10 milionów szkody, 9,72 miliona dotacji i „remiza demonstracyjna”. Stoszowice dostały ogromne pieniądze po powodzi. Pytania dopiero się zaczynają

Oceń materiał

Najpierw była powódź i wycena szkód. Potem pojawił się projekt za ponad 11 mln zł, 9,72 mln zł unijnego dofinansowania i nowa remiza określona w dokumentacji przetargowej jako „budynek demonstracyjny”. Wszystko w gminie, której wieloletnim wójtem był obecny marszałek województwa dolnośląskiego Paweł Gancarz. Nie ma dziś podstaw, by twierdzić, że marszałek „załatwił” swojej dawnej gminie pieniądze. Są jednak bardzo konkretne dokumenty i bardzo konkretne pytania o sposób kwalifikowania, wyceny i wyboru tej inwestycji.

Po powodzi potrzebna jest odbudowa. Z tym trudno dyskutować. Strażacy potrzebują remizy, mieszkańcy bezpieczeństwa, a zniszczona infrastruktura powinna zostać naprawiona.

Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się zwykła „odbudowa”, a zaczyna inwestycja za wiele milionów złotych.

Gmina Stoszowice otrzymała 9,72 mln zł dofinansowania na projekt dotyczący odbudowy infrastruktury OSP. Wartość całego projektu wynosi ponad 11 mln zł. Aktualne postępowanie obejmuje budowę nowej remizy w Stoszowicach, odbudowę obiektu w Budzowie oraz oddzielne zadanie związane z magazynem ochrony ludności i obrony cywilnej. Oficjalna dokumentacja zamówienia potwierdza, że pierwsze dwa zadania korzystają ze środków programu „Fundusze Europejskie na rzecz odbudowy i odporności Dolnego Śląska”.

I tu zaczyna się historia, którą warto czytać bardzo uważnie.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Powódź, szkoda i 10 milionów złotych

Punktem wyjścia jest remiza OSP w Stoszowicach uszkodzona podczas powodzi.

W dokumentacji szkód jej straty miały zostać oszacowane na około 10 mln zł. Następnie gmina przygotowała projekt odbudowy, który nie polega jednak na prostym odtworzeniu tego, co zostało zalane.

Postępowanie prowadzone obecnie przez gminę nosi nazwę:

„Odbudowa i modernizacja remiz OSP w Gminie Stoszowice”.

W samym planie zamówień zapisano natomiast:

„Odbudowa infrastruktury OSP zniszczonej wskutek powodzi w gminie Stoszowice poprzez budowę remizy strażackiej w Stoszowicach oraz odbudowę remizy strażackiej w Budzowie”.

Nie remont.

Nie naprawę.

Budowę remizy.

W dokumentacji przetargowej obiekt w Stoszowicach został dodatkowo określony jako „budynek demonstracyjny”.

A więc mamy już pierwszą zasadniczą różnicę.

Powódź niszczy istniejący obiekt. Publiczne pieniądze trafiają natomiast na przedsięwzięcie prowadzące do powstania nowej infrastruktury.

Samo w sobie nie oznacza to niczego nieprawidłowego. Programy odbudowy po klęskach żywiołowych mogą dopuszczać tzw. build back better — odbudowanie infrastruktury w sposób nowocześniejszy i odporniejszy niż wcześniej.

Ale wtedy pojawia się pytanie:

gdzie przebiega granica między odbudową szkody a sfinansowaniem całkowicie nowej inwestycji?

9,72 miliona złotych. I nie był to zwykły konkurs

To szczególnie istotne, ponieważ pieniądze nie pochodziły z otwartego konkursu, w którym kilkadziesiąt gmin przedstawia projekty, dostaje punkty, a następnie najlepsze przedsięwzięcia wygrywają.

Projekt realizowany jest w ramach naboru niekonkurencyjnego FEDS 13.01.

To oznacza inny mechanizm wyboru inwestycji.

Gmina nie rywalizowała po prostu z wszystkimi zainteresowanymi samorządami Dolnego Śląska w klasycznym konkursie. Projekty dopuszczone do takiego trybu są wcześniej identyfikowane zgodnie z mechanizmem programu.

I właśnie dlatego tak istotne staje się pytanie nie tylko:

czy wniosek Stoszowic spełniał kryteria?

ale również:

w jaki sposób projekt Stoszowic znalazł się wśród przedsięwzięć przeznaczonych do finansowania w tym właśnie trybie?

To zasadnicza różnica.

Najciekawszy zapis znajduje się jednak gdzie indziej

W kryteriach dotyczących odbudowy po powodzi znajduje się mechanizm, który powinien zainteresować nie tylko dziennikarzy, ale również każdego podatnika.

Program dopuszcza, aby odbudowywana infrastruktura została wykonana w szerszym zakresie niż bezpośrednie skutki szkody. Jest to uzasadniane m.in. zwiększeniem odporności na przyszłe katastrofy oraz poprawieniem funkcjonalności infrastruktury.

To logiczne.

Jeżeli odbudowujemy most, który został zniszczony przez wodę, nie ma większego sensu odbudowywać go w identycznej formie, jeżeli wiadomo, że następna powódź zniszczy go ponownie.

Problem znajduje się jednak poziom niżej.

Zgodnie z kryteriami programu wartość wydatków kwalifikowalnych projektu nie musi odpowiadać szacunkowej wartości szkody zapisanej w protokole. Wycena szkody jest bowiem traktowana jako wartość wstępna i szacunkowa.

I właśnie tutaj powstaje najważniejsze pytanie całej sprawy.

Jeżeli protokół mówi o 10 mln zł szkody, ale ta kwota nie jest następnie traktowana jako ekonomiczna granica odbudowy, to:

kto później ustala, ile naprawdę kosztowało usunięcie skutków powodzi, a ile jest już kosztem rozwoju nowej infrastruktury?

Bo „projekt spełnił kryteria” nie odpowiada na to pytanie.

W Stoszowicach nowa remiza. W Budzowie odbudowa

Dokumentacja przetargowa pomaga zobaczyć skalę przedsięwzięcia.

Zamówienie podzielono na trzy części.

Pierwsza obejmuje budowę remizy strażackiej w Stoszowicach.

Druga — odbudowę remizy w Budzowie.

Trzecia — modernizację budynku w Budzowie na potrzeby magazynu ochrony ludności i obrony cywilnej.

Oficjalne ogłoszenie wskazuje, że projekt jest współfinansowany z programu FEDS w ramach priorytetu dotyczącego odbudowy po powodzi.

Lokalne informacje dotyczące przetargu potwierdzają natomiast, że kwota 9,72 mln zł dotyczy pierwszych dwóch części, natomiast trzecie zadanie wymaga osobnego finansowania i bez uzyskania dodatkowych środków nie zostanie wykonane.

To ważne doprecyzowanie.

Nie można więc uczciwie napisać, że wszystkie elementy obecnego trzyczęściowego przetargu finansowane są z tej jednej dotacji.

Można natomiast zapytać:

ile dokładnie z 9,72 mln zł przypada na nową remizę w Stoszowicach, a ile na Budzów?

Bez kosztorysu inwestorskiego nie znamy jeszcze odpowiedzi.

A teraz pojawia się Paweł Gancarz

I tutaj sprawa nabiera wymiaru publicznego, którego nie da się pominąć.

Paweł Gancarz był wójtem gminy Stoszowice od 2014 r. do momentu objęcia stanowiska wiceministra infrastruktury pod koniec 2023 r.

Od 2000 r. działa w OSP Stoszowice.

Obecnie jest również wiceprezesem dolnośląskich struktur Związku OSP RP.

Od 21 maja 2024 r. jest natomiast marszałkiem województwa dolnośląskiego. Wszystkie te informacje podaje oficjalna strona urzędu marszałkowskiego.

To nie dowodzi żadnego wpływania na przyznanie środków.

Ale tworzy sytuację, która wymaga szczególnie wysokiego standardu przejrzystości.

Bo pieniądze pochodzą z programu zarządzanego na poziomie województwa, którym kieruje obecnie człowiek przez lata związany dokładnie z tą gminą i dokładnie z tą jednostką OSP.

Dlatego sprawa nie może kończyć się komunikatem:

„wszystko odbyło się zgodnie z procedurą”.

To dopiero początek.

Chcemy zobaczyć, kto podejmował decyzje

Najważniejsze jest teraz ustalenie kilku bardzo prostych faktów.

Czy marszałek Paweł Gancarz uczestniczył w posiedzeniu Zarządu Województwa, podczas którego podejmowano decyzje dotyczące tego projektu?

Czy brał udział w głosowaniu?

Czy wyłączył się z procedowania sprawy dotyczącej gminy, której jeszcze niedawno był wójtem i OSP, z którą jest związany od lat?

Czy sporządzono dokument dotyczący potencjalnego konfliktu interesów?

Czy projekt został wskazany do trybu niekonkurencyjnego przed objęciem przez niego funkcji marszałka, czy później?

To są pytania możliwe do rozstrzygnięcia dokumentami.

Nie ocenami.

Jeszcze jedno: odbudowujemy w miejscu, które już zalało?

Program odbudowy po powodzi ma nie tylko naprawiać zniszczenia.

Ma również zwiększać odporność infrastruktury.

Dlatego szczególnie interesująca jest lokalizacja nowej remizy.

Jeżeli nowy obiekt powstaje w miejscu poprzedniego, należy odpowiedzieć na pytanie:

jakie dokładnie rozwiązania sprawią, że historia z 2024 r. nie powtórzy się podczas następnej dużej wody?

Nie wystarczy napisać: „budynek będzie odporny”.

Trzeba pokazać:

poziom posadowienia, zabezpieczenia, model zagrożenia powodziowego, dokumentację hydrologiczną i analizę alternatywnej lokalizacji.

Zwłaszcza jeśli mówimy o obiekcie, który w sytuacji kryzysowej powinien być jednym z miejsc najbezpieczniejszych w całej miejscowości.

Remiza strażacka zalana podczas powodzi to nie tylko zniszczony budynek.

To utrata fragmentu infrastruktury ratowniczej właśnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna.

Dzisiaj wydarzyło się coś jeszcze

Termin składania ofert w postępowaniu dotyczącym remiz upływał 17 września 2026 r.

Platforma e-Zamówienia wskazywała godzinę 8:00 jako termin składania ofert i 8:30 jako termin ich otwarcia.

A więc wykonawcy właśnie powiedzieli gminie, ile według rynku ta inwestycja naprawdę kosztuje.

To może okazać się jednym z najważniejszych dokumentów całej historii.

Bo projekt można wycenić na papierze na 11 mln zł.

Ale później pojawia się rynek.

Jeżeli oferenci zejdą znacząco poniżej kosztorysu, powstanie pytanie o sposób szacowania inwestycji.

Jeżeli oferty będą oscylowały wokół kosztorysu, będzie to ważny argument potwierdzający jego rynkową realność.

Dlatego poczekajmy na liczby.

One nie mają partyjnych legitymacji.

I właśnie dlatego nie napiszemy: „marszałek dał swoim 10 milionów”

Byłoby efektownie.

Tyle że na razie nie wiemy, czy byłoby prawdziwie.

A nas interesuje odwrotna kolejność.

Najpierw dokument.

Potem wniosek.

Wiemy natomiast już teraz, że:

gmina, którą przez lata kierował obecny marszałek województwa, otrzymała 9,72 mln zł na odbudowę infrastruktury OSP;

marszałek jest od ponad dwóch dekad związany z OSP Stoszowice;

projekt realizowany jest w trybie niekonkurencyjnym;

w Stoszowicach nie będzie jedynie remontowany stary obiekt — powstaje nowa remiza;

wartość projektu przekracza 11 mln zł;

a mechanizm programu pozwala na odbudowę w zakresie większym niż pierwotna szkoda.

To wystarczy, żeby zadawać pytania.

Bardzo konkretne.

Dziesięć milionów szkody — ale jak to policzono?

I to może być najważniejsze pytanie ze wszystkich.

Jeżeli ktoś wpisuje do oficjalnego protokołu:

10 000 000 zł szkody,

to powinien istnieć dokument pokazujący, skąd ta liczba się wzięła.

Nie „około”.

Nie „szacunkowo”.

Nie „tak wyszło komisji”.

Chcemy zobaczyć pozycje.

Ściany — ile?

Instalacje — ile?

Konstrukcja — ile?

Wyposażenie — ile?

Dach — ile?

Technologia — ile?

I jaka była wartość całego budynku przed powodzią.

Bo dopiero wtedy można odpowiedzieć na najbardziej niewygodne pytanie tej historii:

Czy powódź spowodowała szkody warte 10 mln zł, czy protokół szkód stał się przepustką do projektu wartego ponad 11 mln zł?

Na tę chwilę nie przesądzamy odpowiedzi.

Ale chcemy zobaczyć rachunek.

Radio DTR wystąpi o dokumenty

Dlatego sprawy nie zamykamy.

Wystąpimy o:

pełny protokół szacowania szkód remizy w Stoszowicach wraz z załącznikami i metodologią wyceny; kosztorys inwestorski oraz kosztorysy dotyczące poszczególnych części przedsięwzięcia; kompletny wniosek o dofinansowanie FEDS; analizę odporności inwestycji na powódź; dokumenty dotyczące wskazania projektu do trybu niekonkurencyjnego; uchwały i protokoły Zarządu Województwa związane z projektem oraz informacje pozwalające ustalić udział poszczególnych członków zarządu w procedurze.

Poprosimy również o informację, czy w związku z wcześniejszymi związkami Pawła Gancarza z gminą Stoszowice i OSP Stoszowice zastosowano jakiekolwiek procedury dotyczące konfliktu interesów albo wyłączenia z podejmowania decyzji.

I oczywiście sprawdzimy wyniki otwarcia ofert.

Bo wtedy na jednym stole znajdą się trzy liczby:

wartość szkody, kosztorys urzędu i cena rynku.

Dopiero zestawienie tych trzech wartości pokaże nam, czym naprawdę jest ta inwestycja.

Odbudową.

Rozbudową.

Czy może jednym i drugim jednocześnie.


Puenta

Po wielkiej wodzie trzeba odbudowywać szybko.

Ale im większa jest katastrofa i im więcej publicznych pieniędzy przeznacza się na jej skutki, tym ważniejsze staje się inne słowo:

przejrzystość.

Bo 9,72 mln zł to nie jest worek pieniędzy znaleziony pod remizą.

To pieniądze publiczne.

A przy publicznych milionach pytanie:

„dlaczego właśnie tyle?”

nie jest atakiem.

Jest obowiązkiem.

Radio DTR będzie tę sprawę dalej dokumentować.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.