Czy rada gminy może świadomie uchwalać prawo, które było już kwestionowane przez sądy administracyjne? Projekt Strefy Płatnego Parkowania w Obornikach Śląskich pokazuje, że tak. A przynajmniej – że nikt nie próbuje tego powstrzymać.
Abonament mieszkańca. Problem nie w idei, lecz w konstrukcji
Strefy płatnego parkowania nie są niczym nowym. Ich legalność została wielokrotnie potwierdzona. Problem zaczyna się nie przy samym pobieraniu opłat, lecz w momencie, gdy gmina zaczyna selekcjonować mieszkańców – decydując, kto zasługuje na ulgę, a kto już nie.
Projekt uchwały Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich wprowadza abonament „MIESZKANIEC”. Na pierwszy rzut oka – rozwiązanie przyjazne. Po dokładniejszym czytaniu widać jednak, że nie każdy mieszkaniec jest tu równy.
Co mówią wyroki – i dlaczego to kluczowe
Wcześniej na portalu Radio DTR wskazywaliśmy jasno:
sądy administracyjne, w tym NSA, zakwestionowały różnicowanie prawa do abonamentu na podstawie formalnego tytułu do pojazdu.
Sedno orzeczeń jest proste:
abonament mieszkańca ma służyć organizacji ruchu i rotacji miejsc,
nie może być narzędziem kontroli własności, umów ani fiskalnych deklaracji,
kryteria muszą mieć realny związek z celem strefy, a nie z wygodą urzędniczą.
Samochód zaparkowany na miejscu postojowym:
zajmuje jedno miejsce,
blokuje je przez określony czas,
wpływa na przestrzeń publiczną tak samo, niezależnie od tego, czy jest własnością, leasingiem czy autem służbowym.
Prawo sądowe mówi jasno: reszta jest bez znaczenia.
Projekt z Obornik Śląskich: administracja zamiast równości
Tymczasem w projekcie uchwały:
abonament mieszkańca przysługuje tylko przy określonych tytułach prawnych do pojazdu,
wymagane jest rozliczanie PIT w gminie,
konieczne są wizyty w biurze, dokumenty, potwierdzenia, zaświadczenia.
To nie są warunki techniczne.
To jest mechanizm wykluczający część mieszkańców, mimo że:
faktycznie mieszkają w centrum,
faktycznie parkują w strefie,
faktycznie są częścią lokalnej wspólnoty.
W tym momencie prawo przestaje regulować przestrzeń, a zaczyna oceniać obywatela.
Równość zapisana, nierówność stosowana
Mieszkaniec korzystający z auta służbowego.
Osoba jeżdżąca samochodem użyczonym.
Rodzina z jednym autem zarejestrowanym na inną osobę.
Wszyscy oni mogą zostać:
pozbawieni prawa do abonamentu,
zmuszeni do droższych opłat,
potraktowani gorzej niż sąsiad, który „lepiej pasuje do formularza”.
To nie jest proporcjonalne.
To nie jest racjonalne.
To nie jest zgodne z linią orzeczniczą.
I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie o legalizowanie bezprawia przez uchwałę.
Gdzie są radni? Gdzie jest odpowiedzialność?
Radni nie są biernymi obserwatorami.
Dostali projekt.
Mieli wcześniejsze analizy.
Znali ostrzeżenia i wyroki.
Mimo to:
nie widać korekt,
nie widać refleksji,
nie widać próby dostosowania zapisów do prawa, które już obowiązuje w orzecznictwie.
Milczenie radnych nie jest neutralne.
W samorządzie milczenie oznacza zgodę.
Co z tego wynika?
Jeżeli uchwała wejdzie w życie w obecnym kształcie:
ryzyko zaskarżenia jest realne,
koszty ewentualnych sporów poniesie gmina,
odpowiedzialność polityczna znów się rozmyje.
To nie jest spór ideologiczny.
To jest pytanie, czy lokalne prawo może świadomie ignorować wyroki sądów.







