To bardzo ciekawe pytanie, bo problem DS i częściowo Citroëna nie leży dziś w jakości samochodów. Leży w psychologii marki.
BMW, Mercedes i Audi od dziesięcioleci nie sprzedają samochodów. Sprzedają status społeczny.
Kiedy ktoś kupuje BMW, kupuje nie tylko auto. Kupuje komunikat:
- „Osiągnąłem sukces”.
- „Jestem dynamiczny”.
- „Lubię prowadzić”.
- „Stać mnie”.
Mercedes sprzedaje prestiż, elegancję i pozycję społeczną.
Audi sprzedaje technologię, nowoczesność i sportowy wizerunek.
To są marki, które przez 40–50 lat konsekwentnie budowały emocje.
Citroën robił coś zupełnie odwrotnego.
ilustracja do artykułu prestiż czy komfort
Przez lata komunikat Citroëna brzmiał:
- wygoda,
- rodzina,
- komfort,
- praktyczność,
- nietypowe rozwiązania.
To nie jest język prestiżu. To język rozsądku.
Problem polega na tym, że ludzie bardzo często kupują samochody emocjami, a dopiero później tłumaczą zakup rozsądkiem.
Dlatego ktoś kupuje BMW serii 3 z twardym zawieszeniem i później mówi:
„Świetnie się prowadzi”.
A ktoś kupuje Citroëna C5 z hydropneumatyką i mówi:
„Bardzo wygodny samochód”.
Pierwszy dostał emocje.
Drugi dostał komfort.
Rynek premium opiera się głównie na emocjach.
DS miał być odpowiedzią Francuzów na niemieckie premium.
I tutaj pojawił się problem.
DS próbował sprzedawać luksus, ale nie miał historii luksusu.
Mercedes ma ponad 100 lat historii.
BMW ma ponad 100 lat historii.
Audi ma historię Auto Union i sportów motorowych.
A DS?
Przeciętny kierowca kojarzył go jako:
„Droższego Citroëna”.
To ogromna różnica.
Spójrzmy na przykład.
Jeśli pokażesz wnętrze DS 7 komuś, kto nie zna marki, często powie:
„Ładne. Ekskluzywne.”
Ale gdy dowie się, że kosztuje podobnie do BMW czy Mercedesa, zaczyna się problem.
Bo wtedy nie porównuje skóry, wyposażenia czy komfortu.
Porównuje logo.
I właśnie logo jest dziś najdroższym elementem samochodu premium.
Co ciekawe, technicznie DS często nie ustępuje konkurencji tak bardzo, jak sugeruje rynek.
Modele takie jak:
- DS 7
- DS 9
- Citroën C5 X
oferują komfort, wyciszenie i wyposażenie na bardzo wysokim poziomie.
Ale klient premium chce jeszcze czegoś:
społecznego uznania marki.
I tu Francuzi przegrywają.
Dodatkowo Citroën sam sobie częściowo zaszkodził.
W latach 50., 60. i 70. był symbolem innowacji:
- Citroën DS
- Citroën SM
- Citroën CX
- Citroën XM
To były samochody szalone, futurystyczne i odważne.
Dzisiaj wielu fanów marki uważa, że Citroën utracił właśnie tę cechę.
Nie jest już najbardziej innowacyjny.
Nie jest najbardziej luksusowy.
Nie jest też najtańszy.
Znalazł się pomiędzy segmentami.
Stellantis uznał więc, że DS nie osiągnął zakładanych wyników jako samodzielna marka premium i coraz częściej mówi się o bliższej współpracy z Citroënem.
Patrząc marketingowo, powiedziałbym nawet coś mocniejszego:
DS próbował być francuskim Audi, podczas gdy klienci chcieli francuskiego Citroëna.
Wielu ludzi kochało Citroëna właśnie za to, że był inny od niemieckiej motoryzacji.
Za miękkie zawieszenie.
Za komfort.
Za odwagę stylistyczną.
Za dziwne pomysły, których inni nie mieli odwagi wdrożyć.
Gdy próbował stać się „kolejnym premium”, stracił część własnej tożsamości.
Paradoksalnie dziś największą szansą Citroëna może być właśnie powrót do własnego charakteru, a nie gonienie BMW czy Mercedesa.
Bo niemieckie marki wygrywają prestiżem.
Ale francuskie mogłyby wygrać czymś innym:
oryginalnością, komfortem i odwagą.
I właśnie tego wielu dawnych klientów Citroëna najbardziej im brakuje.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


