Gmina Oborniki Śląskie wylicza wielomilionowy niedobór w systemie gospodarki odpadami i przekonuje, że mieszkańcy muszą ponosić coraz większe koszty. Tymczasem w opublikowanym nagraniu z wizyty wiceburmistrza Huberta Oziminy w sortowni ALBA jej przedstawiciel opowiada o odzyskiwaniu tworzyw, aluminium i innych surowców, które następnie są sprzedawane recyklerom. W materiale nie pada jednak pytanie o pieniądze z tej sprzedaży. A właśnie ono może okazać się jednym z najważniejszych w całej dyskusji o cenach śmieci.
Wiceburmistrz odwiedza sortownię. Kamery pokazują maszyny, ale nie pokazują rachunków
„Śmieci – temat, który wzbudza ogromne emocje” – tymi słowami rozpoczyna się nagranie z wizyty wiceburmistrza Huberta Oziminy w sortowni ALBA.
Przedstawiciel firmy, Sławomir Jagła, oprowadza go po instalacji. Pokazuje miejsce przyjmowania odpadów, poszczególne boksy, taśmy transportowe, systemy sortowania oraz gotowe surowce przygotowane do dalszego wykorzystania.
To interesująca prezentacja technologii.
Dowiadujemy się, że tworzywa sztuczne są rozdzielane na dwanaście frakcji. Specjalistyczne urządzenia rozpoznają materiały, kierują je na odpowiednie przenośniki, a pracownicy kontrolują proces.
Wśród odzyskiwanych surowców są różne rodzaje PET, tworzywa twarde, opakowania po chemii gospodarczej, puszki aluminiowe i złom.
Wreszcie pada zdanie, które w kontekście obornickiej dyskusji o kosztach odpadów zasługuje na szczególną uwagę:
„Gdzie są wyciągane frakcje, które następnie belujemy i sprzedajemy do recyklerów”.
Właśnie tak przedstawiciel ALBA opisuje jeden z etapów działalności sortowni.
To ważna informacja.
Odpady nie tylko przyjeżdżają do instalacji, gdzie trzeba je za odpowiednią opłatą zagospodarować. Część zostaje przekształcona w surowce mające wartość rynkową.
Materiały te znajdują nabywców.
Powstaje więc drugi strumień pieniędzy, związany ze sprzedażą odzyskanych surowców.
Nie oznacza to jeszcze zysku. Sortowanie wymaga urządzeń, energii, pracy ludzi, transportu i zagospodarowania odrzutów. Jednak przychody ze sprzedaży materiałów są elementem ekonomicznego bilansu takiej działalności.
I właśnie tego bilansu zabrakło w publicznej prezentacji.
Wiceburmistrz pyta, gdzie jesteśmy, jak działają maszyny i co można dzięki nim odzyskać.
Nie słyszymy natomiast pytania o to, ile odzyskane materiały są warte, kto otrzymuje pieniądze z ich sprzedaży i czy ta wartość zmniejsza koszt usługi opłacanej przez gminę.
A przecież mieszkańcy Obornik Śląskich usłyszeli niedawno, że gospodarka odpadami wymaga od nich kolejnych wyrzeczeń finansowych.
Ponad 14 milionów kosztów. Gdzie w rachunku są odzyskane surowce?
14 października 2026 roku Urząd Miejski w Obornikach Śląskich opublikował materiał wyjaśniający rosnące koszty gospodarowania odpadami.
Przedstawiono w nim konkretne kwoty.
Szacowany koszt odbioru i zagospodarowania odpadów w 2026 roku wynosi 14 342 263,79 zł.
Prognozowane wpływy z opłat mieszkańców mają osiągnąć 10 909 356 zł.
Różnica wynosi 3 432 907,79 zł.
To niemal jedna czwarta przewidywanych kosztów.
Urząd przekonuje, że pokrycie tej różnicy z budżetu samorządu ogranicza możliwości realizowania innych przedsięwzięć, takich jak remonty dróg, inwestycje oświatowe czy infrastruktura komunalna.
Argument jest poważny. Trudno wymagać, aby gmina ignorowała deficyt liczony w milionach złotych.
Ale przedstawienie kosztów i wpływów z opłat mieszkańców nie jest jeszcze pełną analizą ekonomiczną działalności przedsiębiorstwa zagospodarowującego odpady.
W urzędowym zestawieniu nie pokazano osobno wartości surowców odzyskiwanych ze strumienia odpadów z Obornik Śląskich.
Nie dowiadujemy się też, czy przychody z ich sprzedaży zostały uwzględnione przy ustalaniu wynagrodzenia ALBA.
Możliwe, że zostały.
Jeżeli wykonawca kalkulował ofertę, uwzględniając spodziewane wpływy ze sprzedaży PET, aluminium i innych materiałów, to gmina może już korzystać z tych przychodów pośrednio – poprzez niższą cenę usługi.
Ale czy rzeczywiście tak się stało?
Na jaką kwotę oszacowano przychody?
I czy kalkulacja odpowiada ilości oraz jakości odpadów, które faktycznie trafiają do sortowni?
Na te pytania nie odpowiada ani nagranie, ani opublikowane wyjaśnienie gminy.
Nie twierdzimy, że pieniądze z recyklingu znikają. Pytamy, czy ich wartość została rzetelnie uwzględniona w cenie, którą ostatecznie płacą mieszkańcy.
To zasadnicza różnica.
2106 zł za tonę plastiku. Czy to koszt przed sprzedażą surowców, czy po niej?
W swoim komunikacie urząd przedstawia jeszcze jedną liczbę.
W 2013 roku zagospodarowanie tony tworzyw sztucznych miało kosztować 205,20 zł. Obecnie, według danych gminy, koszt ten wynosi 2106 zł.
Nominalnie oznacza to wzrost ponad dziesięciokrotny.
Takie zestawienie może wywoływać wrażenie, że mieszkańcy nie mają żadnego wpływu na sytuację, a ceny rosną niezależnie od działań samorządu.
Tyle że dwa odległe w czasie rachunki nie wystarczają do pełnej oceny.
Przez trzynaście lat zmieniły się koszty pracy, energii, transportu, wymagania technologiczne i przepisy środowiskowe. Zmieniały się również ceny surowców wtórnych i struktura odbieranych odpadów.
A przede wszystkim trzeba ustalić, czy obie kwoty dotyczą rzeczywiście porównywalnego zakresu usług.
Wizyta w ALBA pokazuje, że sortowanie obejmuje zaawansowany proces technologiczny, ale także odzysk materiałów przeznaczonych do sprzedaży.
Dlatego pytanie nie powinno ograniczać się do tego, dlaczego zagospodarowanie tony plastiku kosztuje 2106 zł.
Powinno brzmieć:
Ile wynosi rzeczywisty koszt zagospodarowania tony tworzyw po uwzględnieniu wartości uzyskanych surowców oraz kosztów przetwarzania pozostałości?
Nie należy przy tym utożsamiać ceny kontraktowej z kosztem technologicznym instalacji. Cena może zawierać koszty pośrednie, ryzyko wykonawcy i jego marżę.
Nie każdy kilogram tworzywa nadaje się też do sprzedaży. Niektóre materiały są zabrudzone, trudne do rozdzielenia albo mają niewielką wartość.
Jednak bez bilansu masowego i finansowego nie da się ocenić, jaki wpływ odzysk ma na końcową cenę.
Mieszkańcy poznali wartość kosztu. Nie poznali natomiast sposobu uwzględniania wartości odzyskiwanych surowców.
System kaucyjny zabrał pieniądze? Najpierw ustalmy, komu
W dyskusji o rosnących kosztach odpadów coraz częściej pojawia się system kaucyjny.
Od 1 października 2025 roku plastikowe butelki na napoje i metalowe puszki objęte systemem mogą wracać do punktów zbiórki zamiast trafiać do komunalnych pojemników.
Dla sortowni oznacza to zmianę składu odpadów.
Wartościowe materiały, zwłaszcza PET i aluminium, w coraz większym stopniu opuszczają tradycyjny strumień komunalny.
Branża odpadowa wskazuje, że ogranicza to przychody z odzysku.
Krajowa Izba Gospodarki Odpadami alarmowała we wrześniu, że system kaucyjny pogarsza ekonomiczne warunki działania instalacji. Warszawskie MPO szacowało możliwy spadek przychodów ze sprzedaży surowców wtórnych na około 20 mln zł, przy czym na wynik wpływały również niższe ceny materiałów.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zwraca jednak uwagę na kwestię fundamentalną: ograniczenie przychodów przedsiębiorstw zajmujących się zagospodarowaniem odpadów nie jest automatycznie ograniczeniem dochodów samych gmin.
To dwa różne rachunki.
W przypadku Obornik Śląskich trzeba więc ustalić, kto ponosi ekonomiczne konsekwencje zmniejszenia ilości wartościowych butelek i puszek.
Jeżeli przychód z ich sprzedaży należy do ALBA, to przede wszystkim na wynik ekonomiczny tego przedsiębiorstwa wpływa zmiana strumienia surowców.
Dopiero warunki umowy i sposób kształtowania ceny mogą powodować przeniesienie tych kosztów na gminę, a pośrednio na mieszkańców.
Nie można zatem bez lokalnych danych i analizy kontraktu uznać, że system kaucyjny spowodował konkretny niedobór w obornickim budżecie odpadowym.
Co więcej, gmina sama informuje, że cena za tonę każdej segregowanej frakcji pozostanie niezmieniona do końca 2027 roku.
To szczególnie istotne.
Skoro jednostkowe stawki kontraktowe są ustalone, należy wyjaśnić, jak ewentualna utrata przychodów przez sortownię przekłada się na aktualne wydatki gminy.
Oczywiście istnieje jeszcze kwestia masy odpadów. Jeżeli mniej butelek i puszek trafia do systemu komunalnego, gmina może ponosić mniejsze wydatki za zagospodarowanie części tego strumienia.
Z drugiej strony pozostające odpady mogą być trudniejsze i droższe w przetwarzaniu.
Ostateczny wynik zależy od konkretnego modelu rozliczeń.
System kaucyjny nie jest ani automatycznym lekarstwem na wysokie opłaty, ani gotowym usprawiedliwieniem każdej podwyżki.
Żeby ocenić jego wpływ na Oborniki Śląskie, potrzebujemy liczb, a nie ogólnokrajowych prognoz.
Warto też wyraźnie zaznaczyć: opublikowane 14 października wyjaśnienie gminy wskazuje przede wszystkim wzrost kosztów, ilości odpadów i obowiązków środowiskowych. Nie przedstawia wyliczonej lokalnej straty wynikającej z systemu kaucyjnego.
Jeżeli w debacie publicznej kaucje są przedstawiane jako powód podwyżek, autorzy takich twierdzeń powinni pokazać odpowiednią kalkulację.
Segregujesz śmieci? Powinieneś wiedzieć, jaki jest ekonomiczny efekt
W systemie gospodarki odpadami mieszkańcy wykonują ważną część pracy.
Oddzielają papier od szkła, tworzywa od odpadów zmieszanych, bioodpady od pozostałych frakcji.
Dzięki temu do sortowni trafiają materiały, które łatwiej wyodrębnić i przygotować do dalszego wykorzystania.
To wymóg prawny i podstawowa zasada nowoczesnej gospodarki odpadami.
Ale jest również wymiar ekonomiczny.
Im lepiej przygotowany surowiec, tym większa może być jego wartość handlowa i mniejsze koszty doczyszczania.
Nie zawsze tak się dzieje. Wiele zależy od rodzaju materiału, zanieczyszczenia i sytuacji rynkowej.
Władze Obornik Śląskich podkreślają, że prawidłowa segregacja chroni mieszkańców przed jeszcze większymi kosztami.
Warto zatem zapytać, czy gmina posiada wyliczenia pokazujące tę korzyść.
Ile oszczędza system dzięki lepszej segregacji?
Czy poprawa jakości odpadów wpływa na wynagrodzenie wykonawcy?
Czy gmina otrzymuje informacje o ilości materiałów odzyskanych z odpadów pochodzących od jej mieszkańców?
Jeżeli takich danych nie ma, trudno ocenić, czy efektywność segregacji jest właściwie premiowana w konstrukcji zamówienia.
Mieszkańcy powinni segregować odpady nie tylko dlatego, że grozi im wyższa opłata za niedopełnienie obowiązku.
Powinni także wiedzieć, jaki rzeczywisty efekt przynosi ich wysiłek.
Ilość śmieci rośnie wolniej niż koszty. Co naprawdę napędza wydatki?
Radio DTR analizowało już dane przedstawione podczas obrad komisji zajmującej się gospodarką odpadami.
W porównaniu wybranych dziesięciu frakcji za okres od stycznia do sierpnia 2025 i 2026 roku masa odpadów wzrosła z około 6041 do 6231 ton.
To wzrost o 3,14 procent.
W tym samym porównaniu wydatki zwiększyły się o około 10,14 procent, czyli o ponad 839 tys. zł.
Nie są to dane obejmujące wszystkie elementy systemu, dlatego nie należy utożsamiać ich z pełnym rocznym bilansem gospodarki odpadami.
Pokazują jednak istotną zależność.
Koszty rosły wyraźnie szybciej niż masa analizowanych odpadów.
Częściowo może wynikać to z przesunięć między frakcjami, różnic cenowych czy wzrostu kosztów obsługi.
Ale właśnie dlatego przedstawianie mieszkańcom jedynie coraz większej liczby ton jest niewystarczające.
Trzeba rozdzielić wpływ trzech czynników: masy odpadów, struktury poszczególnych frakcji i stawek płaconych wykonawcom.
Do tego dochodzi pytanie o przychody z odzysku.
Dopiero zestawienie tych elementów daje obraz ekonomiczny systemu.
Bez niego podwyżkę można uzasadniać rosnącymi wydatkami, ale trudniej wykazać, że ich ograniczenie rzeczywiście nie jest możliwe.
Kto jest właścicielem surowców odzyskanych z naszych odpadów?
To prawdopodobnie najważniejszy wątek wymagający sprawdzenia w dokumentach.
Gmina organizuje system i finansuje usługę ze środków pochodzących od mieszkańców oraz, w dopuszczonym prawem zakresie, z własnego budżetu.
Wykonawca odbiera i zagospodarowuje odpady zgodnie z zawartą umową.
W sortowni część materiałów zostaje odzyskana i sprzedana.
Ale kto jest ekonomicznym beneficjentem tej sprzedaży?
Odpowiedź zależy od zasad przekazania odpadów, warunków kontraktu i ustalonego wynagrodzenia.
Możliwy jest model, w którym wszystkie przychody ze sprzedaży surowców pozostają u wykonawcy, lecz zostały uwzględnione przy obliczaniu zaoferowanej gminie ceny.
Możliwe są też inne rozwiązania, w tym odrębne mechanizmy rozliczeń.
Nie mamy obecnie podstaw, aby przesądzić, który mechanizm zastosowano w Obornikach Śląskich.
Dlatego sprawdzenia wymagają dokumenty zamówienia, sama umowa, jej załączniki, aneksy oraz dostępne dane finansowe.
Istotne jest również to, czy gmina zna rzeczywisty bilans materiałowy odpadów przekazywanych do instalacji.
Nie wystarczy wiedzieć, ile ton wyjechało z terenu gminy.
Warto także znać ich dalszy los.
Ile materiałów odzyskano?
Ile przekazano do recyklingu?
Ile zostało odrzuconych?
Ile trafiło do innych metod zagospodarowania?
I jaki wpływ te procesy mają na koszty ponoszone przez mieszkańców?
Bez takich danych samorząd może poprawnie rozliczać faktury, ale nie musi dysponować pełnym obrazem ekonomicznej efektywności całego procesu.
A to dwa różne poziomy kontroli.
Maszyny sortują, recyklerzy kupują. Czy samorząd potrafi policzyć korzyści?
Podczas wizyty Hubert Ozimina słyszy, jak działa sortownia.
Ogląda odzyskiwane materiały.
Na koniec przedstawiciel ALBA podkreśla, że działalność zakładu jest rzeczywista, a surowce są faktycznie wydzielane i kierowane do recyklerów.
Nie ma powodu, aby ten element podważać.
Nagranie pokazuje konkretną działalność technologiczną.
Ale w publicznej dyskusji o wysokich opłatach sama sprawność instalacji nie jest wystarczającą odpowiedzią.
Z perspektywy mieszkańca ważne są również koszty i efekty ekonomiczne.
Czy wynagrodzenie wykonawcy odpowiada rzeczywistemu zakresowi usługi?
Czy istnieje mechanizm uwzględniający wartość odzyskiwanych surowców?
Czy samorząd porównuje efektywność kosztową z innymi rozwiązaniami?
Czy przed przedstawieniem propozycji podwyżki przeprowadzono analizę możliwości ograniczenia wydatków?
Odpowiedzi na te pytania należą do obowiązków rzetelnego zarządzania publicznymi pieniędzmi.
Nie chodzi o oczekiwanie, że prywatny przedsiębiorca zrezygnuje z należnego mu wynagrodzenia czy marży.
Chodzi o to, aby samorząd wykazał, że kupuje usługę na racjonalnych warunkach i potrafi wyjaśnić jej cenę.
Nie wszystko da się zrzucić na państwo
Władze gminy wskazują na rosnące opłaty środowiskowe, koszty energii, paliw, pracy oraz obowiązki wynikające z przepisów.
To realne czynniki wpływające na działalność przedsiębiorstw odpadowych.
W państwowym systemie brakuje również w pełni wdrożonego mechanizmu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, który w większym stopniu przenosiłby koszty gospodarowania opakowaniami na przedsiębiorstwa wprowadzające je na rynek.
Problem ma charakter ogólnopolski.
Jednak państwowe regulacje nie zwalniają władz lokalnych z odpowiedzialności za konkretne zamówienia, umowy i kontrolę wydatków.
Ustawodawca określa ramy działania systemu.
To gmina organizuje jego funkcjonowanie i odpowiada za gospodarowanie publicznymi pieniędzmi.
Warto też przypomnieć, że nie każda tona odpadów przejeżdżająca przez sortownię podlega opłacie za składowanie. Koszt ten dotyczy odpadów rzeczywiście kierowanych na składowisko.
Tym bardziej uzasadnione jest poznanie ilości i sposobu zagospodarowania pozostałości powstających po sortowaniu.
Nie można bez szczegółowego bilansu przypisać wszystkim frakcjom jednakowego kosztu środowiskowego.
Zależność między odpadami, odzyskiem i składowaniem jest znacznie bardziej złożona, niż sugeruje proste zestawienie kolejnych podwyżek.
Przed decyzją o opłatach radni powinni otrzymać odpowiedzi
29 października 2026 roku zaplanowano sesję Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich.
Dyskusja o gospodarce odpadami nie powinna kończyć się na pytaniu, jak rozłożyć rosnące koszty pomiędzy mieszkańców i budżet gminy.
Najpierw należy odpowiedzieć na pytanie, czy wszystkie składniki tych kosztów zostały właściwie przeanalizowane.
Radio DTR wskazuje sześć kwestii wymagających publicznego wyjaśnienia:
- Czy stawki płacone ALBA uwzględniają wartość surowców odzyskiwanych i sprzedawanych recyklerom? Jeśli tak, w jaki sposób?
- Jakie ilości poszczególnych frakcji odzyskano z odpadów pochodzących z Obornik Śląskich w latach 2024–2026?
- Czy gmina posiada kalkulację rzeczywistych skutków systemu kaucyjnego dla swoich wydatków, odrębną od prognoz dotyczących przychodów sortowni?
- Jak zmieniły się koszty jednostkowe odbioru, transportu i zagospodarowania poszczególnych frakcji?
- Czy gmina przeprowadziła analizę możliwości ograniczenia kosztów przed zaproponowaniem wzrostu opłat mieszkańcom?
- Czy radni otrzymali pełne dane niezbędne do oceny ekonomicznej zasadności proponowanych stawek?
Nie wszystkie informacje muszą być dostępne w dokumentach publicznych. Część może stanowić tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie zmienia to jednak prawa mieszkańców do wiedzy o wydatkowaniu środków publicznych i zasadach kalkulowania kosztów gminnego systemu.
Wnioski: problemem nie jest to, że ALBA sprzedaje surowce. Problemem jest brak przejrzystego rachunku
Wizyta wiceburmistrza w sortowni ALBA nie stanowi dowodu na nieprawidłowości finansowe.
Nie dowodzi, że firma pobiera nienależne wynagrodzenie.
Nie dowodzi również, że gmina traci pieniądze, które zgodnie z umową powinny do niej trafiać.
Pokazuje jednak coś istotnego.
W publicznej dyskusji, zdominowanej przez koszty i niedobory finansowe, istnieje element ekonomiczny, którego znaczenia mieszkańcom dotychczas wystarczająco nie wyjaśniono.
To wartość surowców odzyskiwanych z opłaconego przez nich systemu zbiórki odpadów.
Nie można z góry zakładać, że przychody te powinny trafiać bezpośrednio do budżetu gminy.
Można jednak wymagać wykazania, czy i jak zostały uwzględnione w cenach usług.
To nie jest postulat odbierania przedsiębiorcy pieniędzy za wykonaną pracę.
To postulat elementarnej przejrzystości.
Gmina przedstawiła mieszkańcom rachunek, z którego wynika, że pieniędzy brakuje.
Teraz powinna przedstawić analizę pokazującą, dlaczego koszty wynoszą właśnie tyle i jakie możliwości ich ograniczenia sprawdzono.
Bo deficyt systemu jest informacją finansową.
Nie jest jeszcze dowodem, że zaproponowana podwyżka stanowi jedyne racjonalne rozwiązanie.
Jeżeli mieszkańcy mają płacić więcej, mają prawo oczekiwać nie tylko informacji, ile kosztują ich śmieci, lecz także wyjaśnienia, jaką wartość udało się z tych śmieci odzyskać i kto uwzględnia ją w rachunku.
Na filmie widać nowoczesne maszyny, taśmy, sortery i przygotowane do sprzedaży surowce.
Nie widać rachunku ekonomicznego.
A to właśnie ten rachunek powinien dziś interesować władze Obornik Śląskich i radnych znacznie bardziej niż kolejny pokaz technologii.
Bo sortownia potrafi rozdzielić plastik na dwanaście frakcji. Teraz samorząd powinien równie dokładnie rozdzielić koszty, przychody i odpowiedzialność za rachunki mieszkańców.
Radio DTR będzie zwracać się o udostępnienie dokumentów i wyliczeń dotyczących warunków finansowych zagospodarowania odpadów. Materiał przedstawia analizę dostępnych danych oraz pytania wymagające odpowiedzi gminy i wykonawcy. Redakcja pozostaje otwarta na stanowiska obu stron.
Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy









