Życzenia dla żony, fotografia z alkoholem na pierwszym planie i samorządowiec, który na co dzień współdecyduje o sprawach mieszkańców. Wpis radnego Gminy Zawonia Krzysztofa Hulewicza stawia pytania znacznie poważniejsze niż to, czy na rodzinnym zdjęciu wypada pokazywać butelkę piwa. Gdzie przebiega granica między życiem prywatnym a publiczną odpowiedzialnością? I kto ponosi konsekwencje, gdy osoba pełniąca funkcję publiczną wprowadza do internetowej przestrzeni kogoś ze swojego najbliższego otoczenia?
Jedno zdjęcie. Kilka pytań
Wpis wygląda niewinnie. Krzysztof Hulewicz, radny Gminy Zawonia, składa żonie życzenia zdrowia i pomyślności. Towarzyszy im fotografia kobiety siedzącej przy stole. Na pierwszym planie znajduje się butelka piwa, której etykieta jest doskonale widoczna.
Rodzinna chwila, osobiste życzenia, odrobina internetowej serdeczności.
Można powiedzieć: jego konto, jego rodzina, jego sprawa.
I byłby to argument wart rozważenia, gdyby nie dwa szczegóły. Autorem publikacji jest osoba sprawująca mandat publiczny, a główną bohaterką zdjęcia jest ktoś, kto takiego mandatu nie posiada.
To zasadnicza różnica.
Radny zdecydował się wejść do życia publicznego. Uczestniczy w podejmowaniu decyzji dotyczących mieszkańców, ocenia projekty uchwał, współtworzy lokalną politykę. Musi więc liczyć się z większym zainteresowaniem swoimi publicznymi wypowiedziami i zachowaniami.
Ale jego żona nie staje się z tego powodu osobą publiczną.
Nie otrzymała mandatu od wyborców. Nie ma obowiązku tłumaczenia się mieszkańcom ze swojego życia prywatnego. Nie musi też uczestniczyć w sporach, które mogą dotyczyć działalności jej męża.
Czy samorządowiec, publikując prywatne fotografie, zawsze pamięta o tej różnicy?
Mandat to nie tylko głosowanie
Krzysztof Hulewicz nie jest anonimowym uczestnikiem lokalnego życia społecznego. Jest radnym Gminy Zawonia i przewodniczącym Komisji Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Gospodarki Komunalnej.
Zasiada również w Komisji Oświaty, Kultury i Sportu oraz Zdrowia i Spraw Socjalnych, Komisji Rewizyjnej, Komisji Rozwoju Gospodarczego, Planu i Budżetu, a także Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
To szeroki zakres odpowiedzialności.
W ramach prac rady uczestniczy w rozstrzyganiu spraw, które dotyczą nie tylko pieniędzy i inwestycji, lecz również warunków życia mieszkańców, edukacji, zdrowia oraz problemów społecznych.
Ustawa o samorządzie gminnym wymaga, aby radny kierował się dobrem wspólnoty samorządowej. Ślubowanie radnego zawiera zobowiązanie do sprawowania obowiązków godnie, rzetelnie i uczciwie.
Nie oznacza to, że radny ma obowiązek prowadzić ascetyczne życie, rezygnować z rodzinnych spotkań albo ukrywać każdą butelkę alkoholu przed obiektywem aparatu.
Oznacza natomiast, że od osoby pełniącej funkcję publiczną można oczekiwać większej świadomości skutków własnych działań.
Szczególnie wtedy, gdy dotyczą one innych ludzi.
Alkohol na pierwszym planie. Przypadek czy brak refleksji?
Na fotografii uwagę zwraca nie tylko siedząca przy stole kobieta. Znaczną część pierwszego planu zajmuje butelka piwa. Widoczna jest marka, etykieta i informacja o zawartości alkoholu.
Nie wiemy, czy takie kadrowanie było zamierzone.
Nie wiemy również, czy autor wpisu zastanawiał się nad tym, jakie skojarzenia może wywołać fotografia. Nie ma dowodów, że publikacja stanowiła płatną promocję produktu lub była przygotowana we współpracy z producentem.
Nie ma też żadnych podstaw, aby na podstawie tego zdjęcia przypisywać kobiecie spożywanie alkoholu.
Właśnie dlatego warto odróżnić ocenę sposobu publikowania od oceniania człowieka przedstawionego na fotografii.
Problem nie polega na tym, że na stole stoi piwo.
Problemem wartym publicznej dyskusji jest pytanie, czy samorządowiec, który uczestniczy również w pracach komisji zajmującej się zdrowiem i sprawami społecznymi, dostrzega znaczenie własnych przekazów w mediach społecznościowych.
Gminy przeznaczają środki na profilaktykę uzależnień, edukację i przeciwdziałanie problemom alkoholowym. Radni współdecydują o lokalnych programach oraz ich finansowaniu.
Czy ich prywatna komunikacja musi zawsze wyglądać jak kampania społeczna? Oczywiście nie.
Czy powinni rozumieć, że fotografie i symbole mogą być odbierane inaczej, gdy publikuje je osoba sprawująca mandat? Zdecydowanie warto taką świadomość mieć.
Nie chodzi o zakaz pokazywania alkoholu. Chodzi o umiejętność przewidywania, że obraz rozpowszechniony w internecie może żyć własnym życiem, niezależnie od intencji autora.
Najważniejsza jest osoba, która nie pełni funkcji publicznej
W tej historii istnieje jeszcze ważniejszy problem niż widoczna na zdjęciu butelka.
Jest nim odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Polityk, radny czy samorządowiec może być krytykowany za decyzje podejmowane w ramach mandatu. Powinien odpowiadać na pytania dotyczące głosowań, wydatkowania publicznych pieniędzy, działalności komisji i realizacji obietnic.
Ale jego najbliżsi nie powinni automatycznie przejmować ciężaru tej odpowiedzialności.
W internecie granice bywają brutalnie przekraczane. Zdjęcie publikowane z okazji rodzinnego święta może zostać wyrwane z kontekstu, opatrzone komentarzami, wykorzystane w lokalnych sporach albo stać się przedmiotem kpin.
Nie twierdzimy, że w omawianej sprawie do takich zachowań doszło. Wskazujemy na zagrożenie, które powinno być brane pod uwagę przed udostępnieniem fotografii.
Nie wiemy też, czy osoba przedstawiona na zdjęciu wyraziła zgodę na publikację i jaki był zakres tej zgody. Nie ma podstaw, aby zakładać jej brak.
Sama zgoda nie wyczerpuje jednak wszystkich pytań o odpowiedzialność.
Można bowiem zgodzić się na opublikowanie rodzinnego zdjęcia, nie przewidując, że zostanie ono później wykorzystane w debacie dotyczącej działalności samorządowca.
Czy osoba sprawująca funkcję publiczną nie powinna wykazywać w takich sytuacjach szczególnej ostrożności?
To pytanie dotyczy nie tylko Krzysztofa Hulewicza. Dotyczy każdego, kto zaprasza rodzinę do świata swojej internetowej aktywności, nie zawsze mając wpływ na późniejszy obieg treści.
Czy prawo do prywatności zwalnia z odpowiedzialności?
Nie.
Ale również pełnienie funkcji publicznej nie pozbawia prawa do prywatności.
Radny może odpoczywać, świętować, spotykać się z przyjaciółmi, składać rodzinie życzenia i publikować prywatne fotografie.
Mandat samorządowy nie oznacza obowiązku prowadzenia życia na pokaz ani podporządkowania każdej rodzinnej chwili oczekiwaniom wyborców.
Różnica pojawia się tam, gdzie prywatna decyzja wywołuje publiczne konsekwencje.
Wtedy można pytać o rozwagę, wyczucie i odpowiedzialność. Nie oznacza to jednak automatycznie naruszenia prawa, zasad etycznych czy obowiązków radnego.
Prawo wyznacza granice dopuszczalnego zachowania. Etyka pozwala natomiast postawić dodatkowe pytanie: czy wszystko, co dopuszczalne, jest jednocześnie rozsądne i odpowiedzialne?
Właśnie w tej przestrzeni mieści się omawiany przypadek.
Czy radny ma moralne prawo decydować o sprawach mieszkańców?
Tak. Prawo do sprawowania mandatu wynika z demokratycznego wyboru oraz przepisów prawa, a nie z oceny jednego prywatnego zdjęcia.
Nie istnieje również zasada, według której każda niezręczna publikacja w internecie odbiera samorządowcowi moralną legitymację do uczestniczenia w głosowaniach.
Byłoby to niebezpieczne uproszczenie.
Inna rzecz, że mandat nie zwalnia z krytycznej oceny zachowania osoby, która go sprawuje.
Mieszkańcy mają prawo pytać o standardy reprezentowania wspólnoty, o spójność deklarowanych wartości z postępowaniem i o sposób traktowania innych ludzi.
Nie chodzi o moralny sąd nad prywatnym życiem radnego. Chodzi o publiczną rozmowę o odpowiedzialności, która nie kończy się wraz z wyjściem z sali obrad.
Samorządowiec może przecież podejmować prawidłowe decyzje publiczne i jednocześnie popełniać błędy w komunikacji. Może również spotkać się z niesprawiedliwą krytyką za zachowania, które w rzeczywistości nikogo nie krzywdzą.
Dlatego potrzebne są proporcje.
Etyka zaczyna się tam, gdzie kończy się obowiązek
Radny nie musi być wzorem bezbłędności.
Powinien jednak rozumieć, że jego rozpoznawalność i pozycja społeczna wpływają na odbiór publikowanych treści.
A odpowiedzialność za komunikację nie sprowadza się do sprawdzenia, czy wpis narusza jakiś konkretny przepis.
Obejmuje również pytanie, czy szanujemy prywatność innych, czy nie wystawiamy bliskich na niepotrzebną ekspozycję i czy potrafimy odróżnić własne prawo do wypowiedzi od cudzej potrzeby spokoju.
Radio DTR nie zamierza czynić z żony radnego uczestniczki publicznego sporu. Dlatego jej wizerunek w materiale zostanie zanonimizowany.
To świadomy wybór redakcyjny. Skoro pytamy samorządowca o odpowiedzialność za publikowanie wizerunku innych, sami również musimy tę odpowiedzialność wykazać.
I tu dochodzimy do zasadniczego wniosku.
Nie każde zdjęcie z alkoholem jest problemem etycznym. Nie każda prywatna publikacja radnego zasługuje na publiczne rozliczanie. Ale każda osoba sprawująca funkcję publiczną powinna rozumieć, że odpowiedzialność za własne decyzje obejmuje również sposób, w jaki przedstawia innych ludzi.
W przypadku Krzysztofa Hulewicza pozostaje pytanie, czy zamieszczając rodzinne życzenia z tak skadrowaną fotografią, rozważył możliwe konsekwencje dla osoby, której zdjęcie udostępnił.
Odpowiedzi nie znamy.
I nie będziemy jej dopowiadać za radnego.
Bo etyka nie zaczyna się od osądzania innych. Zaczyna się od umiejętności przewidywania skutków własnego działania.
Radio DTR pozostawia Krzysztofowi Hulewiczowi możliwość przedstawienia stanowiska w tej sprawie. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy










