Rząd chce ograniczyć milionowe kontrakty lekarzy. Pakiet zdrowotny trafi do Sejmu

Oceń materiał

Maksymalnie równowartość dwóch etatów, limit wynagrodzenia finansowanego przez NFZ i większa kontrola nad rzeczywistym czasem pracy personelu medycznego – takie rozwiązania znalazły się w pakiecie zmian przyjętym 22 września przez Radę Ministrów. Rząd zdecydował także o kolejnej próbie podwyższenia akcyzy na alkohol. Dodatkowe 1,4 mld zł ma zostać przeznaczone na ochronę zdrowia. Projekty nie są jednak jeszcze obowiązującym prawem – teraz trafią do Sejmu.

Rząd wraca do jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich miesięcy w ochronie zdrowia: wysokości kontraktów medycznych finansowanych z publicznych pieniędzy.

22 września Rada Ministrów zajęła się pakietem projektów przygotowanych przez Ministerstwo Zdrowia. W porządku obrad znalazły się między innymi trzy projekty dotyczące świadczeń finansowanych ze środków publicznych, działalności leczniczej i funkcjonowania systemu informacji w ochronie zdrowia.

Reklama

Największe zainteresowanie budzą przepisy dotyczące wynagrodzeń i czasu pracy personelu medycznego.

Dwa etaty i limit wynagrodzenia

Projekt zakłada ograniczenie łącznego wymiaru pracy pracownika medycznego u świadczeniodawców finansowanych ze środków NFZ do równowartości dwóch pełnych etatów.

Jednocześnie ma zostać wprowadzony maksymalny poziom wynagrodzenia za udzielanie świadczeń finansowanych przez Fundusz. Według założeń projektu miesięczny limit ma odpowiadać 16-krotności minimalnego wynagrodzenia.

Przy płacy minimalnej obowiązującej w 2026 roku oznaczałoby to około 76,9 tys. zł miesięcznie, czyli ponad 920 tys. zł rocznie. Projekt przewiduje również maksymalną stawkę godzinową dla części umów cywilnoprawnych.

Istotne jest jednak, że chodzi o wynagrodzenia związane ze świadczeniami finansowanymi ze środków publicznych. Nie jest to ustawowy limit wszystkich dochodów lekarza osiąganych także poza systemem NFZ.

Rząd chce również odejść od mechanizmu, w którym wynagrodzenie medyka jest ustalane jako procent wartości kontraktu placówki z NFZ.

Skąd pomysł na ograniczenia?

Donald Tusk podczas posiedzenia rządu przywoływał przypadki, które – według danych przedstawianych przez administrację rządową – mają pokazywać skalę nieprawidłowości.

Premier mówił między innymi o ortopedzie z Grójca, który miał otrzymać w ciągu roku około 3,2 mln zł, oraz o placówce, w której wydatki na wynagrodzenia miały odpowiadać 115 proc. środków otrzymywanych z NFZ. Wskazał również przypadek lekarza z Braniewa, którego wykazywany czas pracy miał wynosić nawet 72 godziny na dobę. Dane te premier przedstawił jako argument za zaostrzeniem kontroli systemu.

– Lekarz to zawód najwyższego zaufania i powinien dobrze zarabiać, ale ukrócimy metody, które zbudowały grupę lekarzy milionerów – mówił Donald Tusk.

To jednak polityczna ocena szefa rządu. Same przepisy nie dotyczą wyłącznie najbardziej spektakularnych przypadków, ale mają ustanowić jednolite zasady dla znacznie szerszej grupy osób udzielających świadczeń finansowanych ze środków publicznych.

Nie tylko pieniądze. Rząd chce widzieć rzeczywiste grafiki

Zmiany dotyczą również czasu pracy.

Ministerstwo Zdrowia od kilku miesięcy przygotowuje system dokładniejszego raportowania rzeczywistych grafików personelu medycznego do NFZ. Fundusz ma uzyskać większe możliwości porównywania danych o miejscach zatrudnienia, czasie pracy i wypłacanych wynagrodzeniach.

To ważna część zmian, bo problem nie sprowadza się wyłącznie do wysokości kontraktów.

Jeżeli jedna osoba wykazywana jest w kilku placówkach jednocześnie albo suma zgłaszanych godzin przekracza fizycznie możliwy czas pracy, system powinien być w stanie taką nieprawidłowość wychwycić.

Do tej pory administracja miała znacznie ograniczone możliwości łączenia takich informacji.

Szpitale mają dostać pół roku

Rząd chce również skrócić okres dostosowania istniejących kontraktów do nowych zasad.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Według zapowiedzi placówki miałyby otrzymać maksymalnie sześć miesięcy na zmianę umów.

To szczególnie istotny element reformy. Jeszcze wcześniej rozważano dłuższy, nawet 12-miesięczny okres dostosowawczy. Jak wskazują branżowe źródła, długość tego okresu może jeszcze stać się jednym z punktów sporu podczas prac parlamentarnych.

A zatem nawet po przyjęciu projektu przez rząd nie można jeszcze przesądzać, że ostateczne przepisy będą wyglądały dokładnie tak samo.

Akcyza na alkohol ma zasilić zdrowie

Drugą częścią rządowej ofensywy jest podwyżka akcyzy na alkohol.

Rząd szacuje, że zmiana przyniesie około 1,4 mld zł dodatkowych wpływów. Tym razem pieniądze mają zostać w całości skierowane na ochronę zdrowia.

Donald Tusk podkreślał, że środki mają zostać przeznaczone konkretnie na finansowanie świadczeń zdrowotnych, a nie zasilić ogólnie budżet państwa.

To również drugie podejście rządu do podwyższenia akcyzy. Poprzednią ustawę w grudniu 2025 roku zawetował prezydent Karol Nawrocki. Według wcześniejszego projektu podwyżka miała wynosić 15 proc. w 2026 roku i 10 proc. w 2027 roku.

Teraz rząd próbuje powiązać dodatkowe wpływy bezpośrednio z finansowaniem ochrony zdrowia.

Premier apeluje do prezydenta

Donald Tusk już na etapie przyjmowania projektu zwrócił się do prezydenta Karola Nawrockiego, apelując o podpisanie ustawy po zakończeniu procesu legislacyjnego.

Premier mówił o „nieuleganiu lobbingowi” i argumentował, że dodatkowe dochody z akcyzy powinny zostać przeznaczone na leczenie pacjentów.

To jednak dopiero początek drogi ustawy.

Najpierw projekt musi przejść przez Sejm i Senat, a jego treść może zostać w tym czasie zmieniona. Dopiero uchwalona przez parlament ustawa trafi na biurko prezydenta.

Reforma czy dopiero uszczelnienie systemu?

Przyjęte przez rząd projekty dotyczą przede wszystkim organizacji, kontroli wydatków i zasad zatrudniania.

Nie rozwiązują automatycznie problemów, które pacjent widzi każdego dnia: kolejek do specjalistów, braków kadrowych, zadłużenia części szpitali czy ograniczonej dostępności świadczeń.

Mogą natomiast zmienić sposób, w jaki publiczne pieniądze są dzielone pomiędzy placówki i personel.

I właśnie tutaj będzie rozgrywał się najważniejszy spór.

Z jednej strony rząd wskazuje na przypadki wielomilionowych kontraktów i nierealnych grafików pracy. Z drugiej – szpitale, szczególnie poza największymi miastami, od lat konkurują o specjalistów i często właśnie wysokimi kontraktami próbują obsadzić dyżury oraz utrzymać całe oddziały.

Dlatego prawdziwy test nowych przepisów nie będzie polegał wyłącznie na odpowiedzi, ile można zapłacić lekarzowi.

Znacznie ważniejsze będzie pytanie, czy po ograniczeniu kontraktów szpital nadal będzie miał kim obsadzić dyżur, poradnię i salę operacyjną.

Na odpowiedź jest jeszcze za wcześnie. 22 września rząd wykonał dopiero pierwszy formalny krok. Teraz projekty mają trafić do parlamentu – i dopiero tam okaże się, ile z zapowiadanych zmian pozostanie w ostatecznej ustawie.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.