Administracja odkrywa wygodę automatów do wydawania dokumentów. Mieszkaniec nie musi już zwalniać się z pracy, stać w kolejce ani dopasowywać życia do godzin urzędowania. Wystarczy telefon, kod PIN i otwarcie skrytki. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast zwykłego dokumentu pojawia się decyzja administracyjna. Bo w prawie nie zawsze wystarczy wiedzieć, że ktoś otworzył skrytkę. Trzeba jeszcze wykazać, kto odebrał pismo, kiedy to nastąpiło i czy doręczenie wywołało skutki prawne. Odpowiedzi ministerstw pokazują, że polska administracja znalazła się w interesującym położeniu: technologia już działa, przepisy zmieniają się fragmentarycznie, a odpowiedzialność za prawidłowe doręczenie nadal spoczywa na urzędzie.
Urząd czynny całą dobę. Przynajmniej jego fragment
13 października 2026 roku Urząd Miejski w Koszalinie poinformował o uruchomieniu urzędomatu. Urządzenie pozwala odbierać przygotowane dokumenty przez całą dobę, również w weekendy i święta.
Na początek mieszkańcy mogą w ten sposób otrzymywać dowody rejestracyjne. W przyszłości magistrat zamierza rozszerzyć zakres usług.
Urządzenie ma 120 skrytek. Według Polskiego Radia Koszalin koszt jego ustawienia wyniósł około 100 tys. zł. Ponad 50 mieszkańców wybrało tę formę odbioru jeszcze przed rozpoczęciem regularnego wydawania dokumentów.
Z perspektywy mieszkańca trudno nie dostrzec zalet takiego rozwiązania. Wizyta w urzędzie przestaje być przedsięwzięciem wymagającym reorganizacji dnia. Zamiast oczekiwania w kolejce pojawia się wiadomość SMS, kilka przycisków i gotowy dokument.
Poznań korzysta z podobnego rozwiązania od kilku lat. Urzędomaty przestają więc być technologiczną ciekawostką, a stają się elementem rzeczywistej obsługi mieszkańców.
I właśnie w tym momencie pojawia się pytanie, którego nie rozwiąże nawet najnowocześniejszy ekran dotykowy.
Czy odebranie dokumentu z automatu oznacza również jego skuteczne doręczenie w rozumieniu prawa?
Odpowiedź brzmi: nie zawsze.
Dokument to nie decyzja. Różnica, która może kosztować obywatela bardzo dużo
W codziennym języku wydanie dokumentu i doręczenie pisma oznaczają niemal to samo. Ktoś coś przygotował, druga osoba odebrała. Sprawa zakończona.
Prawo administracyjne posługuje się jednak bardziej precyzyjnymi kategoriami.
Czym innym jest przekazanie gotowego dowodu rejestracyjnego, a czym innym doręczenie decyzji administracyjnej o rejestracji pojazdu. Obie czynności mogą dotyczyć tej samej sprawy, ale niekoniecznie podlegają identycznym zasadom.
Podobna różnica występuje przy prawie jazdy. Fizyczny dokument potwierdzający uprawnienia nie jest tym samym co rozstrzygnięcie administracyjne dotyczące tych uprawnień.
Ma to znaczenie, ponieważ doręczenie decyzji uruchamia określone mechanizmy prawne.
Od daty skutecznego doręczenia co do zasady liczy się termin na wniesienie odwołania. Zgodnie z art. 129 Kodeksu postępowania administracyjnego wynosi on zwykle 14 dni, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej.
Doręczenie wiąże się również z art. 110 KPA, określającym moment, od którego organ administracji jest związany wydaną decyzją.
Nie chodzi zatem o techniczny szczegół ani o kolejną rubrykę w urzędowym formularzu.
Chodzi o moment, w którym czynność administracji zaczyna wywoływać skutki prawne wobec konkretnej osoby.
I o możliwość udowodnienia, że ten moment rzeczywiście nastąpił.
Skrytka się otworzyła. Ale kto odebrał dokument?
Wyobraźmy sobie następującą sytuację.
Mieszkaniec otrzymuje na telefon wiadomość z kodem umożliwiającym otwarcie urzędomatu. Odbiera przesyłkę, a system zapisuje godzinę operacji.
Dla oprogramowania sprawa jest prosta: prawidłowy kod, otwarta skrytka, zakończona transakcja.
Dla prawa administracyjnego pozostają jednak pytania.
Czy kodem posłużył się adresat? Czy zrobił to ktoś z jego rodziny? Czy osoba odbierająca była prawidłowo umocowana? Czy urząd potrafi wykazać, jaki dokument znajdował się w skrytce? Czy przyjęty sposób potwierdzenia odbioru spełnia wymagania właściwych przepisów?
Kod PIN może być elementem systemu uwierzytelniania, ale sam w sobie nie rozstrzyga wszystkich tych kwestii.
Co więcej, nawet zgoda mieszkańca na odbiór dokumentu za pośrednictwem urzędomatu nie oznacza automatycznie, że można pominąć ustawowe zasady doręczania decyzji.
Wygoda obywatela nie może zastępować gwarancji procesowych, które właśnie tego obywatela mają chronić.
To sedno problemu.
Ministerstwa odpowiadają. Jednolitego rozwiązania nadal nie ma
W lipcu 2026 roku poseł Michał Woś skierował do trzech ministerstw interpelację nr 18334 dotyczącą możliwości prawnego uregulowania działania urzędomatów.
Zwrócił uwagę, że część samorządów inwestuje w nowe urządzenia, podczas gdy inne rezygnują z podobnych przedsięwzięć z obawy przed konsekwencjami prawnymi.
Jako przykład wskazał powiat raciborski, gdzie analizowano uruchomienie urzędomatu, ale pojawiły się wątpliwości dotyczące skutecznego doręczania dokumentów.
Parlamentarzysta pytał między innymi o zmiany przepisów, metody weryfikacji tożsamości, konsultacje z samorządami i możliwość opracowania jednolitych wytycznych.
Odpowiedzi resortów pokazują, że problem ma kilka warstw.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w piśmie z 17 sierpnia przypomniało o istniejącym systemie e-Doręczeń, który umożliwia odbieranie korespondencji urzędowej niezależnie od godzin pracy administracji.
Wiceminister Magdalena Roguska wskazała jednocześnie, że zasady wydawania poszczególnych dokumentów wynikają z ustaw szczególnych, a nie z jednej uniwersalnej procedury.
Resort wykluczył przy obecnym stanie prawnym możliwość wydawania dowodów osobistych przez urzędomaty. Zwrócił też uwagę na ograniczenia dotyczące zaświadczeń z zakresu ewidencji ludności i dowodów osobistych.
Ministerstwo Cyfryzacji, odpowiadając 15 września, wskazało natomiast na dostępne rozwiązania elektronicznej weryfikacji tożsamości, w tym usługę wykorzystującą aplikację mObywatel.
To ważne, ponieważ pokazuje, że narzędzia techniczne umożliwiające bardziej zaawansowaną identyfikację już istnieją. Nie oznacza to jednak, że ich zastosowanie automatycznie tworzy nową, zgodną z prawem formę doręczenia decyzji.
Ministerstwo Infrastruktury w odpowiedzi z 6 października przyznało, że obowiązujące przepisy KPA nie przewidują wprost urzędomatów jako odrębnego sposobu doręczania decyzji i pism procesowych.
Jednocześnie resort zastrzegł, że nie każde doręczenie dokonane przy wykorzystaniu takiego urządzenia musi być wadliwe. Ocena zależy od konkretnej procedury oraz sposobu potwierdzenia odbioru.
To nie jest sprzeczność. To rozróżnienie między technologią a prawnie wymaganym sposobem jej wykorzystania.
Urządzenie może uczestniczyć w prawidłowo zorganizowanym procesie wydania dokumentu. Nie oznacza to jednak, że każdy rodzaj pisma można umieścić w skrytce i potraktować jako skutecznie doręczony.
Zmiana w prawie jazdy już obowiązuje. Ale nie załatwia całej sprawy
Interesujący jest przypadek dokumentów potwierdzających uprawnienia do kierowania pojazdami.
Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 29 sierpnia 2026 roku, opublikowane w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1162, weszło zasadniczo w życie 3 września 2026 roku. Niektóre jego przepisy mają odrębne terminy wejścia w życie.
Zmiana umożliwiła wykorzystanie elektronicznego potwierdzania odbioru prawa jazdy lub pozwolenia przy zachowaniu wymaganej identyfikacji odbiorcy i udokumentowaniu czynności.
To istotny krok w kierunku nowoczesnej obsługi mieszkańców.
Pokazuje jednocześnie sposób, w jaki państwo rozwiązuje obecny problem: nie poprzez jedną kompleksową reformę doręczeń, lecz przez zmiany dotyczące określonych kategorii dokumentów.
Takie podejście może być pragmatyczne. Pozwala wdrażać nowe rozwiązania tam, gdzie przygotowano odpowiednie regulacje.
Ma jednak ograniczenie.
Przepisy dotyczące odbioru prawa jazdy nie oznaczają automatycznie, że urzędomat może służyć do doręczenia każdej decyzji wydawanej przez wydział komunikacji.
Tym bardziej nie rozwiązują problemu wszystkich pozostałych postępowań administracyjnych.
Powstaje więc administracja dwóch prędkości. Jedne dokumenty mogą być wydawane z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań, inne nadal wymagają tradycyjnych lub ustawowo określonych elektronicznych procedur doręczania.
Nie jest to samo w sobie wadą. Problem pojawia się wtedy, gdy mieszkaniec nie potrafi odróżnić obu sytuacji, a urząd nie wyjaśnia ich skutków.
Czternaście dni, które mogą nie zacząć biec
Najpoważniejsze konsekwencje mogą dotyczyć decyzji administracyjnych, od których przysługuje odwołanie.
Przyjmijmy hipotetyczny przykład.
Urząd wydaje decyzję dotyczącą mieszkańca i umieszcza ją w urzędomacie. System odnotowuje odebranie dokumentu 1 października.
Administracja uznaje tę datę za dzień doręczenia. Po upływie ustawowego terminu traktuje decyzję jako ostateczną.
Mieszkaniec twierdzi jednak, że procedura doręczenia nie spełniała wymagań KPA.
W takiej sytuacji spór nie sprowadza się do tego, czy skrytka została otwarta.
Trzeba ustalić, czy nastąpiło skuteczne doręczenie w rozumieniu właściwych przepisów. Jeśli nie, może okazać się, że termin odwołania nie rozpoczął biegu w dniu wskazanym przez urząd.
Nie oznacza to automatycznie nieważności samej decyzji. Wadliwość doręczenia należy odróżnić od wad rozstrzygnięcia.
Jednak skutki procesowe mogą być bardzo poważne.
W skrajnych przypadkach spór o doręczenie może wpływać na ocenę ostateczności decyzji, dopuszczalność odwołania i prawidłowość dalszych działań administracji.
Dlatego przepisy o doręczeniach nie są wyłącznie formalnością.
Są częścią prawa obywatela do obrony swoich interesów w postępowaniu administracyjnym.
Czy wystarczy, że mieszkaniec faktycznie przeczytał decyzję?
Tu dochodzimy do jeszcze bardziej interesującego zagadnienia.
Można przecież argumentować, że skoro adresat odebrał pismo i rzeczywiście zapoznał się z jego treścią, to cel doręczenia został osiągnięty.
Taki argument może mieć znaczenie przy ocenie konkretnego przypadku. Nie pozwala jednak automatycznie pominąć wymagań procesowych.
W praktyce prawnej trzeba odróżnić faktyczne otrzymanie pisma, możliwość zapoznania się z jego treścią i skuteczność doręczenia.
Nie zawsze są to zdarzenia tożsame.
Szczególne znaczenie ma sytuacja, gdy strona ustanowiła pełnomocnika. Zgodnie z art. 40 KPA pisma w takim postępowaniu doręcza się pełnomocnikowi.
Wyobraźmy sobie system urzędomatu, który wysyła kod bezpośrednio na telefon mieszkańca, chociaż w sprawie występuje profesjonalny pełnomocnik.
Fakt, że obywatel fizycznie odebrał pismo, nie usuwa automatycznie problemu pominięcia osoby, której należało je doręczyć.
Pokazuje to, że nawet doskonały mechanizm identyfikacji odbiorcy nie rozwiązuje wszystkich problemów prawnych.
System musi wiedzieć nie tylko, kto stoi przed urządzeniem, ale również komu w danym postępowaniu wolno skutecznie doręczyć dokument.
To już nie jest kwestia kodu PIN, lecz prawidłowego odwzorowania procedury administracyjnej.
A jeśli dokument odbierze ktoś inny?
Automatyczne systemy wydawania dokumentów wymagają szczególnej staranności w projektowaniu zabezpieczeń.
Telefon można zgubić. Kod można komuś przekazać. Numer kontaktowy może być nieaktualny. Może też wystąpić błąd systemu.
Trzeba przy tym zachować proporcje: nie oznacza to, że urzędomaty są z natury niebezpieczne.
Podobne ryzyka występują również przy innych formach przekazywania przesyłek.
Różnica polega na konsekwencjach.
Jeśli z prywatnej skrytki zniknie zamówiony przedmiot, powstaje problem związany z jego dostarczeniem.
Jeśli osoba nieuprawniona odbierze dokument administracyjny zawierający dane osobowe albo decyzję wywołującą skutki prawne, pojawiają się dodatkowe pytania o ochronę informacji, prawidłowość doręczenia i odpowiedzialność podmiotów obsługujących proces.
Nie wystarczy zatem stwierdzić, że system zapisał operację.
Potrzebne są procedury pozwalające ustalić, kto faktycznie odebrał dokument, jaki dokument został wydany oraz co należy zrobić w razie błędu.
W tym miejscu technologia spotyka się z prawem ochrony danych osobowych, bezpieczeństwem informacji i zasadami postępowania administracyjnego.
Urząd może się pomylić. Kto zapłaci za konsekwencje?
W dyskusji o urzędomatach niewiele miejsca poświęca się odpowiedzialności za nieprawidłowe doręczenie.
Tymczasem to jeden z najważniejszych problemów.
Jeżeli urząd błędnie uzna decyzję za doręczoną, może następnie podejmować działania na podstawie nieprawidłowo ustalonego stanu postępowania.
Może uznać, że termin odwołania upłynął, albo rozpocząć kolejne czynności, których dopuszczalność zależy od skutecznego doręczenia.
Jeśli błąd zostanie wykryty, konieczne może okazać się ponowne doręczenie pisma, skorygowanie czynności procesowych lub rozpatrzenie zarzutów strony.
W określonych sytuacjach pojawić się może również problem odpowiedzialności odszkodowawczej.
Art. 417 Kodeksu cywilnego przewiduje odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej.
Nie oznacza to jednak, że każde wadliwe doręczenie automatycznie uprawnia do odszkodowania.
Konieczne byłoby wykazanie przesłanek odpowiedzialności, w szczególności bezprawności, szkody oraz związku przyczynowego. W zależności od charakteru sprawy mogą mieć zastosowanie dodatkowe wymagania prawne.
Mimo to pytanie pozostaje zasadne.
Jeżeli samorząd wprowadza nową technologię do obsługi czynności administracyjnych, powinien wcześniej wiedzieć, jakie konsekwencje może wywołać jej nieprawidłowe wykorzystanie.
Koszt ewentualnego sporu również należy do rachunku opłacalności takiej inwestycji.
Paczkomat ma regulamin. Urząd ma jeszcze ustawę
Popularne porównywanie urzędomatów do paczkomatów jest zrozumiałe, ale bywa mylące.
Oba rozwiązania mogą wyglądać podobnie, jednak działają w odmiennych porządkach prawnych.
Operator komercyjny organizuje świadczenie usług w granicach obowiązującego prawa i właściwych regulaminów.
Organ administracji publicznej działa natomiast na podstawie i w granicach prawa, co wynika z art. 7 Konstytucji.
Nie może więc dowolnie ustanawiać zasad doręczania decyzji tylko dlatego, że oferowana technologia jest nowoczesna, a mieszkańcy chętnie z niej korzystają.
Jeżeli ustawa wymaga określonego sposobu doręczenia, regulamin urzędomatu nie może go samodzielnie zastąpić.
To istotna różnica.
Przygotowanie intuicyjnego interfejsu, bezpiecznych skrytek i systemu SMS może być zadaniem technologicznym.
Zapewnienie, że czynność wywołuje właściwe skutki prawne, wymaga odpowiedniej podstawy prawnej i procedury.
Dlatego urzędomat nie jest po prostu automatem z dokumentami.
Jest elementem systemu wykonywania zadań publicznych.
A może państwo już ma rozwiązanie? E-Doręczenia
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wskazuje na rozwijany system e-Doręczeń, który pozwala odbierać korespondencję elektroniczną, niezależnie od godzin pracy urzędu.
To argument wart uwzględnienia.
Jeżeli dokument może zostać prawidłowo doręczony elektronicznie, budowanie dodatkowego urządzenia do odbioru papierowego pisma nie zawsze będzie rozwiązaniem najbardziej efektywnym.
Nie wszystkie sprawy można jednak sprowadzić do wiadomości elektronicznej.
Dowodu rejestracyjnego, prawa jazdy czy paszportu nie zastąpi zwykły plik przesłany na skrzynkę. Fizyczny dokument nadal trzeba w określony sposób przekazać uprawnionej osobie.
Dlatego e-Doręczenia i urzędomaty nie muszą być rozwiązaniami konkurencyjnymi.
Mogą obsługiwać różne etapy kontaktu obywatela z administracją.
Problem pojawia się wtedy, gdy nie ma jasności, która czynność stanowi formalne doręczenie pisma, a która jest jedynie wydaniem gotowego dokumentu.
Dobry system administracyjny powinien rozdzielać te zdarzenia, a nie zacierać granicę między nimi.
Dowód osobisty nadal przy urzędniku. Paszport być może przyjdzie pocztą
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie przewiduje obecnie wydawania dowodów osobistych przez urzędomaty.
Wynika to ze szczególnych wymagań dotyczących identyfikacji osoby odbierającej dokument, potwierdzenia odbioru i weryfikacji danych.
Odmienny kierunek resort rozważa w przypadku paszportów.
Według odpowiedzi wiceminister Magdaleny Roguskiej planowane jest stworzenie możliwości dobrowolnej wysyłki dokumentu paszportowego na wskazany adres za pośrednictwem operatora wyznaczonego.
Usługa miałaby być dodatkowo płatna i wymaga zmian ustawowych oraz dostosowania systemów informatycznych.
To kolejny przykład, że państwo nie zmierza do jednego uniwersalnego sposobu wydawania wszystkich dokumentów.
W jednym przypadku dopuszcza się elektroniczne potwierdzenie odbioru, w drugim pozostaje obowiązek osobistej wizyty, a w trzecim rozważana jest przesyłka pocztowa.
Każde rozwiązanie może mieć uzasadnienie.
Z punktu widzenia obywatela najważniejsze jest jednak, aby zasady były czytelne, a skutki odbioru – jednoznaczne.
Ile naprawdę kosztuje wygoda?
Koszalin wydał na uruchomienie urządzenia około 100 tys. zł według relacji lokalnego radia.
Nie jest to kwota, na podstawie której można samodzielnie ocenić opłacalność inwestycji.
Potrzebne są dane o liczbie wydanych dokumentów, kosztach obsługi technicznej, utrzymania oprogramowania, ewentualnych opłatach abonamentowych i liczbie godzin pracy urzędników, które faktycznie udało się zaoszczędzić.
Znaczenie ma również wykorzystanie urządzenia.
Urządzenie z wieloma skrytkami może być bardzo przydatne, jeżeli obsługuje dużą liczbę spraw. Przy niewielkim zainteresowaniu mieszkańców ekonomiczna ocena będzie inna.
Nie wolno jednak pomijać korzyści trudniejszych do wyrażenia w złotówkach.
Czas mieszkańca również ma wartość. Konieczność zwalniania się z pracy, dojazdu i oczekiwania na odbiór dokumentu oznacza rzeczywiste koszty społeczne.
Dlatego właściwa analiza powinna obejmować zarówno wydatki samorządu, jak i korzyści dla mieszkańców.
Jednocześnie należy uwzględnić wydatki związane z zapewnieniem prawidłowych procedur, bezpieczeństwa danych i obsługi sytuacji spornych.
Nowoczesne urządzenie może usprawnić administrację. Nie powinno jednak generować dodatkowej niepewności prawnej.
Samorządy między innowacją a ostrożnością
Przykłady Koszalina, Poznania i Raciborza pokazują różne sposoby podejścia do nowej technologii.
Jedne samorządy wdrażają urządzenia w określonym zakresie, inne analizują ryzyko prawne i wstrzymują inwestycje.
Nie ma podstaw, aby samo uruchomienie urzędomatu uznawać za nieprawidłowość. Podobnie nie sposób oceniać rezygnacji z urządzenia jako niechęci do cyfryzacji.
Odpowiedzialna decyzja powinna zależeć od rodzaju obsługiwanych dokumentów, przyjętej procedury, analizy prawnej i rzeczywistych potrzeb mieszkańców.
Warto natomiast zapytać, dlaczego samorządy muszą samodzielnie rozstrzygać tak wiele szczegółów dotyczących rozwiązania, które zaczyna funkcjonować w kolejnych częściach kraju.
Jeśli państwo chce rozwijać takie formy obsługi, zasadne wydaje się przygotowanie przejrzystych zasad określających, jakie dokumenty mogą być wydawane przez urzędomaty, jakie wymagania muszą spełniać urządzenia i kiedy odbiór może wywoływać skutki procesowe.
Nie każda technologia wymaga nowej ustawy.
Ale tam, gdzie nowy sposób działania wpływa na prawa i obowiązki obywatela, sama praktyka administracyjna może okazać się niewystarczająca.
Co powinien wiedzieć mieszkaniec?
Najważniejsze jest rozróżnienie pomiędzy odbiorem gotowego dokumentu a doręczeniem decyzji lub innego pisma procesowego.
Mieszkaniec korzystający z urzędomatu powinien wiedzieć, jaki dokument odbiera, czy odbiór ma znaczenie dla biegu terminów administracyjnych i gdzie może uzyskać potwierdzenie dokonanej czynności.
Jeśli dokument zawiera decyzję administracyjną, której skutki budzą wątpliwości, nie należy automatycznie zakładać, że wadliwy sposób doręczenia pozwala bezpiecznie zignorować termin na odwołanie.
Najrozsądniej niezwłocznie wyjaśnić sprawę z organem i – jeżeli jest to konieczne – podjąć odpowiednie czynności procesowe.
Spór o doręczenie może zostać rozstrzygnięty dopiero po analizie konkretnych okoliczności.
Nie istnieje ogólna zasada, zgodnie z którą wszystkie dokumenty odebrane z urzędomatu są prawnie nieskuteczne.
Tak samo nie istnieje zasada, według której otwarcie skrytki automatycznie oznacza prawidłowe doręczenie każdego rodzaju pisma.
Państwo nie może być tylko tak nowoczesne, jak jego urządzenia
Urzędomaty są ciekawym symbolem zmian zachodzących w administracji publicznej.
Pokazują, że kontakt z urzędem nie musi oznaczać kolejki, papierowego numerka i podporządkowywania dnia godzinom obsługi.
Jednocześnie przypominają o ograniczeniu, którego nie usunie żaden producent automatów.
Prawo administracyjne nie służy wyłącznie organizowaniu pracy urzędników. Określa również gwarancje przysługujące obywatelowi w relacjach z państwem.
Prawidłowe doręczenie decyzji jest jedną z takich gwarancji.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi, czy urzędomaty powinny funkcjonować. Ich użyteczność w określonych sprawach jest już widoczna.
Pytanie brzmi, czy administracja potrafi zapewnić, że za wygodą korzystania z nowych rozwiązań podąża równie wysoka pewność prawa.
Bo dobry urząd to nie tylko taki, w którym dokument można odebrać o drugiej w nocy.
To także taki, w którym obywatel nie musi później udowadniać przed sądem, że wiadomość SMS niekoniecznie była skutecznym doręczeniem decyzji.
Technologia może otworzyć skrytkę w kilka sekund. Zaufanie do państwa wymaga czegoś więcej: jasnych zasad, odpowiedzialności i pewności, że prawa obywatela nie zależą od sposobu działania automatu. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy





