Tanie rachunki, drogie państwo. Dlaczego walczymy z importem, a nie z kosztami?

koszty produkcji wyższe niz import

Dlaczego państwo potrafi zamrozić ceny energii dla obywateli, ale nie potrafi obniżyć kosztów produkcji? I czemu gniew kieruje się na import z Chin czy Brazylii, zamiast na system, który ten import czyni konkurencyjnym?


Rachunek wyborczy zamiast rachunku ekonomicznego

Państwo od kilku lat prowadzi politykę, którą można streścić krótko: spokój społeczny za wszelką cenę. Najlepiej taką, która nie wywoła protestów przy urnach.

Dlatego ceny energii dla gospodarstw domowych są:

  • mrożone,

  • dotowane,

  • politycznie chronione.

To rozwiązanie działa… krótkoterminowo. Obywatel nie widzi podwyżki na rachunku, więc napięcie społeczne spada. Problem w tym, że energia nie tanieje naprawdę – ona po prostu drożeje gdzie indziej.

„Zamrożona cena prądu dla obywatela nie oznacza taniej energii w gospodarce. Oznacza jedynie przesunięcie kosztów.”


Przedsiębiorca bez parasola

Producent, rzemieślnik, rolnik czy przetwórca:

  • płaci rynkową cenę energii,

  • mierzy się z drogim transportem,

  • obsługuje kosztowny kredyt,

  • ponosi ciężar podatków i składek,

  • działa w coraz bardziej skomplikowanym otoczeniu regulacyjnym.

Nie ma tu tarczy.
Nie ma mrożenia.
Jest tylko rachunek do zapłacenia.

Efekt? Cena produktu rośnie. Albo firma znika z rynku.


Import jako kozioł ofiarny

W tym momencie na scenę wchodzi import:

  • z Chin,

  • z Brazylii,

  • z krajów Mercosur.

Produkty są tańsze, bo:

  • energia bywa tam realnie tańsza,

  • koszty pracy są niższe,

  • normy środowiskowe mniej restrykcyjne,

  • państwo wspiera eksport, a nie tylko konsumpcję.

I nagle słyszymy:

„Zalew taniego importu niszczy polskich producentów”.

To zdanie brzmi dobrze. Jest proste. Ma wyraźnego wroga. Tyle że odwraca uwagę od sedna problemu.


Dlaczego nie protestujemy przeciw kosztom?

Bo protest przeciw importowi:

  • jest emocjonalny,

  • łatwy do sprzedania,

  • pozwala władzy stanąć po stronie „obrony narodowego interesu”.

Protest przeciw kosztom energii, podatkom i regulacjom:

  • uderza bezpośrednio w rządzących,

  • wymaga rozmowy o systemie,

  • obnaża brak długofalowej strategii gospodarczej.

To już nie jest protest „przeciw komuś z zewnątrz”.
To jest pytanie: dlaczego państwo nie potrafi stworzyć warunków do uczciwej konkurencji u siebie?


Podwójna cena obywatela

Obywatel płaci dwukrotnie:

  1. Pośrednio – finansując dopłaty, tarcze i rekompensaty z budżetu.

  2. Bezpośrednio – kupując droższe produkty krajowe lub wybierając tańszy import.

Paradoks polega na tym, że państwo „chroni” obywatela przed drogim prądem, ale nie chroni go przed drogim życiem.


Logika polityczna zamiast gospodarczej

Władza nie walczy z przyczyną problemu – wysokimi kosztami produkcji – tylko z jego skutkiem. Import staje się wygodnym alibi dla:

  • braku reform energetycznych,

  • chaosu regulacyjnego,

  • fiskalnego przeciążenia gospodarki.

„Łatwiej zablokować granicę niż przyznać, że państwo jest zbyt drogie dla własnych producentów.”


Co z tego wynika?

Jeśli państwo:

  • mrozi ceny tylko dla konsumentów,

  • ignoruje koszty producentów,

  • a potem protestuje przeciw importowi,

to nie prowadzi polityki gospodarczej.
Prowadzi politykę gaszenia nastrojów.

I dopóki pytanie „dlaczego u nas jest drożej?” będzie zastępowane pytaniem „kto nam to sprzedaje taniej?”, dopóty problem nie zniknie. Zmieni tylko adres.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry