Andrzej Duda, kończący właśnie drugą kadencję prezydent RP, podpisał akt łaski wobec Roberta Bąkiewicza – byłego lidera środowisk narodowych, skazanego za przemoc wobec uczestniczki Strajku Kobiet. Choć decyzja dotyczy jedynie częściowego ułaskawienia, jej symboliczna wymowa staje się dla wielu komentatorów i polityków punktem kulminacyjnym całej, pełnej kontrowersji prezydentury.
Łaska dla narodowca
11 lipca br. prezydent Duda podpisał decyzję o darowaniu Bąkiewiczowi kary ograniczenia wolności (30 godzin prac społecznych miesięcznie przez rok), pozostawiając w mocy obowiązek zapłaty nawiązki oraz koszty sądowe. Sprawa dotyczy incydentu z 2020 roku, gdy podczas protestów Strajku Kobiet, Bąkiewicz użył przemocy wobec aktywistki blokującej wejście do kościoła Świętego Krzyża w Warszawie. Został za to skazany w 2023 roku.
Kancelaria Prezydenta argumentuje, że ułaskawienie było efektem „pozytywnej opinii środowiskowej” oraz „ustabilizowanego trybu życia” skazanego. Jak podkreśliła Prokuratura Generalna, decyzję przyspieszyło uchylenie zawieszenia wykonania wyroku przez Adama Bodnara – prokuratora generalnego, co zmusiłoby Bąkiewicza do odbycia kary.
Oburzenie i symboliczne znaczenie
Opozycja oraz część komentatorów nie ma wątpliwości: to akt polityczny. „Jak zaczął, tak kończy – żałośnie” – skomentował Dariusz Joński z PO. Włodzimierz Czarzasty z Lewicy nazwał to „ochroną damskich bokserów”. Internauci nie szczędzili gorzkich słów. Michał Błasiak pisał na platformie X: „Na sam koniec prezydentury stał się oficjalnym patronem bojówkarzy i damskich bokserów”.
Dla wielu obserwatorów to nie tylko skandal, ale i logiczne domknięcie kadencji Andrzeja Dudy – prezydenta, który w oczach swoich krytyków nigdy nie oderwał się od środowiska politycznego, które go wyniosło. Symboliczny finał w postaci ułaskawienia osoby związanej z agresywną prawicą ugruntowuje tę ocenę.
Kontrowersyjna kadencja
W ciągu dwóch kadencji (2015–2025) Andrzej Duda wielokrotnie korzystał z prawa łaski wobec osób związanych z PiS. Przykładem są m.in. Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik – ułaskawieni mimo wyroków za nadużycie władzy. Część opinii publicznej widziała w tych decyzjach instrumentalne traktowanie prawa.
Prezydent, choć czasem wetował ustawy forsowane przez PiS (jak Lex TVN czy „Piątkę dla zwierząt”), najczęściej kierował je do Trybunału Konstytucyjnego – ciała kontrolowanego przez nominatów PiS. Krytycy zarzucają mu pozorność oporu i brak realnej niezależności.
Nie brakowało też symbolicznych wpadek: wizyta na urodzinach prezydenta Zemana z udziałem osób powiązanych z Rosją, czy wypowiedzi o „wieszaniu za zdradę” w kontekście sędziów, co wielu odebrało jako nawoływanie do przemocy.
Między dogmatem a państwem świeckim
Andrzej Duda był prezydentem „wierzącej Polski” – jak sam często powtarzał – co jednak wielu obywateli utożsamiało z konserwatywnym nacjonalizmem i próbą moralnej dominacji. W tym duchu pogłębiały się podziały społeczne: wierzący vs. „lewacy”, tradycja vs. postęp, dogmat vs. nauka.
Publicyści porównują kadencję Dudy do prezydentury Lecha Wałęsy (1990–1995), wskazując, że choć pełna błędów, była jednak oparta na kompromisie i dialogu, który umożliwił wejście Polski do NATO i UE. Duda, w przeciwieństwie, postawił na mobilizację jednej strony społeczeństwa kosztem drugiej.
Czy można uznać Dudę za męża stanu?
Na to pytanie coraz więcej osób odpowiada przecząco. Ułaskawienie Bąkiewicza to nie wyjątek, lecz kulminacja polityki, w której podział i lojalność partyjna dominowały nad troską o wspólnotę. I choć Duda na zawsze pozostanie prezydentem wybranym demokratycznie, wielu zapamięta go jako polityka, który podzielił, zamiast zjednoczyć.
Autor: Rafał Chwaliński

