Czy magia Bożego Narodzenia potrzebuje wielkiej choinki, czy wystarczy kilka światełek, rodzinne zwyczaje i spokój w głowie?
Monika Richardson nie ma wątpliwości: święta są stanem ducha. I nawet jeśli w mieszkaniu brakuje miejsca na tradycyjne drzewko, atmosfera może być – jak sama mówi – „totalnie świąteczna”.
Święta odporne na komercję
Dziennikarka przyznaje, że Boże Narodzenie to dla niej jeden z najważniejszych momentów w roku. Co ciekawe, nie psuje jej go ani przedświąteczna gorączka zakupów, ani nerwowa końcówka roku, która dla wielu bywa finansowym i zawodowym testem wytrzymałości.
– „Ja bardzo lubię święta i to jest taka radość, której nie jest w stanie zniszczyć ani totalne skomercjalizowanie tego czasu, ani różne nerwowe ruchy, które zwykle występują pod koniec roku” – podkreśla.
To deklaracja, która brzmi dziś niemal jak akt obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec galerii handlowych.
Zamiast choinki – rośliny z charakterem
W niewielkim mieszkaniu nie ma miejsca na klasyczną choinkę, ale Richardson znalazła rozwiązanie. Zielone rośliny przejmują świąteczną rolę: girlandy, bombki, światełka. Z rozwagą, bo – jak zaznacza – wszystko trzeba zaplanować tak, by dekoracje nie zaszkodziły roślinom.
– „Już kombinuję, jak ubrać moje roślinki, żeby przypominały choinkę” – mówi z uśmiechem.
To świąteczny minimalizm z nutą ekologii i rozsądku. Bez plastikowego drzewka, za to z pomysłem.
Menu, dzieci i logistyka po świętach
Przygotowania obejmują też tradycyjne potrawy wigilijne, stroiki i – jak to w rodzinach patchworkowych bywa – logistykę dzielenia świątecznego czasu z dziećmi.
– „Kombinujemy też z byłym mężem jak się podzielić dziećmi, żeby wszyscy byli zadowoleni” – przyznaje otwarcie.
Bez dramatyzowania, bez medialnych fajerwerków. Po prostu codzienność.
Dwie tradycje, jeden dom
Dzieci dziennikarki wychowują się w dwóch kulturach. Ojciec jest Szkotem, więc naturalnie pojawiają się różnice w podejściu do świąt – zwłaszcza do prezentów. W brytyjskiej tradycji wręcza się je w dzień Bożego Narodzenia, często ze skarpety zawieszonej przy kominku.
– „Moje dzieci jednak nie reagują najlepiej na tradycję znajdowania prezentów pod świątecznym drzewkiem” – tłumaczy Richardson.
To ciekawy przykład, jak święta potrafią być elastyczne i jak różne kultury mogą się spotykać bez konfliktu.
Prezenty praktyczne… nie zawsze trafione
Monika Richardson lubi dawać prezenty użyteczne – ubrania, piżamy, swetry. Większość rodziny to akceptuje. Jest jednak wyjątek.
– „Zosia nie, ona jest odrębna, ale też muszę to uszanować” – mówi o córce.
To zdanie dobrze podsumowuje cały świąteczny przekaz dziennikarki: tradycja tak, ale bez przymusu. Prezent ma cieszyć, nie spełniać oczekiwania „bo tak trzeba”.
Święta po swojemu
Historia Moniki Richardson pokazuje, że Boże Narodzenie nie musi być katalogowe. Może być mniejsze, skromniejsze, bez choinki, za to z sensem. I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.






