Azbest pozostawiony bez wymaganego zabezpieczenia, odpady magazynowane niezgodnie z warunkami decyzji, rozbieżności w ewidencji, słabe wyniki badań wód podziemnych i monitoring, który nie obejmował wszystkich miejsc magazynowania. Kontrola składowiska ERGO w Marcinowie nie zakończyła się na jednej usterce. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska opisał problemy dotyczące kilku podstawowych obszarów funkcjonowania instalacji.
O składowisku w Marcinowie można napisać kilkadziesiąt stron. Tyle właśnie liczą dokumenty, tabele, wyniki badań, zestawienia i fotografie zgromadzone podczas kontroli.
Tylko że mieszkaniec nie powinien kończyć kursu gospodarki odpadami, żeby dowiedzieć się, co państwowa inspekcja znalazła w gminnej spółce.
Dlatego zaczynamy od prostego pytania:
co właściwie stwierdził WIOŚ?
Kontrola nr WIOS-WROC 265/2025 została zakończona 22 kwietnia 2026 roku. Dotyczyła składowiska odpadów w Marcinowie prowadzonego przez Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej Trzebnica–ERGO. Do protokołu dołączono dokumentację fotograficzną pokazującą stan obiektu podczas oględzin.
I już na początku trzeba zaznaczyć jedno: to nie jest wyłącznie historia o azbeście.
Azbest widać najlepiej. Problem był szerszy
Najbardziej przemawiają do wyobraźni zdjęcia kwatery przeznaczonej do składowania odpadów zawierających azbest.
Podczas oględzin 24 listopada 2025 roku inspektorzy stwierdzili, że część odpadów nie była właściwie zabezpieczona. Folie i opakowania były miejscami uszkodzone, a część materiałów pozostawała odsłonięta.
WIOŚ zakwestionował również sposób prowadzenia samej kwatery. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. bieżącego zabezpieczania odpadów oraz organizacji składowania.
To istotne szczególnie w zestawieniu z ilością azbestu, jaka trafiła do Marcinowa.
W 2024 roku składowano 531,18 tony odpadów budowlanych zawierających azbest. Rok później było to już 3255,324 tony – ponad sześć razy więcej. Jednocześnie WIOŚ nie stwierdził przekroczenia dopuszczalnej rocznej ilości tych odpadów.
Czyli sam wzrost ilości przyjmowanego azbestu nie oznaczał naruszenia limitu.
Problem polegał na czym innym: czy przy tak dużym wzroście ilości odpadów system ich przyjmowania i zabezpieczania działał tak, jak powinien.
Kontrola pokazała, że nie wszystkie elementy tego systemu działały prawidłowo.
Nie tylko kwatera azbestowa
Gdyby na tym kończył się protokół, można byłoby mówić o jednym obszarze wymagającym poprawy.
Nie kończy się.
WIOŚ wskazał również nieprawidłowości dotyczące innych odpadów oraz sposobu ich magazynowania i przetwarzania. W części przypadków odpady znajdowały się w miejscach lub były zagospodarowywane w sposób niezgodny z warunkami posiadanych decyzji.
Problemy pojawiały się także na polu biodegradacji.
Z dokumentacji wynika, że miejsce przeznaczone do określonego procesu biologicznego przetwarzania nie funkcjonowało w sposób odpowiadający warunkom pozwolenia. Inspektorzy zastali tam m.in. odpady komunalne i biodegradowalne.
To już pokazuje, dlaczego sprowadzenie całej kontroli do jednego hasła „azbest” byłoby błędem.
WIOŚ sprawdzał cały sposób funkcjonowania składowiska.
Papier też się nie zgadzał
Kolejny problem jest mniej widowiskowy, ale być może równie ważny.
To ewidencja odpadów.
Każdy odpad powinien pozostawić w systemie ślad: ile go przyjęto, ile przekazano, ile przetworzono i ile powinno znajdować się na terenie zakładu.
W dokumentacji ERGO inspektorzy znaleźli rozbieżności pomiędzy stanami wynikającymi z ewidencji a rzeczywistym rozliczeniem części odpadów.
Pojawiały się m.in. ujemne bilanse i niespójności pomiędzy danymi wykazywanymi w różnych dokumentach.
WIOŚ badał również dane prowadzone w systemie BDO.
I tu dochodzimy do szczególnie ważnego elementu tej historii: problemy z ewidencją nie pojawiły się w Marcinowie po raz pierwszy.
Wcześniej ten obszar także był przedmiotem kontroli i działań pokontrolnych.
Dlatego obecne ustalenia trzeba czytać nie tylko jako informację o błędach w dokumentach.
Trzeba zapytać:
dlaczego część problemów pojawiła się ponownie?
Wody podziemne: wyniki IV i V klasy
Jeszcze mniej widowiskowy jest temat wód podziemnych.
Nie ma tu sterty odpadów ani porwanej folii. Są liczby, próbki i piezometry.
Ale właśnie ten fragment raportu zasługuje na szczególną uwagę.
Wyniki badań w części punktów monitoringowych odpowiadały IV i V klasie jakości wód podziemnych. W dokumentacji pojawiają się niekorzystne wyniki m.in. dla jonu amonowego, ogólnego węgla organicznego oraz przewodności.
WIOŚ zwrócił również uwagę na jeszcze jeden problem.
Z wykonanych pomiarów wynikało, że rzeczywisty kierunek przepływu wód podziemnych nie odpowiadał temu, jaki wcześniej przyjmowano w dokumentacji składowiska.
To nie jest techniczny drobiazg.
Jeżeli nieprawidłowo określono, z której strony woda dopływa do składowiska, a w którą odpływa, trudniejsza staje się interpretacja wyników monitoringu.
Nie oznacza to automatycznie, że składowisko zanieczyściło wody.
Raport nie daje podstaw do takiego prostego wniosku.
Oznacza jednak, że trzeba odpowiedzieć na inne pytanie:
czy dotychczasowy system monitorowania pozwalał prawidłowo oceniać wpływ składowiska na środowisko?
Odcieki też znalazły się pod lupą
WIOŚ analizował również gospodarkę odciekami powstającymi na składowisku.
W 2024 roku wywieziono ich około 2269 metrów sześciennych.
W jednym z badań pojawiła się wysoka wartość azotu amonowego. Inspekcja sprawdzała również sposób eksploatacji zbiornika na odcieki oraz częstotliwość jego czyszczenia.
Nie ma podstaw, żeby na tej podstawie pisać o „zatrutych odciekach trafiających do oczyszczalni”.
Jest jednak podstawa, żeby napisać coś znacznie bardziej precyzyjnego:
WIOŚ miał zastrzeżenia także do elementów gospodarki odciekowej składowiska.
Monitoring działał, ale nie widział wszystkiego
Na terenie składowiska działał system kamer.
I tutaj ponownie pojawia się charakterystyczny dla całego raportu problem.
Formalnie system istniał. W praktyce nie obejmował wszystkich miejsc, w których rzeczywiście magazynowano odpady.
WIOŚ stwierdził, że część obszarów wymagających obserwacji pozostawała poza zasięgiem monitoringu.
To drobny szczegół tylko pozornie.
Monitoring ma przecież pozwalać ustalić, co dzieje się z odpadami na terenie zakładu.
Jeżeli odpady trafiają poza obserwowany obszar, system nie spełnia w pełni swojej funkcji.
Były też mandaty
Kontrola zakończyła się również sankcjami.
Z dokumentacji wynika, że zastosowano m.in. mandat w wysokości 500 zł związany ze sposobem prowadzenia gospodarki odpadami oraz mandat 300 zł dotyczący niewłaściwej weryfikacji przyjmowanych odpadów.
Same kwoty nie robią szczególnego wrażenia.
I nie powinny przesłaniać sedna.
Znacznie ważniejsze jest to, za jakie nieprawidłowości mandaty zostały nałożone.
Jedna z nich dotyczyła bowiem fundamentalnej czynności na każdym składowisku: sprawdzenia, co właściwie przyjeżdża na teren zakładu i czy może zostać tam przyjęte.
Dziesięć problemów to nie jedna usterka
Końcowe zestawienie WIOŚ obejmuje problemy dotyczące m.in.:
- zbierania i przetwarzania odpadów,
- sposobu składowania azbestu,
- innych miejsc magazynowania,
- warunków prowadzenia składowiska,
- wód podziemnych,
- ewidencji odpadów,
- monitoringu wizyjnego,
- parametrów technicznych i eksploatacyjnych instalacji.
Nie każdy z tych punktów ma tę samą wagę.
Nie każdy oznacza bezpośrednie zagrożenie dla mieszkańców.
Nie każdy też powinien być opisywany alarmistycznie.
Ale razem pokazują coś, czego nie wolno zgubić:
kontrola WIOŚ nie ujawniła jednego zaniedbania. Pokazała problemy występujące jednocześnie w kilku podstawowych elementach funkcjonowania składowiska.
I właśnie tutaj zaczyna się właściwa historia
Raport odpowiada na pytanie, co inspektorzy zastali.
Nie odpowiada jeszcze na wszystko, co dla mieszkańców jest równie ważne.
Nie wiemy z niego choćby, dlaczego dopuszczono do takiego stanu, kto i kiedy wiedział o poszczególnych problemach, jak skutecznie wykonano późniejsze zalecenia ani czy wszystkie nieprawidłowości zostały rzeczywiście usunięte.
Wiadomo natomiast, że 2 czerwca 2026 roku wydano zarządzenie pokontrolne nr 16/2026 zobowiązujące spółkę do usunięcia stwierdzonych naruszeń.
I na tym będziemy się skupiać dalej.
Bo najważniejsze pytanie po każdej kontroli nie brzmi:
czy napisano protokół?
Tylko:
co zmieniło się po jego napisaniu?
W kolejnej części przyjrzymy się wyłącznie kwaterze azbestowej. Pokażemy, co dokładnie zobaczyli inspektorzy, jak wzrosła ilość przyjmowanych odpadów i czego raport WIOŚ pozwala nam dowieść – a czego nie wolno z niego wyciągać na skróty.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









