Import jako kozioł ofiarny 🐐

cipaga symbolem drogiego panstwa polskiego

Tani import od lat jest najprostszym wrogiem do wskazania palcem. Dlaczego?

Bo:

  • nie głosuje,

    Reklama
  • nie płaci podatków lokalnie,

  • nie protestuje w Warszawie,

  • a przede wszystkim: nie siedzi przy stole decyzyjnym.

Wystarczy powiedzieć „Chiny”, „Brazylia”, „Mercosur” i narracja robi się sama. Tymczasem realne problemy — podatki, koszty energii, składki, prawo pracy, biurokracja — są… krajowe. A z nimi już trzeba by się zmierzyć we własnym systemie.


Podhale: walka z importem zamiast z kosztami

Przykład ciupag z Podhala jest wręcz modelowy.

Na Zakopane:

  • nie walczy się z czynszami,

  • nie z kosztami pracy,

  • nie z VAT-em, ZUS-em, opłatami lokalnymi,

  • nie z chaosem urbanistycznym Krupówek.

Walczymy z… chińską ciupagą.

Bo:

  • łatwo ją wskazać,

  • ładnie wygląda w kamerze,

  • dobrze brzmi: „bronimy tradycji”.

Tylko że to substytut polityki gospodarczej, nie jej realizacja.


Rolnicy i Mercosur – ten sam mechanizm, inna scena 🚜

Rolnicy protestują przeciwko umowie Mercosur i importowi z Brazylii, bo:

  • tamta produkcja jest tańsza,

  • normy środowiskowe są inne,

  • koszty pracy są niższe.

I znów:

problemem nie jest dlaczego u nas jest drogo,
tylko że gdzie indziej jest tanio.

A przecież:

  • polski rolnik przegrywa nie z Brazylią,

  • tylko z własnym systemem kosztów, na który nie ma wpływu.


Chińskie produkty są… od dawna. I co?

To jest kluczowe zdanie.

Chińskie produkty:

  • są w Polsce od 20–30 lat,

  • zbudowały całe segmenty rynku,

  • stały się częścią łańcuchów dostaw,

  • obniżyły ceny dla konsumentów.

I nikt nie walczył z nimi systemowo, dopóki:

  • lokalny biznes nie zaczął pękać,

  • marże nie stopniały,

  • wyborcy nie zaczęli się burzyć.

Wtedy nagle:

„to wina importu”.

Nie podatków.
Nie kosztów energii.
Nie prawa.
Nie państwa.


Dlaczego nikt nie walczy z prawem podatkowym?

Bo:

  • podatki to decyzje polityczne,

  • koszty to odpowiedzialność rządzących,

  • a import to zewnętrzny wróg — idealny do narracji.

Łatwiej powiedzieć:

„Zablokujmy chińską ciupagę”

niż:

„Obniżmy realne koszty prowadzenia działalności”.

To drugie wymaga:

  • reform,

  • pieniędzy,

  • odwagi,

  • i przyznania się do błędów.


Wniosek (nieprzyjemny, ale uczciwy)

To, co obserwujemy, to nie obrona lokalności — to zarządzanie gniewem społecznym.

  • Import staje się symbolem, nie przyczyną.

  • Tradycja bywa hasłem, nie realnym wsparciem rzemiosła.

  • Protesty są efektem systemu, a nie decyzji handlowych samych w sobie.

I dopóki:

  • państwo nie zacznie konkurować kosztami,

  • samorządy nie zaczną wspierać realnie lokalnych producentów,

  • a politycy nie przestaną udawać, że „zakaz” zastępuje politykę,

dopóty będziemy walczyć:

  • nie z problemem,

  • tylko z jego najłatwiejszym symbolem.

Jeśli chcesz, możemy z tego zrobić felieton pod Radio DTR albo analizę porównawczą: import vs. koszty państwa — z liczbami, nie sloganami.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry