Prezes w areszcie, miliony do zapłaty. Co zostało w kasie PKOl po Radosławie Piesiewiczu?

Oceń materiał

Radosław Piesiewicz stracił możliwość kierowania Polskim Komitetem Olimpijskim. Pozostał jednak rachunek za funkcjonowanie organizacji w ostatnich latach. I właśnie ten rachunek może się okazać znacznie ciekawszy niż sama zmiana nazwiska na drzwiach gabinetu prezesa.

Nowe kierownictwo PKOl mówi dziś o około 3,5 mln zł wierzytelności wobec różnych podmiotów. Do tego potrzeba około 3 mln zł na funkcjonowanie organizacji do końca 2026 roku.

Razem daje to 6,5 mln zł potrzeb finansowych.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nie oznacza to jednak, że PKOl ma 6,5 mln zł długu. To ważne rozróżnienie. Około 3,5 mln zł stanowią obecnie wskazywane zobowiązania, natomiast kolejne 3 mln zł to – według nowego kierownictwa – pieniądze potrzebne do zamknięcia roku.

Problem polega na czymś innym.

Nikt jeszcze nie może zagwarantować, że 3,5 mln zł jest ostateczną kwotą.

Najpierw areszt, później zmiana prezesa

Radosław Piesiewicz został zatrzymany 27 sierpnia 2026 roku w związku ze śledztwem dotyczącym Zondacrypto.

Prokuratura postawiła mu zarzuty płatnej protekcji oraz działania dotyczącego zaspokojenia części wierzycieli spółki z pokrzywdzeniem innych w sytuacji grożącej niewypłacalnością. Piesiewicz nie przyznał się do winy.

Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

14 września Sąd Okręgowy w Katowicach rozpatrzył zażalenie obrony i utrzymał wcześniejsze postanowienie. Piesiewicz pozostał więc w areszcie.

Tego samego dnia sytuacją zajęły się władze PKOl.

Zarząd uznał, że zachodzi przewidziana statutem niemożność pełnienia funkcji prezesa i powierzył kierowanie organizacją dotychczasowemu wiceprezesowi Marianowi Kmicie.

Zmienił się prezes.

Nie zmieniły się jednak faktury, umowy, leasingi i zobowiązania.

I właśnie one stają się teraz jednym z najważniejszych problemów Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

3,5 miliona na stole. Ale czy to wszystko?

Marian Kmita ujawnił, że suma wierzytelności wobec różnych podmiotów wynosi obecnie około 3,5 mln zł.

Największym wierzycielem ma być firma leasingowa.

Na pieniądze czekają również podmioty związane bezpośrednio ze sportem. Wśród nich wymieniane są związki rugby, wioślarstwa, gimnastyki sportowej i taekwondo oraz Towarzystwo Olimpijczyków Polskich.

To szczególnie interesujące.

Polski Komitet Olimpijski istnieje przecież przede wszystkim dla polskiego ruchu olimpijskiego i sportowców. Tymczasem wśród podmiotów oczekujących na pieniądze znajdują się organizacje sportowe.

Nowy szef PKOl zastrzega jednocześnie, że nie poznał jeszcze całej dokumentacji.

Dlatego 3,5 mln zł nie należy traktować jako ostatecznego bilansu poprzedniego okresu zarządzania.

To raczej pierwsza liczba pojawiająca się po otwarciu szuflad.

Milion miesięcznie?

Jeszcze przed zmianą kierownictwa media opisywały bardzo wysokie koszty stałe funkcjonowania PKOl.

Według relacji przedstawianych przez „Przegląd Sportowy” członkowie władz Komitetu mieli być zaskoczeni m.in. kosztami leasingowanych samochodów. Łączne koszty stałe organizacji – wraz z wynagrodzeniami i leasingami – miały sięgać niespełna miliona złotych miesięcznie.

To ponad 10 mln zł rocznie.

Na tym etapie należy jednak postawić wyraźną granicę: są to informacje medialne i relacje osób uczestniczących w spotkaniach władz PKOl, a nie końcowe ustalenia niezależnego audytu.

I właśnie dlatego audyt jest teraz kluczowy.

Powinien odpowiedzieć nie tylko na pytanie:

ile PKOl jest winien?

Znacznie ważniejsze brzmi:

na co wydawano pieniądze, jakie zobowiązania zaciągano i czy ich poziom odpowiadał realnym przychodom organizacji?

Finansowa lampka ostrzegawcza świeciła już wcześniej

Problemy nie zaczęły się wraz z zatrzymaniem Radosława Piesiewicza.

Już wyniki finansowe za 2024 rok dawały powody do bardzo poważnych pytań.

W sprawozdaniu finansowym pojawiła się strata wynosząca około 12 mln zł.

Co ciekawe, wcześniejsze dane wskazywały około 5,6 mln zł straty. Ówczesne kierownictwo tłumaczyło różnicę zmianami księgowymi dokonanymi zgodnie z zaleceniami biegłego rewidenta, dotyczącymi m.in. kosztów igrzysk, nagród oraz wieloletnich umów.

Jednocześnie już wtedy mówiono o około 2,5 mln zł bieżących zobowiązań.

A więc dzisiejsze problemy nie spadły na PKOl nagle we wrześniu 2026 roku.

Ich ślady były widoczne znacznie wcześniej.

Czerwiec 2026. Delegaci mówią „nie”

Kolejny sygnał pojawił się 15 czerwca 2026 roku podczas Walnego Zgromadzenia PKOl.

Delegaci odrzucili zarówno sprawozdanie z działalności zarządu za 2025 rok, jak i sprawozdanie finansowe.

Przyjęto również uchwałę wzywającą Radosława Piesiewicza do rezygnacji.

To bardzo ważny punkt całej chronologii.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Finansowych problemów PKOl nie można więc przedstawiać jako odkrycia dokonanego dopiero po aresztowaniu prezesa.

Alarm był wcześniej.

Zmiana nastąpiła dopiero wtedy, gdy Piesiewicz znalazł się w areszcie i faktyczne kierowanie organizacją stało się niemożliwe.

Sponsorzy odchodzili, koszty pozostawały

Jest jeszcze druga strona finansowego równania.

Przychody.

Po igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku Polski Komitet Olimpijski zaczął tracić ważnych sponsorów związanych ze Skarbem Państwa.

Ze współpracy wycofywały się lub kończyły ją m.in. PKP Intercity, Polskie Porty Lotnicze, Krajowa Grupa Spożywcza, Enea czy Orlen.

Jeżeli organizacja traci znaczną część źródeł finansowania, naturalną reakcją powinno być dostosowanie kosztów do nowych możliwości.

Dlatego audyt powinien pokazać nie tylko wysokość wydatków.

Powinien odpowiedzieć na jeszcze prostsze pytanie:

czy PKOl ograniczał koszty wraz ze spadkiem przychodów?

Jeżeli nie – dlaczego?

Samochody, wynagrodzenia, umowy

Szczególnie interesujące będą trzy grupy wydatków: wynagrodzenia, leasingi oraz zawarte przez PKOl długoterminowe umowy.

Sam Radosław Piesiewicz otrzymywał wynagrodzenie za kierowanie Komitetem. Według ujawnionych danych w 2024 roku jego wynagrodzenie miało przekroczyć milion złotych.

Nie chodzi jednak o samo wynagrodzenie jednego człowieka.

Znacznie ciekawsze jest zestawienie:

przychody – wynagrodzenia – administracja – samochody – leasingi – reprezentacja – działalność sportowa.

Dopiero taka tabela pokaże, ile kosztowało utrzymanie samej struktury PKOl i jaka część pieniędzy rzeczywiście trafiała na działalność związaną ze sportem oraz olimpijczykami.

Fundacja Polskiego Sportu – kolejna szuflada do otwarcia

Nowe kierownictwo zapowiada również sprawdzenie działalności Fundacji Polskiego Sportu.

To może być jeden z najważniejszych elementów całej historii.

Marian Kmita mówi już publicznie, że dokumentacja fundacji zostanie przeanalizowana i nie wyklucza zawiadomienia prokuratury, jeżeli audyt ujawni okoliczności uzasadniające taki krok.

Na dziś nie oznacza to stwierdzenia jakiegokolwiek przestępstwa.

Oznacza natomiast, że nowe władze same dostrzegają potrzebę dokładnego prześwietlenia przepływów finansowych i relacji pomiędzy podmiotami związanymi z PKOl.

I tutaj pojawia się jeszcze jeden istotny szczegół.

Według informacji publikowanych wcześniej przez „Przegląd Sportowy” Fundacja Polskiego Sportu nie została objęta kontrolą NIK dotyczącą realizacji i rozliczania umów finansowanych ze środków publicznych przez PKOl.

Jeżeli tak, mamy obszar działalności związanej z otoczeniem Komitetu, który wymaga osobnego prześwietlenia.

Areszt Piesiewicza może się okazać tylko początkiem historii

Łatwo byłoby sprowadzić wszystko do jednego nazwiska.

Piesiewicz został zatrzymany. Piesiewicz trafił do aresztu. Piesiewicz przestał kierować PKOl.

Koniec historii.

Tyle że dla finansów Polskiego Komitetu Olimpijskiego historia prawdopodobnie właśnie się zaczyna.

Nowe kierownictwo musi teraz ustalić, jakie dokładnie zobowiązania pozostają do zapłaty, jakie umowy nadal obowiązują, ile kosztują leasingi, jakie są koszty administracyjne, jakie zobowiązania ma PKOl wobec związków sportowych i jakie relacje finansowe łączyły Komitet z innymi podmiotami.

Dopiero wtedy będzie można odpowiedzieć na najważniejsze pytanie:

czy PKOl miał przede wszystkim problem z utratą sponsorów, czy również z niedostosowaniem wydatków do pieniędzy, którymi rzeczywiście dysponował?

Bo jeśli przychody malały, a koszty nie – problem nie pojawił się 27 sierpnia wraz z zatrzymaniem prezesa.

Narastał znacznie wcześniej.

Teraz czas na liczby

Marian Kmita zapowiada audyt.

I bardzo dobrze.

Tyle że po wszystkich wydarzeniach wokół PKOl jego wyniki nie powinny kończyć jako dokument schowany w szufladzie.

Potrzebne są konkretne dane:

ile wynosiły przychody, ile wydatki, komu PKOl jest winien pieniądze, jakie zawarto leasingi, jakie obowiązują umowy, ile kosztowała administracja, jakie były wynagrodzenia i ile pieniędzy przeznaczano bezpośrednio na działalność sportową.

Bo na razie wiemy jedno.

Na stole leży 3,5 mln zł wierzytelności, a do końca roku potrzeba jeszcze około 3 mln zł.

Nie wiemy natomiast, czy to cały rachunek.

Nowe kierownictwo PKOl właśnie zaczyna go liczyć.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.