Czasem wystarczy drobny gest, by w polityce międzynarodowej rozpętała się dyskusja dużo większa niż sam moment dyplomatyczny. Tak właśnie stało się po spotkaniu premiera Polski Donalda Tuska z premier Islandii Kristrún Frostadóttir. Na koniec konferencji prasowej Tusk wręczył islandzkiej szefowej rządu… wafelek Prince Polo.
W Reykjaviku wywołało to reakcję, której nikt się nie spodziewał.
Bo w Islandii Prince Polo to nie jest zwykły baton. To kawałek historii.
Dlaczego zwykły wafelek wywołał polityczną debatę?
Gest polskiego premiera miał charakter symboliczny. Prince Polo od dziesięcioleci jest na Islandii produktem niemal kultowym – jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich towarów na wyspie.
Jednak islandzkie media społecznościowe szybko zamieniły dyplomatyczny drobiazg w poważną dyskusję o… suwerenności kraju.
W komentarzach pojawiały się ironiczne wpisy:
„Kristrún sprzedaje Islandię za Prince Polo XXL”
„Czy UE próbuje kupić nasze łowiska za słodycze?”
„Jedno Prince Polo i oddajemy kontrolę nad krajem”
Takie reakcje pokazały, że temat integracji z Unią Europejską jest na Islandii nadal bardzo wrażliwy.
Co naprawdę wywołało emocje?
Debata nie dotyczyła oczywiście samego wafla.
W tle jest planowane referendum dotyczące przyszłych relacji Islandii z Unią Europejską. Część islandzkiego społeczeństwa obawia się, że wejście do wspólnoty oznaczałoby oddanie kontroli nad kluczowymi zasobami kraju:
łowiskami rybnymi
energetyką
polityką rolną
Dlatego symboliczny prezent z Polski został przez część internautów odczytany jako metafora „sprzedawania kraju”.
Choć – jak podkreślają analitycy – była to raczej emocjonalna reakcja niż realny spór dyplomatyczny.
Jak duża była skala tej dyskusji?
Według analizy Instytutu Monitorowania Mediów w Polsce sam gest wygenerował ogromny zasięg medialny:
3,6 mln potencjalnych kontaktów z przekazem
ekwiwalent reklamowy: ok. 862 tys. zł
To efekt publikacji w mediach tradycyjnych i społecznościowych.
Na Islandii z kolei jeden z materiałów wideo pokazujących moment wręczenia Prince Polo osiągnął 136 tys. wyświetleń.
Przy populacji wynoszącej około 400 tys. mieszkańców oznacza to, że zobaczyła go nawet co trzecia osoba w kraju.
Skąd wzięła się legenda Prince Polo?
Historia wafla na Islandii sięga jeszcze czasów PRL.
W latach 70. i 80. Polska prowadziła z Islandią specyficzną wymianę handlową – często określaną pół żartem jako „ryba za słodycze”.
Islandia eksportowała ryby, a z Polski trafiały na wyspę towary spożywcze.
Prince Polo był jednym z niewielu dostępnych luksusów importowanych do kraju, dlatego starsze pokolenia Islandczyków wspominają go z nostalgią.
Symboliczny status potwierdza nawet popkultura – w 1981 roku powstała piosenka zespołu Sumargleðin zatytułowana Prins Póló.
A czy Prince Polo jest jeszcze polskie?
Tu pojawia się kolejny paradoks.
Choć wielu Polaków traktuje Prince Polo jako rodzimy symbol eksportowy, marka od lat należy do międzynarodowego koncernu Mondelez.
W komentarzach w internecie pojawiały się więc pytania:
czy można promować „polskość” produktem globalnej korporacji
czy polski przemysł spożywczy nie stał się jedynie zapleczem produkcyjnym dla zagranicznego kapitału
Słodki symbol czy gorzka metafora?
Eksperci mediów zauważają, że historia Prince Polo pokazuje coś więcej niż tylko internetową burzę.
To przykład, jak kultura, nostalgia i polityka mogą nagle się spotkać w jednym symbolicznym geście.
Produkt, który dla Polaków jest tylko waflem z dzieciństwa, dla Islandczyków wciąż pozostaje elementem historycznej relacji z Polską.
I właśnie dlatego ma moc wywoływania emocji.
Bo w dyplomacji czasem naprawdę wystarczy jeden wafelek, by rozpętała się poważna rozmowa o przyszłości państwa.
Źródła informacji do artykułu
Instytut Monitorowania Mediów (IMM)








