Czy można jeszcze bardziej ośmieszyć powagę obrad samorządu? Okazuje się, że tak. W Zawoni Rada Gminy spotyka się wtedy, gdy… w kościele nie ma imprez. Cytat z ust przewodniczącej: „Pani radna, tylko w czwartki nie ma spotkań w kościele. Bardzo prozaicznie”.
Dla pełnego obrazu warto dodać, że pani wójt broniła tego kuriozalnego harmonogramu argumentem, że „idzie na rękę radnym”, bo dzięki temu komisje i sesja odbywają się jednego dnia. W praktyce wygląda to tak: godzina 9:00 – szybciutka komisja, godzina 11:00 – sesja. Wszystko w biegu, na skróty, byle zmieścić się w rytmie urzędu i „nie brać dwóch dni urlopu”.
No i jeszcze seniorzy. Sala, w której odbywają się obrady, powstała specjalnie dla nich. Nikt tego nie kwestionuje – dobrze, że mają swoje miejsce. Ale czy naprawdę powaga uchwał, które decydują o milionach złotych, o inwestycjach i życiu mieszkańców, ma być spychana na bok, bo „czwartki są dniem seniorów”? To przecież rada gminy przyznawała środki na stworzenie tej sali. Bez radnych nie byłoby ani sali, ani „czwartkowych spotkań”.
Dodajmy, że w Kielcach sąd już wydał wyrok – komisje nie mogą obradować wspólnie. I choć formalnie nie obowiązuje on wszystkich województw, to wskazuje standard przyzwoitej pracy samorządu. Ale w Zawoni logika jest inna: radni mają być wdzięczni, że mogą głosować między „imprezami kościelnymi” a planem zajęć seniorów.
Demokracja? Otwarta debata publiczna? Szacunek dla mandatu mieszkańców? Nie, to raczej teatrzyk, w którym kalendarz liturgiczny i grafiki sal decydują o tym, kiedy można podejmować decyzje dotyczące całej gminy.
Na koniec warto przypomnieć: sesje rady odbywają się raz w miesiącu. Raz. Czy naprawdę tak trudno zapewnić radnym i mieszkańcom normalne warunki obrad, bez tłumaczenia się, że „w czwartki nie ma imprez w kościele”?
Autor: Rafał Chwaliński







