Minęło tysiąc dni od powstania rządu Donalda Tuska. To wystarczająco długo, żeby przestać rozliczać gabinet wyłącznie z obietnic i zacząć rozliczać go z rzeczywistości.
Ale jest też druga strona tego rachunku.
Bo przez te tysiąc dni rząd nie działał sam. Był parlament, opozycja, przez część kadencji prezydent Andrzej Duda, a później Karol Nawrocki. Były głosowania PiS i Konfederacji. Były prezydenckie weta. Były konflikty wewnątrz samej koalicji.
Dlatego zdanie „rząd nic nie zrobił” jest równie mało warte analitycznie jak rządowe przekonywanie, że niemal wszystko idzie zgodnie z planem.
Spróbujmy więc inaczej.
Bez partyjnych okularów.
Co rzeczywiście zostało zrobione? Co się nie udało? Co koalicja zawaliła sama? Co zatrzymał prezydent? Przeciw czemu głosowała opozycja? I w jakim stanie państwo przejął Donald Tusk po Mateuszu Morawieckim?
Tysiąc dni nie zaczęło się od pustej kartki
To pierwszy fakt, o którym w polskiej polityce bardzo łatwo zapomnieć.
13 grudnia 2023 roku Polska nie została wyłączona, sformatowana i uruchomiona ponownie z nowym premierem.
Donald Tusk przejął państwo z jego zobowiązaniami, kontraktami, długami, programami, rozpoczętymi inwestycjami i problemami.
Dlatego nie można dzisiaj przypisywać obecnemu rządowi każdego kilometra drogi, każdej inwestycji wojskowej czy każdego projektu, który został rozpoczęty wcześniej.
Ale działa to również w drugą stronę.
Nie można po tysiącu dniach tłumaczyć każdego problemu zdaniem: „bo PiS”.
Spadek po poprzednikach może tłumaczyć punkt startowy. Po blisko trzech latach coraz słabiej tłumaczy miejsce, w którym państwo znajduje się obecnie.
Gospodarka: ani ruina po PiS, ani gospodarczy cud Tuska
Rok 2023, ostatni pełny rok rządów Zjednoczonej Prawicy, zakończył się bardzo słabym wzrostem gospodarczym. PKB wzrosło realnie jedynie o około 0,2 proc.
Później sytuacja się poprawiła. W 2024 roku gospodarka wzrosła o 3 proc., a według GUS w 2025 roku o 3,6 proc. W 2025 roku konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła o 3,7 proc., a inwestycje w środki trwałe o 4,2 proc.
To jest zmiana rzeczywista.
Nie oznacza jednak, że Donald Tusk osobiście „uruchomił gospodarkę”. Na wzrost wpływają koniunktura europejska, stopy procentowe, płace, konsumpcja, inwestycje publiczne, eksport, ceny energii i dziesiątki innych czynników.
Podobnie było wcześniej z inflacją. Nie cała inflacja była „winą Morawieckiego” i nie cały jej późniejszy spadek jest „zasługą Tuska”.
Można natomiast powiedzieć coś prostszego: Polska wyszła z gospodarczej stagnacji 2023 roku i wróciła do wyraźnego wzrostu.
To fakt.
Ale rachunek finansów publicznych jest znacznie mniej wygodny
I tutaj rząd powinien odłożyć materiały promocyjne na bok.
W 2025 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł według GUS 283,969 mld zł, czyli 7,3 proc. PKB.
Dług sektora osiągnął 2,335 bln zł, czyli 59,7 proc. PKB.
To bardzo wysokie wartości.
Część zwiększonych wydatków wynika z bezpieczeństwa, obronności, świadczeń społecznych, wynagrodzeń w sektorze publicznym i finansowania inwestycji. To jednak nie powoduje, że problem znika.
Rząd może mieć dobre argumenty, dlaczego wydaje więcej.
Nie może jednak udawać, że nie wydaje.
Dlatego bilans 1000 dni musi zawierać jednocześnie dwa zdania:
gospodarka przyspieszyła oraz finanse publiczne pozostają poważnym problemem.
Jedno drugiego nie wyklucza.
Morawiecki zostawił jeszcze jeden rachunek, którego nie było dobrze widać w budżecie
Najwyższa Izba Kontroli bardzo krytycznie oceniała sposób prowadzenia finansów publicznych pod koniec rządów PiS.
W 2023 roku poprzez fundusze obsługiwane przez Bank Gospodarstwa Krajowego sfinansowano zadania za ponad 130 mld zł. Zadłużenie tych funduszy na koniec 2023 roku wyniosło 277 mld zł.
NIK zwracała uwagę, że znaczna część gospodarki finansowej państwa była prowadzona poza właściwym budżetem i poza normalną kontrolą parlamentarną.
To jest jeden z najważniejszych elementów spadku po rządzie Mateusza Morawieckiego.
Nie samo hasło „zadłużenie”.
Problem polegał również na tym, gdzie i w jaki sposób tworzono zobowiązania państwa.
Ale obecna władza także nie może już zasłaniać się wyłącznie poprzednikami. Mechanizm funduszy pozabudżetowych nie zniknął natychmiast po zmianie rządu.
I właśnie dlatego oba fakty powinny znaleźć się obok siebie.
KPO: tutaj zmiana rządu przyniosła wymierny rezultat
Jedną z najłatwiejszych rzeczy do zmierzenia są środki z Krajowego Planu Odbudowy.
Pod koniec rządów PiS Polska miała zatwierdzony KPO, ale zasadnicza część wypłat pozostawała związana ze sporem dotyczącym praworządności i realizacji uzgodnionych kamieni milowych.
Po zmianie rządu proces wypłat został uruchomiony.
Można dyskutować, czy rząd poczynił przy tym zbyt daleko idące ustępstwa wobec Komisji Europejskiej. Można krytykować sposób wydawania części pieniędzy.
Nie można natomiast twierdzić, że w tej sprawie nic się nie zmieniło.
Zmieniło się — i to da się policzyć w miliardach euro.
Podobnie w maju 2024 roku Komisja Europejska zakończyła prowadzoną wobec Polski procedurę z art. 7.
To nie oznacza, że wszystkie problemy polskiego sądownictwa zniknęły. Nie zniknęły.
KRS, Trybunał Konstytucyjny, status części sędziów i spory dotyczące prokuratury pozostają nierozwiązane.
Czyli znowu: odblokowanie relacji z UE – tak. Zakończenie reformy państwa prawa – nie.
In vitro: tutaj trudno dyskutować z rezultatem
Publiczne finansowanie in vitro wróciło 1 czerwca 2024 roku.
Według danych Ministerstwa Zdrowia do końca lipca 2026 roku dzięki programowi urodziło się 16 722 dzieci, a potwierdzono ponad 32 tys. ciąż klinicznych.
Można być przeciwnikiem tej metody z powodów światopoglądowych. To prawo każdego obywatela.
Ale nie można powiedzieć, że program „niczego nie zmienił”.
Zmienił życie tysięcy rodzin.
I tutaj warto przypomnieć rolę opozycji. Konfederacja należała do ugrupowań konsekwentnie sprzeciwiających się finansowaniu in vitro z budżetu.
To właśnie przykład, dlaczego w bilansie rządu trzeba pokazywać nie tylko jego decyzje, ale również głosowania tych, którzy dzisiaj przekonują, że „nic nie zrobiono”.
Renta wdowia: ponad milion osób
Kolejnym rozwiązaniem, którego nie można wymazać z bilansu, jest renta wdowia.
Wypłaty ruszyły 1 lipca 2025 roku. Według Ministerstwa Rodziny po roku z dodatkowego wsparcia korzystało już ponad milion osób. Średnie dodatkowe świadczenie wynosiło ponad 350 zł miesięcznie.
Można dyskutować, czy wysokość świadczenia jest wystarczająca i czy pierwotne oczekiwania były większe.
Ale znowu: program istnieje, pieniądze są wypłacane, beneficjentów można policzyć.
To nie jest konferencja prasowa.
Aktywny Rodzic – i bardzo ciekawe głosowanie Konfederacji
Program Aktywny Rodzic obejmuje trzy formy wsparcia rodzin z dziećmi od 12. do 35. miesiąca życia: „Aktywnie w żłobku”, „Aktywni rodzice w pracy” i „Aktywnie w domu”.
Przy końcowym głosowaniu nad ustawą zdecydowana większość Sejmu była za.
Przeciw zagłosowali obecni posłowie Konfederacji.
To ważne nie dlatego, że mamy za to kogokolwiek potępiać.
Warto jednak pamiętać o takich głosowaniach wtedy, kiedy później słyszymy ogólne hasło, że rząd „nie zrobił nic dla rodzin”.
Można uważać program za zły.
Można uważać go za zbyt drogi.
Można proponować coś innego.
Ale to już jest zupełnie inna dyskusja niż twierdzenie, że niczego nie wprowadzono.
Samorządy: cicha reforma, o której mówi się zadziwiająco mało
Jedną z mniej medialnych, ale ustrojowo ważnych zmian jest reforma finansowania samorządów.
Od 2025 roku zmienił się sposób ustalania ich dochodów z PIT i CIT.
W samym 2025 roku dochody JST z PIT wyniosły około 174,1 mld zł. Na 2026 rok zaplanowano 193,8 mld zł.
Samorządy otrzymują obecnie większą część dochodów podatkowych bezpośrednio, zamiast w takim stopniu zależeć od transferów przyznawanych przez rząd centralny.
Nie oznacza to końca problemów finansowych gmin i powiatów.
Ale jest to reforma, którą po tysiącu dniach trzeba wpisać do bilansu.
Szczególnie warto będzie policzyć jej skutek dla konkretnych gmin naszego regionu.
I teraz problem rządu: obietnice
Bo jeśli ktoś chce powiedzieć, że wszystko przebiega zgodnie z planem, powinien najpierw otworzyć program „100 konkretów”.
Demagog po dwóch latach rządów oceniał, że w pełni wykonano zaledwie 17 spośród 100 zapowiedzi. Kolejnych 35 uznano za częściowo zrealizowane, 43 pozostawały niezrealizowane, a pięć było zamrożonych wskutek decyzji prezydenta.
To jest bardzo poważny rachunek.
Wśród nadal niezrealizowanych pozostawały między innymi obietnice dotyczące kwoty wolnej od podatku w wysokości 60 tys. zł, Funduszu Kościelnego, handlu w niedziele, części zmian w ochronie zdrowia czy rozliczeń poprzedniej władzy.
I tego nie można zrzucić na Nawrockiego.
Część tych spraw ugrzęzła wcześniej.
Część rozbiła się o różnice pomiędzy KO, PSL, Polską 2050 i Lewicą.
Część po prostu nie została wykonana.
Aborcja jest najprostszym przykładem
W tej sprawie przez długi czas nie było większości nawet wewnątrz koalicji rządzącej.
Nie można więc dzisiaj napisać:
„Nie udało się, bo prezydent Nawrocki”.
Nie.
Najpierw nie udało się zbudować wystarczającego porozumienia w samym obozie rządzącym.
To jedna z najbardziej widocznych różnic pomiędzy obietnicą wyborczą a możliwościami koalicyjnego rządu.
Ochrona zdrowia również nie daje powodów do prostych opowieści o sukcesie
Tu nie wystarczy uruchomienie kilku programów.
System nadal zmaga się z problemami finansowymi, dostępnością świadczeń, kolejkami i sytuacją części szpitali.
To jeden z tych obszarów, w których po 1000 dniach wyborca ma prawo powiedzieć:
dobrze, ale kiedy odczuję tę zmianę jako pacjent?
I nie jest to pytanie partyjne.
Jest to pytanie człowieka próbującego dostać się do specjalisty.
Nawrocki: prezydent, który podpisuje i wetuje
Po objęciu urzędu przez Karola Nawrockiego konflikt pomiędzy rządem a Pałacem Prezydenckim wyraźnie się zaostrzył.
Ale nieuczciwe byłoby pisanie, że prezydent „blokuje wszystko”.
Nie blokuje.
Podpisuje wiele ustaw.
Jednocześnie korzysta z prawa weta znacznie częściej, niż rząd chciałby zaakceptować.
Na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta znajduje się już długa lista zawetowanych ustaw. Dotyczyły między innymi likwidacji CBA i nowego systemu koordynacji antykorupcyjnej, rynku kryptoaktywów, prawa oświatowego, statusu osoby najbliższej w związku, transportu publicznego, ochrony środowiska czy energetyki.
17 lipca 2026 roku Nawrocki podpisał dziewięć ustaw, ale zawetował między innymi ustawę dotyczącą statusu osoby najbliższej w związku i umowy o wspólnym pożyciu.
2 lipca podpisał kolejnych pięć ustaw, jednocześnie wetując dwie.
To dobrze pokazuje problem.
Prezydent nie jest maszyną do automatycznego wetowania wszystkiego.
Ale stał się realnym ośrodkiem, który może zatrzymywać elementy programu parlamentarnej większości.
I dlatego nie wystarczy liczyć wet
Znacznie ważniejsze jest pytanie:
co konkretnie każde z nich zatrzymało?
Bo w jednym przypadku weto może powstrzymywać niewielką zmianę techniczną.
W innym może zablokować cały mechanizm reformy.
A jeszcze w innym prezydent może mieć merytoryczne zastrzeżenia do źle napisanej ustawy.
Jeżeli chcemy rzetelnie oceniać Nawrockiego, musimy badać każde ważniejsze weto oddzielnie.
Nie wystarczy wielki czerwony licznik.
PiS ma problem z pamięcią
Prawo i Sprawiedliwość ma pełne prawo krytykować obecny rząd.
Ale krytyka staje się znacznie ciekawsza, kiedy obok niej położymy dane z ostatniego pełnego roku rządów Mateusza Morawieckiego.
W 2023 roku wzrost PKB wyniósł około 0,2 proc.
Inflacja średnioroczna pozostawała bardzo wysoka.
Finanse państwa były w coraz większym stopniu prowadzone poprzez fundusze znajdujące się poza klasycznym budżetem.
Zasadnicze pieniądze z KPO pozostawały zablokowane.
Polska pozostawała objęta procedurą z art. 7.
To nie oznacza, że państwo było ruiną.
Nie było.
Ale też nie był to kraj pozostawiony następcom bez poważnych problemów.
Dlatego były premier Mateusz Morawiecki może dzisiaj rozliczać Tuska.
Tusk ma jednak pełne prawo położyć obok tego rozliczenia rachunek, który otrzymał 13 grudnia 2023 roku.
Rozwój Plus również nie zaczyna historii od zera
To szczególnie ciekawe w przypadku nowego politycznego otoczenia Mateusza Morawieckiego.
Można dzisiaj budować nową formację, zmieniać akcenty programowe i krytykować zarówno rząd, jak i dotychczasowych partnerów politycznych.
Nie można jednak odciąć życiorysu politycznego nożyczkami.
Ludzie tworzący dziś nowe środowiska uczestniczyli wcześniej w podejmowaniu decyzji rządu PiS.
Dlatego oceniając ich dzisiejsze recepty gospodarcze czy instytucjonalne, warto zestawiać je z decyzjami, które podejmowali wtedy, gdy sami mieli władzę.
Nie jako argument: „nie wolno wam mówić”.
Przeciwnie.
Mówcie.
Ale wyborca ma prawo pamiętać.
Konfederacja: najciekawsze są nie konferencje, lecz przycisk w Sejmie
Podobnie warto patrzeć na Konfederację.
Jeżeli partia krytykuje politykę rodzinną, podatkową, zdrowotną czy społeczną rządu, najciekawsze pytanie brzmi:
jak jej posłowie głosowali nad konkretnymi rozwiązaniami?
Nie chodzi o to, żeby wszystkie ustawy popierać.
Opozycja jest właśnie od tego, żeby się sprzeciwiać.
Ale jeżeli partia głosuje przeciw konkretnemu rozwiązaniu, powinna później wyjaśniać, dlaczego proponowane przez nią rozwiązanie byłoby lepsze.
Samo jednoczesne głoszenie „nic nie robią” i głosowanie przeciw temu, co robią, jest materiałem wymagającym dokładniejszej analizy.
I właśnie tak będziemy patrzeć na kolejne głosowania.
Bezpieczeństwo i wojsko pokazują jeszcze inny problem: państwo ma ciągłość
Tu szczególnie źle działa partyjna propaganda.
PiS rozpoczął i podpisał wiele dużych kontraktów zbrojeniowych.
Obecny rząd znaczną część z nich kontynuuje.
Jednocześnie zwiększa wydatki, zawiera nowe umowy oraz rozwija własne programy.
Czy zatem zakup realizowany w 2026 roku jest „sukcesem Tuska” czy „sukcesem PiS”?
Często odpowiedź brzmi:
jednego i drugiego rządu.
Jeden rozpoczął proces.
Drugi go finansuje i realizuje.
Tak właśnie działa państwo, choć partyjnym sztabom bardzo trudno się z tym pogodzić.
Podobnie trzeba patrzeć na atom, część kolei, CPK, drogi i transformację energetyczną.
Po 1000 dniach najuczciwszy bilans jest więc niewygodny dla wszystkich
Rząd Donalda Tuska nie jest rządem, który „nic nie zrobił”.
Odblokowano KPO.
Gospodarka wyraźnie przyspieszyła w stosunku do stagnacyjnego 2023 roku.
Uruchomiono finansowanie in vitro.
Wprowadzono rentę wdowią.
Uruchomiono Aktywnego Rodzica.
Przebudowano system finansowania samorządów.
Podniesiono wcześniej zamrożone wynagrodzenia części sektora publicznego.
Kontynuowano duże inwestycje i programy obronne.
Ale ten sam rząd nie zrealizował dużej części własnych obietnic.
Nie rozwiązał problemów ochrony zdrowia.
Nie doprowadził do końca reformy wymiaru sprawiedliwości.
Nie spełnił wielu sztandarowych zapowiedzi podatkowych.
Nie zbudował porozumienia w części spraw światopoglądowych.
I prowadzi państwo przy bardzo wysokim deficycie.
To także są fakty.
Opozycja również ma swój rachunek
PiS nie może prowadzić rozliczenia obecnej władzy tak, jakby historia Polski rozpoczęła się 13 grudnia 2023 roku.
Konfederacja nie może równocześnie krytykować braku działań i oczekiwać, że nikt nie sprawdzi jej głosowań nad konkretnymi ustawami.
Karol Nawrocki ma konstytucyjne prawo wetować ustawy.
Ale każde weto oznacza również polityczną odpowiedzialność za skutki zatrzymania konkretnych rozwiązań.
I właśnie dlatego po 1000 dniach mamy już dość danych, żeby przestać słuchać samych deklaracji.
Nie pytajmy już: kto jest dobry, a kto zły
Pytajmy:
Co obiecałeś?
Co zrobiłeś?
Jak zagłosowałeś?
Co podpisałeś?
Co zawetowałeś?
I co z tego wszystkiego dostał obywatel?
Bo polityka w Polsce od lat ma jedną niezwykłą właściwość.
Każda partia doskonale pamięta cudze głosowania i zadziwiająco szybko zapomina własne.
Po tysiącu dniach rządu Donalda Tuska przyszedł więc czas, żeby nie ufać pamięci polityków.
Są dokumenty.
Są głosowania.
Są ustawy.
Są dane GUS.
Są raporty NIK.
Są decyzje prezydenta.
I jest rzeczywistość, której nie da się na stałe przykryć ani hasłem „przez osiem lat”, ani hasłem „koalicja 13 grudnia”.
Tysiąc dni to wystarczająco dużo, by każdy zaczął odpowiadać za własny kawałek tego państwa.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.





