Kto tu naprawdę dezinformuje?
Jest taki moment w życiu samorządu, kiedy milczenie przestaje być neutralne, a „sprostowanie” zaczyna pachnieć nie tyle faktami, co nerwowością. Właśnie w tym miejscu znalazł się dziś Ostrów Wielkopolski.
Urząd miasta wyszedł do mieszkańców z komunikatem, który – w założeniu – miał prostować „informacje wprowadzające w błąd”. W praktyce wyszedł tekst, który bardziej myli, niż wyjaśnia. I nie dlatego, że zawiera nieprawdziwe liczby. Tylko dlatego, że operuje półprawdą jako całością narracji.
12 milionów – liczba prawdziwa. Ale czy uczciwa?
Urząd powtarza jak mantrę: „to tylko 12 mln zł, a nie 50 mln”.
Tak, 12 mln zł pojawia się w budżecie jednego roku. To fakt. Tyle że to fakt wyjęty z kontekstu, a budżet – wbrew urzędowym komunikatom – nie jest kartką z kalendarza, tylko ciągiem zobowiązań w czasie.
W dokumentach finansowych miasta (WPF 2026–2048) widać wyraźnie coś, czego w komunikacie już nie ma:
miasto wchodzi w rok 2026 z długiem 230 mln zł,
planuje nowe zobowiązania na 43 mln zł,
deficyt budżetowy przekracza 40 mln zł,
a inwestycje – w tym Park Wodny – są wieloletnie, rozpisane na lata, z konsekwencjami aż do połowy wieku.
To nie są opinie. To są liczby z dokumentu podpisanego przez prezydenta miasta
50 milionów – liczba niewygodna. Więc ją unieważniamy?
Gdy radna mówi o 50 mln zł, nie mówi o jednym przelewie.
Mówi o skali przedsięwzięcia, o sumarycznym obciążeniu finansowym, o efekcie domina w kolejnych latach budżetowych.
Urząd tego nie prostuje. Urząd to unieważnia, zawężając dyskusję do jednego roku i jednego wiersza tabeli. To klasyczna technika:
„Nie kłamie, ale mówi tylko tyle, ile mu wygodne.”
I tu pojawia się pytanie zasadnicze:
Czy to jeszcze obrona, czy już dezinformacja?
Dezinformacja nie zawsze polega na podaniu fałszu.
Czasem polega na systematycznym pomijaniu całości obrazu.
Bo jeśli:
mówimy mieszkańcom o 12 mln,
a nie mówimy o 230 mln długu,
jeśli uspokajamy „przesunięciami środków”,
a nie tłumaczymy długofalowych skutków,
to nie informujemy.
My zarządzamy percepcją.
Głosowanie, pomyłka i ton władzy
Wątek „pomyłki radnego” i „bezzasadnych interpretacji” dopełnia obrazu. To już nie jest prostowanie faktów. To jest ocena intencji. A urząd nie jest od oceniania intencji radnych. Od tego są wyborcy.
Instytucja publiczna, która zaczyna pouczać debatę, zamiast ją prowadzić, traci wiarygodność szybciej niż punkt procentowy w WPF-ie.
Kto ma rację?
Radni, gdy mówią o skali i skutkach w czasie.
Urząd, gdy mówi o technicznym wycinku jednego roku.
Problem w tym, że urząd udaje, że tylko ta jedna perspektywa istnieje.
A to już nie jest błąd. To jest strategia komunikacyjna.
Pointa (bez cukru)
Jeśli władza musi bronić się zdaniem:
„apelujemy o rzetelne informowanie opinii publicznej”
to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak.
Bo rzetelność zaczyna się nie od apelu, tylko od pokazania całej prawdy – nawet tej niewygodnej.
A mieszkańcy Ostrowa naprawdę zasługują na więcej niż 12 milionów półprawdy.
Autor: Radio DTR
Źródło informacji Budzęt na 2026 rok/ Facebook







