pojawia się jeszcze jeden uczestnik całego mechanizmu.
Platformy reklamowe.
Google, YouTube, Facebook i Instagram umożliwiają przedsiębiorcom dotarcie do ogromnej liczby potencjalnych klientów, często na podstawie ich zainteresowań i wcześniejszych zachowań w sieci.
Reklama może wyglądać wiarygodnie. Profesjonalne zdjęcia, emocjonalny przekaz, elegancka strona i pozytywne opinie tworzą poczucie bezpieczeństwa.
Ale obecność reklamy na dużej platformie nie jest gwarancją rzetelności sklepu.
UOKiK informował już o badaniu mechanizmów publikowania reklam i nadzoru nad treściami promowanymi w serwisach społecznościowych oraz usługach Google.
Powstaje więc szersze pytanie: czy weryfikacja reklamodawcy wystarcza, jeśli sama reklama może budować mylne wyobrażenie o historii przedsiębiorstwa i charakterze jego działalności?
W przypadku Domu Wysocki nie ustaliliśmy jeszcze, jaki podmiot opłacił konkretną kampanię ani jakie informacje przekazał platformie reklamowej.
To kolejny element wymagający sprawdzenia.
Gdzie kończy się marketing, a zaczyna wprowadzanie w błąd?
W całej tej sprawie pojawia się zasadniczy problem.
Nie jest niczym niewłaściwym sprowadzanie odzieży z Azji. Nie jest zabronione prowadzenie sklepu internetowego przez amerykańską spółkę. Nie ma też obowiązku posiadania tradycyjnego lokalu handlowego, żeby legalnie sprzedawać ubrania polskim klientom.
Nie wolno jednak pomijać istotnych informacji, których brak może wpływać na decyzję zakupową konsumenta.
Jeżeli sklep buduje wizerunek lokalnego, rodzinnego przedsiębiorstwa z wieloletnią tradycją, powinien być przygotowany na pytania o rzeczywiste pochodzenie tej historii.
Jeżeli zapewnia o wyjątkowej promocji, powinien prawidłowo informować o obniżkach.
Jeżeli wysyła towary z Azji, musi odpowiednio przedstawiać warunki dostawy, obowiązki podatkowe i koszty ponoszone przez klienta.
A jeżeli produkt jest niezgodny z umową, powinien respektować prawa kupującego.
Nie można sprowadzać tych obowiązków do drobnego druku w regulaminie, którego treść bywa niespójna nawet z nazwą sklepu.
Siedem pytań do Jaydee Ecom LLC
Nasze ustalenia wymagają stanowiska spółki. Do wyjaśnienia pozostają następujące kwestie:
Czy Dom Wysocki rzeczywiście prowadzi działalność od 2001 roku? Gdzie funkcjonował wcześniej i kto go prowadził?
Dlaczego w dokumentach Domu Wysocki znajdują się odniesienia do marki Antoni Laskowski?
Jakie marki internetowe są obecnie prowadzone przez Jaydee Ecom LLC?
Z jakich państw wysyłane są towary kupowane przez polskich konsumentów i kto odpowiada za rozliczenie należności importowych?
Czy adresy zwrotów znajdują się w Polsce, w innych państwach Unii Europejskiej czy w Azji?
Jak spółka rozpatruje reklamacje towarów niezgodnych z umową i kto ponosi koszty takich reklamacji?
Czy historie o wieloletnich rodzinnych butikach i ich likwidacji są oparte na rzeczywistych wydarzeniach, a jeśli tak, jakie dokumenty mogą je potwierdzić?
Na dzień przygotowania artykułu nie dysponujemy odpowiedzią Jaydee Ecom LLC na te pytania. Firma nie została jeszcze skonfrontowana przez redakcję z pełnym zestawem ustaleń, dlatego nie należy przedstawiać braku stanowiska jako odmowy udzielenia odpowiedzi.
Co powinien zrobić klient, który już zapłacił?
Przede wszystkim zachować dokumentację zakupu: potwierdzenie zamówienia, płatność, korespondencję ze sprzedawcą, zdjęcia produktu i zrzuty ekranu oferty.
Jeżeli towar nie odpowiada umowie, należy zgłosić reklamację, jasno opisując niezgodności i wskazując odpowiednie żądanie.
Jeżeli konsument chce zwyczajnie zrezygnować z zakupów internetowych, co do zasady ma 14 dni od otrzymania towaru na odstąpienie od umowy, z zastrzeżeniem ustawowych wyjątków.
Przy płatności kartą warto również sprawdzić możliwość reklamacji transakcji w banku, w tym procedurę chargeback. Nie oznacza to automatycznego odzyskania środków, ale może być dodatkową drogą dochodzenia roszczeń.
Pomocy może udzielić miejski lub powiatowy rzecznik konsumentów. Podejrzenia dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych można zgłaszać do UOKiK, a podejrzane witryny do CERT Polska.
Zamiast zakończenia. Ile naprawdę kosztuje rodzinna historia?
Na ekranie starszy człowiek żegna sklep. Obok stoją dzieci. Trwa wielka wyprzedaż. Wszystko ma budzić wzruszenie i przekonanie, że uczestniczymy w ostatnim rozdziale historii rodzinnego biznesu.
Po drugiej stronie transakcji znajdujemy jednak amerykańską spółkę, dokumenty różnych marek i potwierdzony w jednym ze sklepów model bezpośredniej wysyłki z azjatyckich magazynów.
Obok pojawiają się relacje klientów innej, podobnie nazwanej witryny, opisujących problemy z jakością towaru i odzyskaniem pieniędzy.
Nie wszystkie te elementy można dziś połączyć w jeden bezspornie ustalony mechanizm organizacyjny.
Można jednak postawić pytanie, które powinno zainteresować zarówno konsumentów, jak i instytucje odpowiedzialne za nadzór nad rynkiem.
Czy klient kupuje produkt świadomie, znając rzeczywistego sprzedawcę i warunki transakcji, czy podejmuje decyzję przede wszystkim pod wpływem historii, której prawdziwości nie ma jak sprawdzić?
Internet pozwala dziś stworzyć elegancki butik w kilka godzin. Można nadać mu nazwisko, przygotować rodzinne fotografie, dopisać 25 lat tradycji i uruchomić wyprzedaż.
Znacznie trudniej zbudować prawdziwą wiarygodność.
Bo tej nie zapewnia ani piękna witryna, ani amerykański adres, ani pięć gwiazdek pod produktem.
Wiarygodność zaczyna się tam, gdzie sprzedawca nie musi ukrywać przed klientem, kim jest, skąd pochodzi towar i kto odpowiada, kiedy zakup okaże się rozczarowaniem.
Radio DTR będzie przyglądać się działalności marek wskazujących Jaydee Ecom LLC, a także zasadom ich sprzedaży, dostaw i obsługi reklamacji. Redakcja pozostaje otwarta na stanowisko przedsiębiorcy oraz udokumentowane relacje konsumentów. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy







