Trzy sprawy – jeden problem

sprawa budowlana i ten sam problem
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Trzy sprawy – jeden problem. Kiedy urząd zapomina, że ma działać dla ludzi

W Obornikach Śląskich jak w soczewce widać, jak różna waga spraw – od wielkich inwestycji deweloperskich, przez wyburzanie historycznych budynków, aż po zwykły daszek na ganku – potrafi być rozpatrywana przez urząd i radnych w sposób zaskakująco podobny. Łączy je wspólny mianownik: nie prawo jako narzędzie służące obywatelom, lecz prawo jako bariera albo furtka – zależnie od tego, kto stoi po drugiej stronie urzędniczego biurka.

Duża sprawa – deweloper na terenie dawnego MIŚ-u

Tutaj wkracza specustawa mieszkaniowa, która rozwiązuje ręce inwestorowi. Tam, gdzie mieszkańcy obawiają się chaosu urbanistycznego i utraty ładu przestrzennego, samorząd przytakuje, zasłaniając się „przepisami”. Specustawa działa szybko, a głos mieszkańców tonie w papierach i formalnościach.

Reklama
Reklama

Średnia sprawa – ponad 100-letnia stodoła przy ul. Prusickiej

Tu mamy do czynienia z historią i pamięcią miejsca. Budynek, który jeszcze niedawno konserwator uznawał za warty ochrony, dziś ma być wyburzony, by zrobić miejsce pod nową zabudowę. Nie ma wpisu do rejestru, nie ma gminnej ewidencji – więc formalnie przeszkód nie ma. Ale gdzie tu troska o lokalne dziedzictwo? Gdzie świadomość, że przepisy mają chronić dobro wspólne, a nie jedynie ułatwiać inwestycje?

Mała sprawa – daszek na ganku

I na koniec codzienność mieszkańców. Zwykły obywatel, który chce postawić daszek, dobudować kawałek ganku albo wymienić okno, musi mierzyć się z urzędniczą machiną. Tu przepisy są twarde, wymagania szczegółowe, a każda literówka we wniosku bywa powodem do odmowy.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jeden wspólny mianownik

Czytaj dalej

Powiązany temat

Wielki deweloper dostaje zielone światło dzięki specustawie. Historyczny obiekt, choć wartościowy, ma ustąpić pod nowe budynki, bo „tak przewiduje plan”. Zwykły mieszkaniec walczy o drobiazgi i przegrywa z paragrafem.
Za każdą z tych spraw stoją burmistrz i radni – ci sami, którzy powinni być strażnikami ładu społecznego i obrońcami dobra mieszkańców. Tymczasem obraz, jaki się wyłania, pokazuje urząd działający nie dla ludzi, ale zależnie od tego, kto i z jakim portfelem puka do drzwi.

Prawo a sprawiedliwość społeczna

Prawo ma być dla ładu społecznego, dla uczciwego i równego traktowania. Urzędnik nie jest po to, by wybierać między inwestorem a mieszkańcem – ale by szukać rozwiązania, które w świetle prawa będzie dobre dla obywatela. W Obornikach Śląskich coraz częściej widać jednak coś odwrotnego: „dobro obywatela” przegrywa z „dobrem inwestycji”.

Autor: Rafał Chwaliński


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry