Rząd na posiedzeniu 10 marca 2026 roku przyjął kilka projektów, ale dwa z nich mogą wywołać największy oddźwięk. Pierwszy dotyczy zakazu sprzedaży jednorazowych papierosów elektronicznych. Drugi – przyjęcia nowej Strategii Cyberbezpieczeństwa RP do 2029 roku. To ruch jednocześnie zdrowotny i państwowy: mniej nikotynowych pułapek dla młodych, więcej zabezpieczeń przed atakami w cyfrowym świecie.
Czy to koniec jednorazowych e-papierosów?
Takie jest założenie projektu przyjętego przez Radę Ministrów. Zakaz ma objąć sprzedaż jednorazowych e-papierosów zarówno z nikotyną, jak i bez niej. Rząd chce też zakazać smakowych aromatów w woreczkach nikotynowych – pozostawiony miałby zostać wyłącznie zapach tytoniowy.
To nie jest drobna korekta przepisów. To próba przecięcia rynku, który szczególnie mocno wchodził w życie nastolatków i młodych dorosłych właśnie przez „smaki”, łatwość użycia i pozorną niewinność.
Dlaczego rząd sięga po taki zakaz?
W oficjalnym uzasadnieniu pojawia się przede wszystkim argument ochrony zdrowia publicznego. Chodzi szczególnie o młode pokolenie i osoby, które wcześniej nie korzystały z produktów nikotynowych. Rząd wskazuje też, że ograniczenia mają utrudnić wciąganie nowych użytkowników w nałóg pod przykrywką „owocowej mgiełki” czy „miętowej świeżości”.
I tu trudno nie zauważyć pewnej ironii naszych czasów: papieros miał śmierdzieć, żeby odstraszać. Nowoczesny produkt nikotynowy pachniał gumą balonową.
Co jeszcze ma się zmienić?
Projekt przewiduje również brak możliwości sprzedaży innych wyrobów nikotynowych – takich jak gumy czy plastry – jeśli nie są dopuszczone do obrotu jako produkty lecznicze. To ważny detal, bo pokazuje, że rząd nie chce ograniczyć się wyłącznie do jednego modnego produktu, ale szerzej domknąć rynek nikotynowych obejść.
To właśnie ten fragment może jeszcze wzbudzić spory. Bo gdy państwo zaczyna porządkować rynek „zamienników”, zwykle zaraz pojawia się pytanie, gdzie kończy się ochrona zdrowia, a zaczyna przesadna regulacja.
Po co Polsce nowa Strategia Cyberbezpieczeństwa?
Bo państwo nie funkcjonuje już tylko na ulicach, w urzędach i bankach. Funkcjonuje też w serwerowniach, systemach administracyjnych, bazach danych i usługach cyfrowych. Przyjęta przez rząd Strategia Cyberbezpieczeństwa RP ma obowiązywać do 2029 roku i wyznaczać kierunki działań w ochronie przed zagrożeniami w internecie.
Dokument zakłada wzmacnianie bezpieczeństwa systemów informatycznych w administracji, gospodarce i codziennym życiu obywateli. Mowa jest również o zwiększaniu odporności Polski na cyberataki, rozwoju krajowego systemu cyberbezpieczeństwa oraz budowie kompetencji i technologii potrzebnych do ochrony państwa w świecie cyfrowym.
Czy to tylko urzędowy papier?
Nie powinno być. I właśnie od tego zależy, czy ta strategia będzie miała sens.
Cyberbezpieczeństwo nie jest dziś tematem dla wąskiej grupy informatyków. To sprawa szpitali, wodociągów, samorządów, szkół, banków, mediów, a nawet zwykłych mieszkańców, których dane można wykraść, zablokować albo sprzedać. Jeśli państwo traktuje to poważnie, musi inwestować nie tylko w dokumenty, ale też w ludzi, procedury i szybkie reagowanie.
Inaczej strategia pozostanie eleganckim plikiem PDF. A hakerzy, jak wiadomo, nie mają szacunku do pieczątek.
Co jeszcze przyjął rząd?
W komunikacie po posiedzeniu Rady Ministrów znalazły się też informacje o akceptacji projektu zmian w ustawie o języku polskim i ustawie o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, a także uchwały dotyczącej zmian w Krajowym Planie Odbudowy i Zwiększania Odporności. Jednak to właśnie zakaz jednorazowych e-papierosów i strategia cyberbezpieczeństwa wydają się mieć największy potencjał społeczny i polityczny.
Co z tego wynika dla obywateli?
Po pierwsze, rząd wyraźnie pokazuje, że chce mocniej regulować rynek nikotynowy tam, gdzie uderza on w młodych. Po drugie, sygnalizuje, że w epoce cyfrowych zagrożeń bezpieczeństwo państwa nie kończy się na armii i granicach.
To jest ten moment, w którym polityka zdrowotna spotyka się z polityką bezpieczeństwa. Z jednej strony – walka o to, żeby młodzi nie zaczynali od kolorowego gadżetu. Z drugiej – walka o to, żeby państwo nie obudziło się kiedyś z ręką w odłączonym serwerze.
Źródło: KPRM / gov.pl.



