Przejdź do treści
niedziela 4 października 2026
03/10/2026Autor

Jeszcze niedawno jednym z największych problemów internetu były fake newsy. Kłamstwo należało znaleźć, sprawdzić, wskazać autora i skonfrontować z faktami. Dziś zaczynamy wchodzić w znacznie trudniejszą epokę.

Nie trzeba już stworzyć jednego przekonującego kłamstwa.

Można stworzyć tysiąc przeciętnych treści.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Grafikę. Film. Mem. Komentarz. „Relację mieszkańca”. Kilka podobnych artykułów. Wpis na Facebooku. Filmik na TikToku. Kolejny komentarz pod filmem. Wszystko trochę inne, ale prowadzące odbiorcę w tę samą stronę.

I właśnie tutaj zaczyna się slopaganda.

To stosunkowo nowe określenie powstało z połączenia słów „slop” — oznaczającego masowo produkowaną, często niskiej jakości zawartość generowaną przez sztuczną inteligencję — oraz „propaganda”.

Nazwa jest żartobliwa.

Zjawisko już znacznie mniej.

Propaganda dostała fabrykę

Propaganda istnieje od stuleci. Zmieniały się jedynie narzędzia.

Były plakaty, gazety, radio, kroniki filmowe, telewizja, portale internetowe i media społecznościowe.

Ale produkcja przekazu zawsze coś kosztowała. Potrzebny był człowiek, fotograf, grafik, montażysta, autor tekstu, studio albo przynajmniej trochę czasu.

Generatywna sztuczna inteligencja zmienia właśnie ten element równania.

Jedna osoba może dziś w kilka godzin stworzyć materiały, do których jeszcze niedawno potrzebowałaby niewielkiej redakcji.

I właśnie dlatego najważniejszą cechą slopagandy nie musi być jakość.

Jest nią skala.

To zasadnicza różnica.

Dawna propaganda próbowała stworzyć przekaz, który zapamiętamy.

Slopaganda może sprawić, że ten sam przekaz spotkamy dwadzieścia razy — tylko za każdym razem ubrany w inne słowa, obraz i historię.

Najgroźniejsza slopaganda może zawierać prawdę

W tym miejscu pojawia się problem większy niż zwykła dezinformacja.

Wyobraźmy sobie miasto, w którym doszło w ciągu roku do czterech włamań.

Każde wydarzenie jest prawdziwe.

Można jednak stworzyć sto materiałów: zdjęcia wyłamanych drzwi, dramatyczne filmy, komentarze o strachu mieszkańców, grafiki, pytania „czy można jeszcze bezpiecznie wychodzić wieczorem?”, komputerowo wygenerowaną postać przestraszonej starszej kobiety i kolejne zestawienia przestępstw.

Żaden pojedynczy komunikat nie musi być fałszywy.

A po tygodniu odbiorca może być przekonany, że właśnie obserwuje epidemię przestępczości.

Manipulacja polega więc nie na wymyśleniu faktu, lecz na zmianie proporcji rzeczywistości.

To szczególnie ważne dla dziennikarstwa.

Bo fact-checking świetnie odpowiada na pytanie:

„Czy to wydarzenie miało miejsce?”

Znacznie trudniej odpowiedzieć na inne:

„Czy znaczenie tego wydarzenia jest rzeczywiście takie, jakie wynika z pięciuset materiałów, które właśnie zobaczyłem?”

Powtarzanie produkuje znajomość. A znajomość bywa mylona z prawdą

Psychologia zna mechanizm nazywany efektem iluzorycznej prawdy.

W uproszczeniu: informacja, z którą spotykamy się kolejny raz, może wydawać nam się bardziej wiarygodna właśnie dlatego, że ją już znamy.

Nie jest to tylko efekt teoretyczny.

Badania pokazały, że powtarzanie informacji może zwiększać nie tylko ocenę jej prawdziwości, lecz także skłonność do dalszego udostępniania.

I tutaj generatywna AI staje się narzędziem wyjątkowym.

Człowiek może napisać dziesięć komentarzy.

Maszyna pomoże stworzyć dziesięć tysięcy.

Nie identycznych.

I to jest najważniejsze.

Jeden będzie emocjonalny. Drugi spokojny. Trzeci będzie wyglądał jak analiza. Czwarty jak żart. Piąty jak wypowiedź przypadkowego mieszkańca. Szósty jak grafika informacyjna.

Odbiorca może mieć wrażenie, że natrafia na wiele niezależnych głosów.

Tymczasem cały informacyjny tłum może pochodzić z jednego pokoju i jednego komputera.

Bot nie musi przekonać. Wystarczy, że zagłuszy

Jest jeszcze druga funkcja takiego zalewu.

Slopaganda nie zawsze musi sprawić, że człowiek uwierzy w konkretną wersję wydarzeń.

Czasem wystarczy osiągnąć coś przeciwnego:

sprawić, żeby przestał wierzyć komukolwiek.

Jeżeli pod każdą informacją znajdujemy pięć wersji wydarzeń, trzy „przecieki”, dwa filmy wyglądające autentycznie i kilkadziesiąt agresywnych komentarzy, pojawia się zmęczenie.

„I tak nie wiadomo, gdzie jest prawda”.

To zdanie może być największym sukcesem manipulacji.

Bo człowiek, który wierzy w fałszywą informację, wciąż może zostać przekonany faktami.

Człowiek, który przestał wierzyć w możliwość ustalenia faktów, rezygnuje z samego procesu ich sprawdzania.

Lokalnie może być jeszcze łatwiej

W dużych mediach działają zespoły fact-checkingowe, analitycy danych i wyspecjalizowane organizacje kontrolujące dezinformację.

W małym mieście sytuacja wygląda inaczej.

Wyobraźmy sobie lokalną sprawę: budowę osiedla, oczyszczalnię, szkołę, transport publiczny, konflikt mieszkańców z urzędem albo kontrowersyjną inwestycję.

Do stworzenia wrażenia społecznego poparcia lub sprzeciwu nie potrzeba milionów odbiorców.

Czasami wystarczy kilkadziesiąt komentarzy.

Pięć profili.

Kilka grafik.

Dwa filmy.

Trzy strony internetowe powtarzające tę samą narrację.

I nagle pojawia się zdanie:

„Wszyscy mieszkańcy o tym mówią”.

Naprawdę wszyscy?

Czy może kilka osób skutecznie wyprodukowało wrażenie tłumu?

To pytanie będzie coraz ważniejsze dla lokalnych dziennikarzy.

Urząd, firma, aktywista i zwykły internauta dostali tę samą technologię

Byłoby jednak błędem przedstawianie slopagandy wyłącznie jako narzędzia wielkich operacji politycznych.

Technologia jest demokratyczna w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa.

Może z niej korzystać partia polityczna.

Może korporacja.

Może urząd.

Może organizacja społeczna.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Może lokalny przedsiębiorca.

Może również człowiek, który po prostu bardzo nie lubi swojego sąsiada.

Bariera wejścia drastycznie spadła.

Nie potrzeba farmy trolli zatrudniającej sto osób, kiedy część jej pracy może wykonywać oprogramowanie.

Nie każdy tekst napisany przez AI jest slopem

Tutaj potrzebne jest bardzo ważne zastrzeżenie.

Sztuczna inteligencja sama w sobie nie jest problemem.

Może pomagać dziennikarzowi analizować tysiące stron dokumentów, porównywać budżety, przeszukiwać uchwały, transkrybować wielogodzinne sesje rady, tłumaczyć teksty albo wykrywać niespójności w danych.

To może wręcz zwiększać jakość dziennikarstwa.

Granica przebiega gdzie indziej.

Pytanie brzmi:

czy AI pomaga człowiekowi lepiej poznawać rzeczywistość, czy pomaga mu szybciej produkować jej imitację?

To ogromna różnica.

Można użyć sztucznej inteligencji do przeanalizowania 500 stron dokumentacji dotyczącej inwestycji.

Można też bez przeczytania ani jednej strony wygenerować 500 komentarzy przekonujących mieszkańców, co powinni o tej inwestycji myśleć.

Technologia jest ta sama.

Dziennikarstwo już nie.

Paradoks: im więcej treści stworzy AI, tym więcej może być warta praca człowieka

Jest w tym wszystkim pewien paradoks.

Przez kilka ostatnich lat słyszeliśmy, że sztuczna inteligencja może odebrać pracę dziennikarzom.

Być może w części redakcji rzeczywiście ograniczy liczbę osób zajmujących się mechaniczną produkcją treści.

Ale równocześnie powstaje inny rynek.

Rynek wiarygodności.

Jeżeli internet zostanie wypełniony milionami tekstów, obrazów i filmów, których stworzenie kosztowało kilka groszy, coraz większą wartość może mieć informacja, której nie można wygenerować.

Dokument otrzymany z urzędu.

Nagranie z sesji.

Rozmowa z człowiekiem.

Zdjęcie wykonane na miejscu.

Odpowiedź instytucji.

Porównanie dokumentów sprzed trzech lat z obecnymi.

Dziennikarz, który naprawdę pojechał, zobaczył, zapytał i sprawdził.

W świecie nieskończonej ilości informacji rzadkim towarem przestaje być treść. Rzadkim towarem staje się dowód.

I być może właśnie tutaj znajduje się przyszłość części mediów lokalnych.

Czy oznaczanie materiałów AI wystarczy?

Od sierpnia 2026 roku w Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać kolejne wymogi przejrzystości wynikające z AI Act, dotyczące między innymi informowania o określonych treściach generowanych lub modyfikowanych przez sztuczną inteligencję oraz oznaczania deepfake’ów.

To potrzebny krok.

Ale naklejka „wygenerowano przez AI” nie rozwiązuje całego problemu.

Bo slopaganda nie musi składać się z perfekcyjnych deepfake’ów.

Może składać się z czegoś znacznie bardziej banalnego:

tysiąca tekstów, komentarzy i obrazków.

Każdy niewiele znaczy.

Razem zmieniają środowisko informacyjne, w którym podejmujemy decyzje.

Nadchodzi więc nowy obowiązek mediów

Przez lata podstawowym zadaniem dziennikarstwa było dostarcczanie informacji.

Dzisiaj informacji mamy więcej, niż jesteśmy w stanie przeczytać.

Dlatego rola mediów zaczyna się zmieniać.

Trzeba już nie tylko powiedzieć:

„co się wydarzyło”.

Trzeba również pokazać:

co jest źródłem informacji,

co zostało potwierdzone,

czego jeszcze nie wiemy,

jak duże jest rzeczywiste znaczenie zdarzenia,

kto powtarza daną narrację,

czy różne publikacje rzeczywiście pochodzą z niezależnych źródeł,

oraz czy internetowy tłum jest naprawdę tłumem.

To mniej efektowne niż wygenerowanie kolejnego wiralowego filmu.

Ale właśnie dlatego coraz cenniejsze.

Problemem przyszłości może nie być brak informacji. Będzie nim jej nadmiar

Przez większą część historii człowiek miał problem z dostępem do wiedzy.

Internet wydawał się rozwiązaniem.

Sztuczna inteligencja może sprawić, że znajdziemy się po przeciwnej stronie.

Nie będziemy cierpieć z powodu braku treści.

Będziemy tonąć w jej nadmiarze.

I wtedy pytanie „czy to jest prawdziwe?” może już nie wystarczyć.

Trzeba będzie pytać również:

Dlaczego właśnie to widzę?

Dlaczego widzę to po raz dziesiąty?

Czy naprawdę dziesięć osób mówi to samo, czy jedna osoba mówi dziesięcioma głosami?

Czy oglądam rzeczywistość — czy tylko bardzo wydajnie wyprodukowaną jej wersję?

Slopaganda nie jest więc opowieścią o złej sztucznej inteligencji.

To opowieść o bardzo starej ludzkiej potrzebie wpływania na innych, która właśnie dostała wyjątkowo tanią fabrykę.

I dlatego w epoce AI najważniejszym zadaniem dziennikarstwa może okazać się coś zaskakująco staromodnego:

pojechać na miejsce, otworzyć dokument, zadać pytanie i sprawdzić.

Bo maszyna potrafi już niemal za darmo wyprodukować milion opinii.

Faktu nadal nie da się wyprodukować.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *