Sobótka wybrała. Referendum odwołało burmistrza, teraz władzę przejmuje Marcela Hryniak-Bereżnicka

Oceń materiał

Marcela Hryniak-Bereżnicka została nową burmistrz Sobótki. W drugiej turze przedterminowych wyborów zdobyła 2247 głosów, czyli 56,23 proc. Grzegorz Waksmundzki otrzymał 1749 głosów – 43,77 proc. Różnica wyniosła 498 głosów. Ale niedzielne głosowanie nie było początkiem politycznej zmiany w Sobótce. Było raczej jej kolejnym etapem. Kilka miesięcy wcześniej mieszkańcy skutecznie odwołali burmistrza Mirosława Jarosza, próbowali również odwołać Radę Miejską, później gminą zarządzała osoba wyznaczona przez premiera, a rada nadal podejmowała decyzje finansowe i inwestycyjne. Teraz odpowiedzialność przechodzi w ręce osoby, która sama przez część tej historii była radną Sobótki.

Wynik drugiej tury jest jednoznaczny.

Marcela Hryniak-Bereżnicka otrzymała 2247 głosów, a Grzegorz Waksmundzki 1749. Zwyciężczyni zdobyła więc 56,23 proc. ważnych głosów, jej konkurent – 43,77 proc.

Dwa tygodnie wcześniej sytuacja wyglądała znacznie mniej jednoznacznie.

W pierwszej turze Hryniak-Bereżnicka uzyskała 1482 głosy, czyli 36,22 proc., a Waksmundzki 1153 – 28,18 proc. Frekwencja wyniosła wtedy 39 proc. O stanowisko burmistrza walczyło w sumie sześć osób. Oprócz finalistów byli to Magdalena Brodowska, Iwona Czyż, Radosław Giernat i Mariusz Jędra.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Między pierwszą a drugą turą Hryniak-Bereżnicka zwiększyła swój wynik o 765 głosów, Waksmundzki o 596.

Ale aby zrozumieć, dlaczego mieszkańcy Sobótki w ogóle ponownie wybierali burmistrza we wrześniu 2026 roku, trzeba cofnąć się o kilka miesięcy.

26 kwietnia: mieszkańcy odwołują burmistrza

26 kwietnia 2026 roku odbyło się referendum dotyczące odwołania przed końcem kadencji burmistrza Mirosława Jarosza oraz Rady Miejskiej.

W przypadku burmistrza referendum okazało się skuteczne.

Do głosowania uprawnionych było 10 403 mieszkańców. Frekwencja wyniosła 30,23 proc. Oddano 3128 ważnych głosów. Za odwołaniem burmistrza opowiedziało się aż 97,70 proc. głosujących, przeciwko było 2,30 proc. Referendum przekroczyło wymagany próg ważności i Mirosław Jarosz stracił stanowisko.

To był bardzo mocny wynik wśród uczestników referendum, ale warto zachować właściwe proporcje: nie oznacza on, że 97,7 proc. wszystkich mieszkańców gminy chciało zmiany burmistrza. Do urn poszło niewiele ponad 30 proc. uprawnionych.

Jednocześnie mieszkańcy głosowali nad odwołaniem Rady Miejskiej. Tutaj także zdecydowana większość ważnych głosów padła za odwołaniem rady, jednak nie została osiągnięta frekwencja wymagana do skutecznego skrócenia jej kadencji. Rada pozostała więc na swoich miejscach.

I właśnie to jest jedna z najważniejszych okoliczności całej historii.

Burmistrz został odwołany. Rada – nie.

Sobótka zmieniła organ wykonawczy, ale nie zaczęła samorządowej kadencji od nowa.

Referendum nie zakończyło sporu

Inicjatorzy referendum zarzucali dotychczasowym władzom między innymi brak dostatecznych konsultacji społecznych, sposób podejmowania decyzji inwestycyjnych, brak przejrzystości oraz tempo zadłużania gminy.

Jednym z najbardziej widocznych punktów konfliktu stała się sprawa zakupu dawnego Hotelu „Miś”, który miał zostać przeznaczony na siedzibę urzędu. Właśnie tę inwestycję PAP wymienia jako jeden z przykładów decyzji kwestionowanych przez środowiska popierające referendum.

Spór o konsultacje nie był zresztą wyłącznie hasłem używanym podczas kampanii referendalnej.

26 lutego grupa sześciu radnych próbowała wprowadzić do porządku obrad punkt dotyczący rozpatrzenia wniosku mieszkańców o przeprowadzenie konsultacji społecznych. Wniosek nie uzyskał wymaganej większości – sześć osób głosowało za, osiem przeciw. Jedną z osób popierających jego wprowadzenie była Marcela Hryniak-Bereżnicka.

Kilka tygodni później pojawiła się jeszcze bardziej konkretna sprawa.

20 kwietnia, zaledwie sześć dni przed referendum, rada zajmowała się projektem uchwały dotyczącym konsultacji społecznych w sprawie planowanego zakupu dawnego Hotelu „Miś”, przeniesienia tam urzędu oraz sprzedaży obecnej siedziby magistratu przy ul. Strzelców.

W systemie głosowań wynik zapisano w nietypowy sposób: 0 głosów za, 0 przeciw, 0 wstrzymujących się i 11 głosów nieoddanych, przy czterech nieobecnych radnych. Projekt oznaczono jako odrzucony. Marcela Hryniak-Bereżnicka również figuruje przy tym głosowaniu z oznaczeniem „nieoddany”.

Sam zapis systemu nie pozwala uczciwie wyjaśnić, dlaczego głosowanie wyglądało właśnie tak. To jedna ze spraw, które wymagają sięgnięcia do protokołu i nagrania sesji, zanim można będzie przypisać poszczególnym radnym określone stanowiska.

Burmistrza nie było. Gmina jednak nie stanęła

Po referendum powstał kolejny, często pomijany rozdział tej historii.

Odwołanie burmistrza nie oznaczało, że następnego dnia można było przeprowadzić wybory.

W związku z referendum do Sądu Okręgowego we Wrocławiu złożono trzy protesty wyborcze. Do czasu ich rozpatrzenia przedterminowych wyborów burmistrza nie można było zarządzić.

21 maja premier, na wniosek wojewody dolnośląskiego, wyznaczył Huberta Kazimierza Kurdziela do pełnienia funkcji burmistrza Sobótki do czasu wyboru nowego włodarza.

To również postać dobrze znana lokalnym wyborcom.

W 2024 roku Kurdziel sam walczył o urząd burmistrza. Dotarł do drugiej tury, w której Mirosław Jarosz zdobył 2360 głosów, a Hubert Kurdziel 2188.

Dwa lata później, po odwołaniu Jarosza, jego dawny konkurent został tymczasowo wyznaczony do kierowania gminą.

Historia zatoczyła więc dość osobliwe koło.

Pomiędzy referendum a wyborami nadal zapadały decyzje

To być może najważniejsza rzecz, która ginie w prostym opisie: „mieszkańcy odwołali burmistrza, a potem wybrali nowego”.

Między tymi dwoma wydarzeniami minęło prawie pięć miesięcy.

W tym czasie funkcjonowała rada, działał urząd, zmieniano budżet i Wieloletnią Prognozę Finansową, podejmowano decyzje dotyczące finansowania inwestycji.

24 czerwca rada przyjęła zmiany WPF na lata 2026–2037 oraz zmiany budżetu. Marcela Hryniak-Bereżnicka głosowała za obiema uchwałami. Tego samego dnia poparła również uchylenie wcześniejszej uchwały dotyczącej emisji obligacji oraz zmianę uchwały dotyczącej długoterminowej pożyczki z WFOŚiGW.

Miesiąc później, 22 lipca, rada jednogłośnie – wśród obecnych – zaakceptowała Wieloletnią Prognozę Finansową obejmującą okres 2026–2046. Hryniak-Bereżnicka również głosowała za.

To istotne z punktu widzenia oceny sytuacji po wyborach.

Nowa burmistrz przejmuje gminę z określonymi zobowiązaniami finansowymi i decyzjami podjętymi wcześniej. Jednocześnie części tych decyzji nie obserwowała wyłącznie z zewnątrz – jako radna uczestniczyła w głosowaniach.

Dlatego określenie jej po prostu jako reprezentantki „nowej władzy” byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Z rady do gabinetu burmistrza

To kolejny paradoks tej wyborczej historii.

Marcela Hryniak-Bereżnicka nie pojawiła się w lokalnej polityce we wrześniu 2026 roku. Była radną i uczestniczyła w procesie podejmowania decyzji przez samorząd.

Jej przejście do gabinetu burmistrza oznacza więc zmianę roli, ale nie wejście do gminy osoby, która nie zna wcześniejszych sporów czy decyzji.

Jako burmistrz będzie teraz odpowiadała nie tylko za krytykowanie lub popieranie uchwał.

Będzie przygotowywała projekt budżetu, odpowiadała za jego wykonanie, kierowała urzędem, realizowała inwestycje, gospodarowała mieniem gminnym i przedstawiała radzie projekty uchwał.

Innymi słowy: miejsce przy stole zmienia się zasadniczo.

Radny może zagłosować „za”, „przeciw” albo się wstrzymać.

Burmistrz musi przedstawić rozwiązanie.

A rada zostaje

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawszy politycznie okres.

Mieszkańcy skutecznie odwołali Mirosława Jarosza, ale nie odwołali Rady Miejskiej. Hryniak-Bereżnicka będzie więc musiała realizować swój program wspólnie z radą działającą w ramach tej samej kadencji.

To istotne, ponieważ burmistrz nie może samodzielnie zdecydować o wszystkim.

Budżet, WPF, część spraw majątkowych, podatki lokalne czy kierunki wielu przedsięwzięć wymagają decyzji rady.

Kampania wyborcza mogła więc zakończyć się 20 września. Polityka większościowa zaczyna się dopiero teraz.

Dobrze pokazało to jedno z sierpniowych głosowań.

24 sierpnia do porządku obrad wprowadzono projekt dotyczący zlecenia dodatkowej kontroli Komisji Rewizyjnej. Dziesięciu radnych głosowało za wprowadzeniem tego punktu, a jedynym głosem przeciw był głos Hryniak-Bereżnickiej.

Samo głosowanie nie przesądza jeszcze o powodach jej stanowiska. Pokazuje natomiast, że przyszła współpraca nowej burmistrz z radą nie musi oznaczać automatycznej zgodności w każdej sprawie.

498 głosów różnicy zamyka wybory. Nie zamyka pytań

Marcela Hryniak-Bereżnicka dostała od wyborców mandat do kierowania gminą.

To fakt.

Ale równie ważne jest to, czego ten wynik nie oznacza.

Nie unieważnia wcześniejszych decyzji rady. Nie kasuje zobowiązań wynikających z budżetu i WPF. Nie rozwiązuje automatycznie sporu dotyczącego Hotelu „Miś”. Nie odpowiada na pytanie o poziom zadłużenia. Nie kończy dyskusji o konsultacjach społecznych. Nie tworzy też nowej rady.

Dlatego najbliższe miesiące powinny być oceniane nie według deklaracji wyborczych, lecz według konkretnych decyzji.

Najważniejsze będzie kilka pierwszych testów.

Co stanie się z inwestycjami, które stały się przedmiotem konfliktu?

Czy zmieni się sposób prowadzenia konsultacji?

Jak będzie wyglądała polityka zadłużenia?

Czy WPF sięgająca obecnie 2046 roku zostanie zmieniona?

Co stanie się z planami dotyczącymi dawnego Hotelu „Miś”?

Jak ułożą się relacje pomiędzy burmistrz a Radą Miejską?

I wreszcie – czy deklarowana większa przejrzystość będzie widoczna nie w wypowiedziach, ale w dokumentach, publikowanych umowach, konsultacjach, przetargach i decyzjach finansowych?

Sobótka nie zaczyna od zera

Można powiedzieć, że wybory 20 września zakończyły pewien etap.

Ale nie rozpoczęły historii od czystej kartki.

W kwietniu mieszkańcy odwołali burmistrza. Rada pozostała. Przez kolejne miesiące gminą kierował Hubert Kurdziel. W tym samym czasie podejmowane były następne uchwały finansowe, zmieniano budżet i WPF, a samorząd nadal funkcjonował.

Teraz urząd przejmuje osoba, która część tych decyzji zna również od strony radnej.

Dlatego najuczciwszym podejściem nie będzie ani wręczanie nowej burmistrz politycznego kredytu bez pokrycia, ani obciążanie jej odpowiedzialnością za wszystko, co wydarzyło się przed wyborami.

Warto natomiast zapisać stan gminy w dniu przejęcia przez nią odpowiedzialności.

Dług.

WPF.

Rozpoczęte inwestycje.

Umowy wieloletnie.

Hotel „Miś”.

Stan najważniejszych jednostek.

Zobowiązania finansowe.

Obietnice wyborcze.

A potem do tych danych wrócić.

Za sto dni.

Za rok.

Przed następnymi wyborami.

Bo referendum odpowiedziało mieszkańcom na pytanie, czy chcą dalszych rządów Mirosława Jarosza.

Wybory odpowiedziały na pytanie, komu chcą powierzyć urząd po jego odwołaniu.

Od 20 września 2026 roku zaczyna się trzecie pytanie – najbardziej konkretne ze wszystkich: co Marcela Hryniak-Bereżnicka zrobi z otrzymanym mandatem?

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.