Wstydliwe przemówienia starosty? Zapłacone z budżetu, ukryte przed mieszkańcami

starosta na gotowcach
Oceń materiał

Powiat Trzebnicki zapłacił 19 149 zł brutto za przygotowanie przemówień Małgorzaty Matusiak. Starosta potwierdzała wykonanie dzieł, urząd przejął prawa autorskie, ale mieszkańcy nie mogą zobaczyć tego, co kupiono za ich pieniądze. Powiat przekonuje, że teksty były jedynie projektami „występów”. Pozostaje więc pytanie: czy przemówienia istnieją, czy zostały wykorzystane i dlaczego nie mogą ujrzeć światła dziennego?

Starosta mówiła. Ktoś inny pisał. Powiat płacił.

To już nie przypuszczenie ani polityczna plotka. Starostwo Powiatowe w Trzebnicy oficjalnie potwierdziło, że zawierało umowy o dzieło na „sporządzanie treści mów okolicznościowych i przemówień wygłaszanych podczas wydarzeń organizowanych i współorganizowanych przez Powiat Trzebnicki”. Do pierwszej odpowiedzi urząd dołączył umowy oraz odpowiadające im rachunki.

Reklama
Reklama
Reklama

Łącznie chodzi o sześć umów zawartych w latach 2022–2023. Ich wartość wyniosła 19 149 zł brutto, z czego wykonawcy wypłacono łącznie 18 tys. zł. Umowy przewidywały również przeniesienie na powiat autorskich praw majątkowych do przygotowanych utworów.

Na rachunkach potwierdzano wykonanie dzieł. Nie płacono więc za gotowość do napisania przemówienia, luźne konsultacje ani przypadkowe notatki sporządzane na marginesie powiatowej uroczystości. Powiat formalnie przyjął rezultaty umów i wypłacił pieniądze.

Tyle że samych rezultatów nie chce pokazać.

Gotowe przemówienia zmieniły się w projekty

Kiedy padły pierwsze pytania, a następnie Radio DTR, wystąpiło o kopie opłaconych tekstów, urząd zmienił sposób ich opisywania.

W pierwszej odpowiedzi były to:

„treści mów okolicznościowych i przemówień”.

W kolejnych pismach stały się:

  • projektami;
  • propozycjami;
  • dokumentami wewnętrznymi;
  • materiałami przygotowawczymi;
  • elementami „występu” okolicznościowego.

Powiat sam przyznał, że umowy o dzieło miały charakter umów rezultatu i jednocześnie stanowiły umowy o udzielenie zamówienia publicznego. Następnie rozpoczął wielostronicowe dowodzenie, że rezultat takiej umowy niekoniecznie musi być informacją publiczną.

W ten sposób powstała osobliwa konstrukcja: rezultat był dostatecznie konkretny, aby zapłacić za jego wykonanie i przejąć prawa autorskie, ale stał się zbyt nieoficjalny, gdy mieszkańcy chcieli go przeczytać. ilustracja artykulu starosta na gotowcach ilustracja artykułu starosta na gotowcach

Starosta jako organ czy osoba występująca na scenie?

Najbardziej zaskakujący fragment urzędowego uzasadnienia dotyczy rozróżnienia pomiędzy „wystąpieniem” organu a „występem” okolicznościowym.

Zdaniem starostwa przemówienie podczas jubileuszu szkoły, święta państwowego, dożynek albo uroczystości zespołu ludowego nie musi być działaniem starosty jako organu. Może być jedynie „występem”, podczas którego gospodarz lub gość wygłasza podziękowanie, przypomina historię zespołu, cytuje literaturę albo recytuje wiersz.

Urząd twierdzi, że projekt mowy nie wiązał Małgorzaty Matusiak, ponieważ mogła wygłosić go według własnego uznania. Porównał nawet tekst przemówienia do projektu decyzji, który nie staje się oficjalny przed podpisaniem.

Tyle że starosta mogła zmienić słowo, skrócić akapit albo dodać własne zdanie. Nie odpowiada to jednak na podstawowe pytanie:

Co dokładnie wykonawca przekazał powiatowi, a starosta odebrała jako prawidłowo wykonane dzieło?

Bo możliwość poprawienia gotowego tekstu nie powoduje, że tekst przestaje istnieć.

Czy przemówienia padły publicznie?

Powiat nie prowadzi ewidencji konkretnych przemówień wygłaszanych podczas poszczególnych wydarzeń. Urząd odsyła jedynie do swojej strony internetowej oraz mediów społecznościowych.

To oznacza, że na podstawie udzielonych odpowiedzi nie można ustalić:

  • ile przemówień powstało w ramach każdej umowy;
  • jakich wydarzeń dotyczyły;
  • które z nich zostały wygłoszone;
  • czy starosta użyła całości tekstu, jego fragmentów, czy żadnej części;
  • kto i w jaki sposób sprawdził wykonanie zamówienia;
  • gdzie przechowywane są utwory, do których powiat nabył prawa.

Nie są to pytania o stylistyczne upodobania Małgorzaty Matusiak. To pytania o gospodarowanie pieniędzmi i majątkiem publicznym.

Publiczne słowa, prywatna cisza

Jeżeli przemówienia przygotowano dla starosty występującej podczas wydarzeń organizowanych lub współorganizowanych przez powiat, trudno traktować je jak prywatne listy, osobiste zapiski albo przemowy wygłaszane podczas rodzinnego obiadu.

Powstały:

  • na zamówienie publicznego urzędu;
  • za pieniądze pochodzące z budżetu;
  • dla osoby pełniącej funkcję publiczną;
  • na wydarzenia związane z działalnością powiatu;
  • z przeniesieniem autorskich praw majątkowych na powiat.

Nie są zatem własnością prywatną starosty tylko dlatego, że to ona stanęła przy mikrofonie.

Jeżeli prawa majątkowe zostały przeniesione na Powiat Trzebnicki, utwory stanowią składnik pozostający w dyspozycji publicznej osoby prawnej. Powiat może oczywiście korzystać z przysługujących mu praw, ale powinien również potrafić wykazać, co nabył i w jaki sposób wykorzystał to, za co zapłacił.

Inaczej powstaje wrażenie, że publiczne pieniądze kupiły treści, które następnie zostały zamknięte w prywatnej garderobie osoby je wygłaszającej.

Dobro publiczne zostało sprywatyzowane?

Nie używamy tego określenia jako zarzutu prawnego. Opisujemy rezultat działań urzędu.

Mieszkańcy zapłacili za treści, ale nie mają do nich dostępu. Nie wiedzą, ile ich było, czego dotyczyły ani czy zostały wykorzystane. Nie mogą również ocenić jakości zamówionych dzieł.

Reklama
Reklama

Powiat zachował więc publiczny koszt, lecz odebrał społeczeństwu możliwość poznania efektu.

To swoista prywatyzacja jawności: rachunek jest publiczny, ale towar już nie.

Trzy możliwości. Żadna nie wygląda dobrze

Na podstawie dokumentów można postawić trzy zasadnicze hipotezy.

Przemówienia istnieją i zostały wygłoszone

W takim przypadku należy zapytać, dlaczego treści przedstawione publicznie podczas powiatowych uroczystości mają być ukrywane po ich wygłoszeniu.

Słowa już padły. Publiczność je usłyszała. Tajemnica rozpłynęła się razem z dźwiękiem z mikrofonu. Odmowa pokazania tekstu nie chroni więc procesu przygotowawczego, lecz uniemożliwia porównanie przemówienia z dziełem opłaconym przez urząd.

Przemówienia istnieją, ale nie zostały wykorzystane

Wówczas należy ustalić, dlaczego powiat potwierdził wykonanie dzieł i zapłacił za materiały, które nie były potrzebne albo nie zostały użyte.

Sam fakt niewygłoszenia tekstu nie musi oznaczać niegospodarności. Uroczystość mogła zostać odwołana, program zmieniony, a starosta mogła podjąć decyzję o innym wystąpieniu. Urząd powinien jednak umieć wskazać, co się wydarzyło.

Nie można ustalić, jakie przemówienia powstały

To najpoważniejszy problem organizacyjny.

Jeżeli urząd nie potrafi powiązać rachunków z konkretnymi dziełami i wydarzeniami, pojawia się pytanie, na jakiej podstawie potwierdzono wykonanie umów oraz zgodność przekazanych materiałów z zamówieniem.

Nie ma dziś podstaw, aby twierdzić, że praca była fikcyjna. Nie można jednak także zakazać zadawania takiego pytania, skoro urząd nie pokazuje rezultatu, nie wskazuje liczby utworów i nie prowadzi ewidencji ich wykorzystania.

Najprostszym sposobem przecięcia wszelkich podejrzeń byłoby ujawnienie tekstów.

Czy przemówienia są aż tak wstydliwe?

Może są znakomite. Może wykonawca pisał barwnie, sprawnie i ze znajomością historii powiatu. Może publiczne pieniądze wydano rozsądnie, a mieszkańcy otrzymali dzięki temu dobrze przygotowane wystąpienia.

Ale skoro urząd ich nie pokazuje, społeczeństwo nie może tego ocenić.

Może też okazać się, że były to sztampowe zestawy podziękowań, patetycznych deklaracji i cytatów, które dałoby się przygotować w urzędzie bez dodatkowych wydatków.

Może wreszcie treści były dla starosty na tyle politycznie lub wizerunkowo niewygodne, że dziś lepiej pozostawić je w archiwalnej ciemności.

Każde z tych wyjaśnień pozostaje hipotezą. Dokumentem jest natomiast rachunek.

Opinia prawna zamiast przemówień

Po kolejnym wniosku urząd przedłużył termin odpowiedzi do 27 stycznia 2026 roku. Jako powód wskazał konieczność uzyskania opinii prawnej i ewentualnego zgromadzenia dokumentacji.

Miesiąc później powstały dwie obszerne odpowiedzi, w których przytoczono liczne wyroki dotyczące dokumentów wewnętrznych, opinii prawnych, korespondencji oraz projektów decyzji.

Powiat poświęcił więc znaczny wysiłek na wyjaśnienie, dlaczego nie pokaże tekstów. Nadal nie odpowiedział jednak jasno:

Ile przemówień kupił?

Cztery strony wyroków sądowych nie zastępują czterech zdań zawierających podstawowe dane o wykonaniu umów.

Pytania, na które starostwo powinno odpowiedzieć

Radio DTR kieruje do Starosty Trzebnickiego następujące pytania:

  1. Ile tekstów powstało w ramach każdej z sześciu umów?
  2. Jakie były tytuły lub tematy przygotowanych przemówień?
  3. Do jakich wydarzeń je zamówiono?
  4. Kto odbierał każde dzieło i sprawdzał jego wykonanie?
  5. W jakiej formie przekazywano teksty: papierowej, elektronicznej czy e-mailowej?
  6. Gdzie obecnie są przechowywane?
  7. Które przemówienia zostały wygłoszone przez Małgorzatę Matusiak?
  8. Czy zachowały się wersje ostateczne użyte podczas wydarzeń?
  9. Dlaczego powiat nie udostępnia tekstów, do których nabył prawa majątkowe?
  10. Czy wykonawca otrzymywał wynagrodzenie za określoną liczbę utworów, czy jedynie za okres objęty umową?
  11. Jak urząd ustalił, że wszystkie dzieła wykonano prawidłowo?
  12. Czy autor opinii prawnej dotyczącej odmowy udostępnienia tekstów otrzymał wynagrodzenie, a jeżeli tak — w jakiej wysokości?

Mieszkańcy zapłacili. Mieszkańcy mają prawo pytać

Nie twierdzimy, że doszło do popełnienia przestępstwa, fikcyjnego wykonania umowy ani przywłaszczenia utworów przez starostę. Takie ustalenia wymagają dowodów.

Twierdzimy natomiast, że przedstawione przez powiat wyjaśnienia nie odpowiadają na najważniejsze pytania i nie pozwalają skontrolować wydatku.

Powiat zapłacił za dzieła. Starosta potwierdziła ich wykonanie. Powiat przejął prawa autorskie. A gdy mieszkańcy chcą zobaczyć zakupiony rezultat, dowiadują się, że były to jedynie niewiążące projekty „występów”.

Publiczny pieniądz pozostawił ślad na rachunku.

Publiczne słowo — według urzędu — śladu pozostawić nie musiało.

I właśnie dlatego sprawa „Starosty na gotowca” dopiero się zaczyna.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry