W Sobótka zaczyna się polityczny test zaufania. Grupa mieszkańców rozpoczęła zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum, które miałoby doprowadzić do odwołania zarówno burmistrza, jak i Rady Miejskiej przed końcem kadencji.
To sytuacja rzadka, ale nie bez precedensu w polskich samorządach. Referendum lokalne jest jednym z narzędzi demokracji bezpośredniej. W praktyce jednak jego przeprowadzenie – a tym bardziej zakończenie sukcesem – wymaga spełnienia kilku warunków, które często okazują się trudniejsze niż sama zbiórka podpisów.
Co dokładnie chcą zrobić inicjatorzy
Według informacji publikowanych przez organizatorów inicjatywy, rozpoczęto formalny etap procedury referendalnej. Komisarz wyborczy wyznaczył termin zbierania podpisów do 3 kwietnia 2026 roku, a minimalna liczba podpisów wymaganych do uruchomienia procedury wynosi 1029.
Jak informują inicjatorzy, próg ten został już przekroczony. W jednym z wpisów pojawiła się informacja o 1141 podpisach złożonych pod listami poparcia.
Organizatorzy podkreślają jednocześnie, że podpisanie listy nie jest jeszcze głosowaniem.
„Złożenie podpisu na liście poparcia nie jest głosowaniem. Podpis stanowi jedynie poparcie dla idei przeprowadzenia referendum”.
To ważne rozróżnienie. Podpis oznacza jedynie zgodę na przeprowadzenie głosowania – dopiero w referendum mieszkańcy podejmują decyzję.
Skąd wziął się pomysł referendum
W materiałach publikowanych przez inicjatorów pojawia się kilka argumentów uzasadniających rozpoczęcie procedury.
Najczęściej powtarzają się trzy wątki:
utrata zaufania części mieszkańców do władz gminy,
obawy dotyczące kierunku polityki finansowej samorządu,
wątpliwości dotyczące niektórych decyzji inwestycyjnych.
Wśród przykładów przywoływany jest m.in. spór dotyczący planowanego zakupu nieruchomości na potrzeby urzędu gminy. W jednym z pism burmistrz wskazał, że przeprowadzenie konsultacji społecznych w tej sprawie jest – jego zdaniem – „bezzasadne”.
To zdanie stało się jednym z symboli konfliktu między częścią mieszkańców a władzami samorządowymi.
Pytanie referendalne
Jeżeli procedura zakończy się powodzeniem, mieszkańcy gminy odpowiedzą na jedno pytanie:
„Czy jest Pani/Pan za odwołaniem Burmistrza Miasta i Gminy Sobótka oraz Rady Miejskiej w Sobótce przed upływem kadencji?”
Odpowiedź zostanie udzielona w tajnym głosowaniu.
Najważniejsza liczba: frekwencja
W referendum lokalnym najważniejsza nie jest jednak liczba podpisów, lecz frekwencja.
Zgodnie z Ustawa o referendum lokalnym, aby referendum odwoławcze było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze odwoływanego organu.
W przypadku Sobótki oznacza to bardzo konkretną liczbę.
📊 Aby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 3189 mieszkańców.
Jeżeli zagłosuje mniej osób – referendum będzie nieważne, niezależnie od wyniku głosowania.
To właśnie ten próg frekwencji jest najczęściej największą przeszkodą w tego typu inicjatywach.
Dlaczego referenda często się nie udają
Historia polskich samorządów pokazuje, że wiele referendów kończy się formalną porażką nie dlatego, że mieszkańcy bronią władz, lecz dlatego, że nie idą głosować.
W takich sytuacjach strategia polityczna bywa prosta: zamiast mobilizować zwolenników, wystarczy zniechęcić mieszkańców do udziału w referendum.
Brak udziału działa wtedy jak głos za utrzymaniem obecnej władzy.
Co może się wydarzyć dalej
Jeżeli podpisy zostaną zweryfikowane pozytywnie przez komisarza wyborczego, kolejnym krokiem będzie ogłoszenie referendum.
Wtedy kampania przeniesie się z list podpisów do przestrzeni publicznej – na spotkania, do mediów społecznościowych i lokalnych debat.
Dopiero wtedy okaże się, czy inicjatywa jest rzeczywiście szerokim ruchem społecznym, czy raczej politycznym sygnałem niezadowolenia części mieszkańców.
Na razie jedno jest pewne: w Sobótce zaczęła się lokalna rozgrywka, której wynik zależeć będzie nie od emocji, lecz od bardzo konkretnej liczby.
3189 osób przy urnach.






