Miała być prestiżowa noc „światowego formatu”, która połączy historię z nowoczesną kulturą klubową. Zamiast zachwytów pojawiły się jednak zdjęcia zniszczonych trawników, śmieci i pytania o granice komercjalizacji zabytków. Po imprezie Circoloco Warsaw w Pałacu w Wilanowie wybuchła polityczno-kulturalna awantura, a dyrektor muzeum Paweł Jaskanis znalazł się pod ostrzałem krytyki.
Czy Wilanów zamienił się w klub techno?
9 maja 2026 roku dziedziniec i przedpole Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie stały się sceną jednej z najbardziej medialnych imprez tej wiosny. Circoloco Warsaw – marka znana z wydarzeń na Ibizie – przyciągnęła tysiące uczestników, celebrytów i influencerów.
Na miejscu pojawiły się m.in. Maffashion, Karolina Gilon czy Natalia Siwiec. Organizatorzy reklamowali wydarzenie jako wyjątkowe połączenie historii, sztuki i współczesnej muzyki elektronicznej.
Tyle że po zakończeniu imprezy internet zalały nagrania pokazujące coś zupełnie innego.
Co zostało po imprezie?
W mediach społecznościowych zaczęły krążyć zdjęcia rozjeżdżonych trawników, śmieci i uszkodzonej infrastruktury wokół pałacu. Mieszkańcy Wilanowa oraz organizacje miejskie pytali, czy zabytkowy kompleks naprawdę powinien być wykorzystywany do organizacji masowych imprez techno.
Największe emocje wywołał fakt, że wydarzenie odbyło się w sąsiedztwie Rezerwatu Przyrody Morysin – w okresie lęgowym ptaków.
Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków potwierdził później, że doszło do naruszenia części ustaleń umowy organizacyjnej. Jednocześnie zaznaczono, że nie stwierdzono uszkodzenia samej substancji zabytkowej.
To jednak nie uspokoiło krytyków.
116 tys. zł zysku. I nawet 250 tys. zł strat?
Największe kontrowersje wzbudziły liczby ujawnione przez dyrektora muzeum Pawła Jaskanisa.
Jak poinformował, muzeum zarobiło na wynajmie terenu około 116 tys. zł netto. Problem w tym, że jednocześnie szacowane koszty rekultywacji trawników i naprawy infrastruktury mają sięgnąć nawet 250 tys. zł.
„Zarobiliśmy 116 tys. zł netto z tytułu najmu. Dodajmy do tego w sumie do ok. 250 tys. zł – koszty rekultywacji trawników i naprawy kostki…”
To właśnie ten fragment rozpalił debatę najbardziej. Bo jeśli wyliczenia się potwierdzą, bilans wydarzenia dla muzeum może okazać się finansowo ujemny.
I wtedy pojawia się pytanie, którego dziś wielu nie chce już unikać.
Czy chodziło bardziej o prestiż niż pieniądze?
Krytycy zarzucają władzom muzeum hipokryzję. Wskazują, że na co dzień odwiedzający słyszą o zakazie jazdy rowerami czy wprowadzania psów na teren kompleksu, a jednocześnie dopuszczono ciężki sprzęt, ogromną scenę i wielotysięczną imprezę.
Szczególnie mocno wybrzmiewają zarzuty dotyczące możliwego konfliktu interesów. Paweł Jaskanis był wcześniej związany z radą konsultacyjną Omena Art Foundation – fundacji będącej mecenasem wydarzenia.
Sam dyrektor odpiera zarzuty i podkreśla, że muzeum nie było organizatorem imprezy, a wszystkie wymagane zgody administracyjne zostały uzyskane.
Ministerstwo Kultury też ma wątpliwości
Sprawa szybko wyszła poza lokalny spór.
Minister kultury Marta Cienkowska publicznie określiła decyzję o organizacji wydarzenia jako „ryzykowną” i zapowiedziała analizę procedur związanych z wynajmowaniem terenów zabytkowych pod masowe imprezy.
Równolegle Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zgłosiła sprawę policji w związku z możliwym negatywnym wpływem wydarzenia na rezerwat przyrody.
To oznacza, że afera może mieć ciąg dalszy nie tylko medialny, ale również administracyjny i prawny.
Europa robi podobne imprezy. Ale czy to argument?
Obrońcy wydarzenia przypominają, że podobne koncerty i wydarzenia elektroniczne odbywają się przy muzeach czy zabytkach w wielu europejskich miastach. Ich zdaniem kultura nie może być „zamrożona”, a historyczne miejsca powinny żyć także współczesnością.
Tylko że w Wilanowie coraz częściej pada pytanie nie o samą muzykę techno, lecz o skalę i sposób organizacji wydarzenia.
Bo czym innym jest elegancki koncert plenerowy, a czym innym całonocna impreza dla kilku tysięcy osób tuż obok jednego z najcenniejszych polskich zabytków.
Czy Wilanów zapłaci za „polską Ibizę”?
Afera wokół Circoloco Warsaw pokazuje dziś coś więcej niż jednorazowy skandal obyczajowy. To spór o granice komercjalizacji kultury i pytanie, czy instytucje publiczne nie zaczynają coraz mocniej funkcjonować jak marki eventowe.
Wilanów miał przez jedną noc stać się „polską Ibizą”. Problem w tym, że mieszkańcy i część opinii publicznej zobaczyli raczej symbol chaosu niż nowoczesnej kultury.
A finał tej sprawy może jeszcze długo wracać w debacie o tym, komu naprawdę mają służyć zabytki.
Źródła i materiały:
- Post Fakt.pl z nagraniami z imprezy
- Miasto Jest Nasze – zdjęcia i komentarz
- Informacje o kosztach i zyskach wydarzenia
Pałac w Wilanowie, nocna impreza i widok, który oburzył internautów 🏛️🎧⚠️
Śmieci, hałas i pytania o ochronę zabytkowego miejsca#Wilanów #techno #Circoloco #Warszawa #skandal #muzeum #pałac pic.twitter.com/ihgXIKl6pS— Fakt (@Fakt_pl) May 12, 2026
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


