O uzdrowisku w Trzebnicy mówi się coraz częściej. Pojawiają się tężnie, wizualizacje, opowieść o klimacie i potencjale miasta. Tyle że w całej tej narracji brakuje rzeczy podstawowej: stref uzdrowiskowych. Nie tylko nie zostały wyznaczone. Nic nie wskazuje też, by ich realne zarysy zostały ujęte w planowaniu urbanistycznym.
Gdzie są strefy?
W Polsce uzdrowisko nie zaczyna się od tężni, folderu promocyjnego ani filmu w mediach społecznościowych. Zaczyna się od porządku planistycznego.
Każde uzdrowisko musi opierać się na trzech strefach:
-
strefie A
-
strefie B
-
strefie C
To nie ozdobniki. To fundament całego modelu uzdrowiskowego.
Tymczasem w Trzebnicy nie widać nie tylko gotowych stref. Nie widać nawet, by zostały one poważnie naszkicowane jako kierunek rozwoju przestrzennego miasta.
Nie chodzi o to, że trudno. Chodzi o to, że tego nie ma
W debacie publicznej można jeszcze udawać, że „to się kiedyś zrobi”. Ale urbanistyka nie działa na zasadzie: najpierw opowieść, potem może coś się dopasuje.
Jeśli gmina naprawdę myśli o uzdrowisku, to powinno to być widoczne w dokumentach planistycznych. Nie jako mglista ambicja, ale jako konkretny kierunek przestrzenny.
A tutaj pojawia się problem zasadniczy: brak śladu realnego planowania stref uzdrowiskowych.
Nie ma publicznie pokazanego układu:
-
gdzie miałaby być strefa A,
-
gdzie strefa B,
-
gdzie strefa C,
-
jak miałyby przebiegać ich granice,
-
jakie ograniczenia miałyby objąć istniejącą zabudowę i komunikację.
Czyli nie mamy projektu uzdrowiska. Mamy narrację o uzdrowisku.
Plan ogólny też nie pokazuje kierunku
I tu dochodzimy do sprawy najważniejszej.
Nowe planowanie urbanistyczne, z planem ogólnym jako kluczowym narzędziem, powinno właśnie takie kierunki porządkować. Jeżeli miasto rzeczywiście miałoby myśleć o uzdrowisku, to tam powinien pojawić się choćby zarys przyszłego układu funkcjonalnego.
Tymczasem nic nie wskazuje, by planowanie ogólne dla Trzebnicy nakreśliło taki kierunek.
Nie ma sygnału:
-
że miasto rezerwuje przestrzeń pod strefy,
-
że ogranicza przyszłą zabudowę pod kątem funkcji uzdrowiskowej,
-
że zabezpiecza obszary zielone w logice przyszłego kurortu.
A to znaczy jedno: urbanistyka nie pracuje dziś dla uzdrowiska.
Od 20 lat ten sam kierunek: sypialnia dla Wrocławia
Jeśli spojrzeć na rozwój Trzebnicy z ostatnich dwóch dekad, widać raczej inny model miasta.
To nie jest model uzdrowiskowy. To jest model podmiejski.
Miasto rozwijało się przede wszystkim jako:
-
miejsce zamieszkania,
ReklamaType your text here -
zaplecze osiedleńcze,
-
coraz większa sypialnia dla Wrocławia.
Rosła zabudowa mieszkaniowa, przybywało osiedli, zwiększała się presja komunikacyjna. Urbanizacja szła w stronę typową dla miejscowości w strefie oddziaływania dużej aglomeracji.
I właśnie tu widać największy zgrzyt.
Bo nie da się równocześnie bezkrytycznie rozwijać miasta jako sypialni dla metropolii i opowiadać, że za chwilę stanie się ono klasycznym uzdrowiskiem. Jedno z drugim zwyczajnie się gryzie.
Tężnie nie załatwiają sprawy
Na tym tle małe tężnie przy stawach wyglądają dokładnie tak, czym są: elementem rekreacji i miejskiej estetyki.
To może być sympatyczna infrastruktura:
-
spacerowa,
-
parkowa,
-
turystyczna.
Ale tężnia nie wyznacza strefy A.
Druga tężnia nie tworzy strefy B.
A film promocyjny nie zastępuje polityki przestrzennej.
Jeżeli nie ma za tym układu urbanistycznego, to całość zostaje na poziomie dekoracji rozwojowej.
Nie da się odtworzyć dawnego uzdrowiska
Ktoś może powiedzieć: przecież Trzebnica miała kiedyś tradycje uzdrowiskowe.
Tak, ale współczesne miasto nie jest dawną Trzebnicą.
Dzisiaj mamy:
-
urbanizację,
-
osiedla,
-
intensywniejszy ruch,
-
urzędy i funkcje administracyjne,
-
rozwój infrastruktury codziennej, nie kuracyjnej.
To nie jest przestrzeń, w której dawny układ uzdrowiskowy można po prostu wyjąć z szuflady i przywrócić.
Pytanie, które naprawdę trzeba zadać
Nie: czy Trzebnica marzy o uzdrowisku.
Tylko:
gdzie w planowaniu miasta widać realne przygotowanie do uzdrowiska?
Bo dziś odpowiedź brzmi raczej brutalnie: nigdzie.
Nie widać stref.
Nie widać ich zarysów.
Nie widać podporządkowania urbanistyki tej funkcji.
Widać za to coś innego: dalsze życie miasta, które od lat rozwija się głównie jako mieszkaniowe zaplecze Wrocławia.
Podsumowanie
Trzebnica może budować markę miasta przyjaznego, zielonego, spacerowego, z elementami rekreacji zdrowotnej. To jest realne. To da się obronić. To widać.
Ale uzdrowisko bez stref uzdrowiskowych pozostaje tylko hasłem.
A jeśli plan ogólny nawet nie szkicuje kierunku dla takich stref, to znaczy, że mówimy nie o projekcie urbanistycznym, lecz o opowieści.




