Spotkanie noworoczne w Obornikach Śląskich miało być zapewne symbolem wspólnoty samorządowej. W praktyce stało się symbolem czegoś zupełnie innego — pomieszania ról, kompetencji i odpowiedzialności za publiczne pieniądze.
Bo samorząd to nie klub towarzyski. I nie prywatna firma.
A jednak coraz częściej zaczyna wyglądać właśnie tak.
Kto tu jest gospodarzem — mieszkańcy czy władza?
Zaproszenie podpisane przez burmistrza i przewodniczącą rady miejskiej dotyczy spotkania organizowanego w Obornickim Ośrodku Kultury — instytucji utrzymywanej z pieniędzy mieszkańców.
To nie jest szczegół.
To istota problemu.
Radni i burmistrz nie zapraszają przecież do własnego domu. Zapraszają do miejsca finansowanego z budżetu gminy.
A więc z podatków mieszkańców.
I w tym momencie pojawia się pytanie, którego nikt oficjalnie nie zadaje:
czy samorząd ma się integrować za publiczne pieniądze, czy pracować dla mieszkańców?
Radny nie jest gościem burmistrza
Najbardziej niepokojące w tej historii nie jest samo spotkanie. Takie wydarzenia zdarzają się w wielu gminach. Problemem jest coś głębszego — sposób myślenia o władzy.
Radny nie jest zapraszany przez burmistrza jak gość na przyjęcie.
Radny jest częścią organu kontrolującego burmistrza.
To zupełnie inna relacja.
Jeśli radny zaczyna funkcjonować jako uczestnik wydarzeń organizowanych przez władzę wykonawczą, łatwo zapomnieć o swojej podstawowej roli — patrzeniu tej władzy na ręce.
To klasyczny mechanizm miękkiego podporządkowania politycznego. Bez nacisków, bez poleceń. Wystarczy atmosfera wspólnoty, symboliczne gesty i poczucie bycia „wewnątrz”.
Samorząd zamienia się wtedy w środowisko towarzyskie.
Treść zaproszenia
Spotkanie noworoczne
20 lutego 2026 r., godz. 18:00
Obornicki Ośrodek Kultury
ul. Dworcowa 26 w Obornikach Śląskich
Zaproszenie podpisali:
Przewodnicząca Rady Miejskiej Agnieszka Zakeś
Burmistrz Obornik Śląskich Arkadiusz Poprawa
Potwierdzenie obecności — do 13 lutego u kierownika promocji gminy.
Zaproszenie nie zawiera informacji o programie spotkania, jego celu ani o finansowaniu wydarzenia. Nie ma też listy gości ani wskazania, czy wydarzenie ma charakter oficjalny, integracyjny czy promocyjny.
I właśnie to rodzi najwięcej pytań.
Burmistrz nie jest gospodarzem gminy
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy roli burmistrza.
Burmistrz nie jest właścicielem gminy.
Nie jest dyrektorem firmy.
Nie jest gospodarzem zapraszającym gości do swojej instytucji.
Jest urzędnikiem publicznym, który zarządza majątkiem wspólnoty mieszkańców.
To różnica fundamentalna.
Organizowanie wydarzeń, które mogą być odbierane jako środowiskowe spotkania władzy, zawsze budzi pytania o cel, sens i proporcje. Zwłaszcza gdy zaproszenia nie trafiają do wszystkich osób pełniących funkcje publiczne.
Wtedy pojawia się wrażenie selekcji.
A selekcja w samorządzie nigdy nie jest dobrym sygnałem.
Integracja czy polityczna lojalność?
Samorząd potrzebuje współpracy. To oczywiste.
Ale współpraca nie oznacza budowania środowiska władzy.
Różnica jest subtelna, lecz bardzo ważna.
Współpraca to:
debata,
kontrola,
spór,
odpowiedzialność.
Środowisko władzy to:
spotkania,
relacje,
symboliczna bliskość,
wygoda.
I właśnie w tej granicy rodzi się problem, który mieszkańcy często wyczuwają intuicyjnie.
Gdy władza zaczyna spotykać się głównie sama ze sobą, samorząd przestaje być przestrzenią reprezentacji mieszkańców, a zaczyna przypominać zamknięty krąg.
Najdroższa waluta samorządu
Nie chodzi o koszt kolacji czy organizacji wydarzenia.
Budżet gminy tego nie odczuje.
Najdroższa jest zawsze inna waluta — zaufanie mieszkańców.
A ono znika szybciej, niż pojawiają się kolejne zaproszenia.
Bo mieszkańcy nie oczekują od radnych obecności na spotkaniach noworocznych. Oczekują niezależności.
Nie oczekują od burmistrza roli gospodarza środowiska politycznego. Oczekują zarządzania gminą.
I to jest różnica, której nie da się przykryć żadnym wydarzeniem integracyjnym.
Samorząd zaczyna się od dystansu
Najzdrowszy samorząd to taki, w którym radni zachowują dystans do władzy wykonawczej.
Nie wrogość — dystans.
Bo tylko wtedy kontrola działa naprawdę.
Gdy dystans znika, samorząd przestaje być instytucją publiczną, a zaczyna przypominać lokalny układ zależności.
A to zawsze jest początek problemów.
I mieszkańcy zwykle widzą to wcześniej niż sami samorządowcy.
Więcej z oborniki śląskie

Zdjęcia z objazdu, obietnica asfaltu i braki w dokumentacji. Co naprawdę dzieje się z drogą Kowale–Piekary?

Konkurs „Mój kłos”, ale trzy czwarte dotacji na namiot i ławki. Gdzie jest ośrodek kultury?

Ścieków może być mniej, ale partner i tak dostanie pieniądze. Jak ma działać obornickie PPP?

Po cichu do 2050 roku. Gmina rozmawia z firmami o oczyszczalni, ale mieszkańcom o tym nie powiedziała
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



