piątek 2 października 2026
Imieniny: Stanimir, Teofil
01/10/2026Autor

Elfyn Evans ma 230 punktów. Sami Pajari – 213. Oliver Solberg – 209. Między liderem a trzecim kierowcą są tylko 21 punkty, a podczas finałowego Rajdu Sardynii można zdobyć ich 35. Każdy z trzech kierowców Toyoty może po raz pierwszy zostać rajdowym mistrzem świata. I nie jest to jedyna rzecz, która kończy się w ten weekend. Sardynia zamknie także pięcioletnią epokę obecnych samochodów Rally1.

Jeszcze kilka tygodni temu Rajd Sardynii nie miał być finałem sezonu. Po nim pozostawała Arabia Saudyjska. Sytuację zmieniła decyzja FIA i promotora WRC: saudyjska runda została wycofana z kalendarza mistrzostw świata z powodu sytuacji regionalnej i związanych z nią problemów logistycznych.

W jednej chwili październikowa Sardynia przestała być przedostatnim przystankiem sezonu.

Reklama

Stała się jego finałem.

I to finałem, w którym mistrza świata trzeba będzie wyłonić spośród trzech kierowców jednego zespołu.

Evans ma przewagę. Ale 17 punktów to jeszcze nie tytuł

Elfyn Evans przyjechał do Alghero jako lider mistrzostw z dorobkiem 230 punktów. Sami Pajari ma 213, a Oliver Solberg 209.

Matematyka jest najprostsza dla Evansa.

Jeżeli Walijczyk zdobędzie na Sardynii co najmniej 19 punktów, zostanie mistrzem świata niezależnie od tego, czego dokonają jego rywale.

Nie oznacza to jednak, że musi wygrać rajd.

Za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej kierowca otrzymuje 25 punktów, za drugie miejsce 17, za trzecie 15, a kolejne punkty można zdobyć podczas niedzielnej rywalizacji oraz na kończącym zawody Wolf Power Stage.

Dlatego Evans może zapewnić sobie tytuł na kilka sposobów. Drugie miejsce w rajdzie i przynajmniej dwa punkty zdobyte w niedzielę wystarczą. Przy trzeciej pozycji potrzebowałby czterech dodatkowych punktów, a przy czwartej – siedmiu.

Granica jest jednak bardzo wyraźna.

19 punktów – mistrzostwo bez oglądania się na konkurentów.

18 lub mniej – i zaczyna się liczenie wyników Pajariego i Solberga.

Pajari musi nie tylko być szybki. Musi zabrać Evansowi punkty

Sami Pajari traci do lidera 17 punktów.

Żeby wyprzedzić Evansa bez konieczności rozstrzygania remisu, musi zdobyć na Sardynii co najmniej 18 punktów więcej od niego.

To duża różnica jak na pojedynczy rajd.

Fin przyjeżdża jednak do finału sezonu po niezwykłej serii. Wygrał kolejno Rajd Estonii, Rajd Finlandii i Rajd Paragwaju.

Trzy zwycięstwa z rzędu zupełnie zmieniły jego sezon.

Jeszcze bardziej interesujący jest scenariusz maksymalny.

Jeżeli Pajari zgarnąłby pełną pulę 35 punktów, zakończyłby sezon z dorobkiem 248 punktów. Gdyby Evans zdobył wówczas 18 punktów, obaj zakończyliby mistrzostwa z identycznym wynikiem.

I tutaj zaczyna działać kolejny poziom rajdowej matematyki.

O tytule decyduje wtedy między innymi liczba zwycięstw. Pajari ma ich obecnie trzy, Evans dwa. Wygrana Fina na Sardynii oznaczałaby jego czwarte zwycięstwo w sezonie.

Remis punktowy wcale nie musi więc oznaczać remisu w mistrzostwach.

Elfyn Evans (GBR) and Scott Martin (GBR) of team TOYOTA GAZOO RACING WRT seen during Stop 8 of the FIA World Rally Championship 2026 in Lutraki, Greece on June 28, 2026. // Jaanus Ree / Red Bull Content Pool // SI202606280104 // Usage for editorial use only //

Solberg ma najtrudniej. I już zaatakował

Oliver Solberg rozpoczynał finał z 209 punktami – 21 za Evansem i cztery za Pajarim.

Żeby wyprzedzić Evansa bez oglądania się na dodatkowe kryteria, musi zdobyć co najmniej 22 punkty więcej od lidera. Jednocześnie musi odrobić pięć punktów do Pajariego.

To bardzo trudne zadanie.

Ale jeżeli ktoś chciał pokazać już pierwszego dnia, że nie przyjechał na Sardynię tylko obserwować walkę innych, zrobił to właśnie Solberg.

W czwartek rano był najszybszy podczas shakedownu.

Kilka godzin później wygrał również pierwszy odcinek specjalny – 2,08-kilometrowy Ittiri Arena Show. Uzyskał czas 2 minuty 1,4 sekundy.

Sébastien Ogier stracił do niego 0,8 sekundy, a Evans 1,1 sekundy.

Pajari przegrał bezpośredni pojedynek z Evansem o 0,4 sekundy.

Po dwóch kilometrach rajdu oczywiście niczego to jeszcze nie rozstrzyga. Punkty mistrzowskie nie są rozdawane za czwartkowe wrażenie.

Ale pierwszy sygnał został wysłany.

Solberg zamierza atakować.

Najciekawszy paradoks: wszyscy są w Toyocie

Normalnie walka o mistrzostwo świata jest również wojną producentów.

Tutaj sytuacja jest inna.

Toyota już przed Sardynią zapewniła sobie tytuł mistrza świata producentów – szósty z rzędu, wyrównując historyczne osiągnięcie w tej kategorii.

A teraz trzech jej kierowców rozstrzygnie między sobą mistrzostwo świata kierowców.

To stawia zespół w niezwykłej sytuacji.

Z punktu widzenia klasyfikacji producentów nie musi już chronić wyniku. Z punktu widzenia kierowców każdy punkt zabrany jednemu zawodnikowi może zdecydować o tytule drugiego.

Evans, Pajari i Solberg walczą więc z rywalami z Hyundaia i M-Sportu, ale przede wszystkim walczą między sobą.

Jest jeszcze Ogier. I może odegrać ogromną rolę

Matematyka mistrzostw obejmuje trzech kierowców.

Matematyka samego rajdu – znacznie więcej.

Sébastien Ogier nie walczy o tegoroczny tytuł, ale może mieć ogromny wpływ na to, kto go zdobędzie.

Dziewięciokrotny mistrz świata wygrał Sardynię przed rokiem i teraz walczy o szóste zwycięstwo w tym rajdzie.

Jednocześnie obecny weekend ma dla niego znaczenie historyczne. Sardynia jest jego 214. startem w WRC, co pozwala mu wyprzedzić Jari-Mattiego Latvalę pod względem liczby występów w mistrzostwach świata.

Ogier może jednak zrobić coś jeszcze ważniejszego dla losów obecnego sezonu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Może po prostu przyjechać przed jednym albo kilkoma kandydatami do mistrzostwa.

A wtedy zabierze im punkty, których w niedzielę może zabraknąć do tytułu.

Podobną rolę mogą odegrać kierowcy Hyundaia: Thierry Neuville, Adrien Fourmaux i Dani Sordo, a także reprezentanci M-Sport Forda – Josh McErlean, Jon Armstrong i Mārtiņš Sesks.

Dlatego nie wystarczy patrzeć na kolejność Evans – Pajari – Solberg.

W finale mistrzostw ważny może się okazać każdy samochód Rally1, który pojawi się między nimi.

Lider ma jeszcze jeden problem: będzie czyścił drogę

Przewaga punktowa Evansa ma swoją cenę.

W piątek to właśnie lider mistrzostw będzie otwierał trasę.

Na szutrowym rajdzie oznacza to zamiatanie luźnej warstwy nawierzchni i przygotowywanie szybszej linii dla zawodników jadących później.

Na Sardynii ten efekt może być szczególnie dotkliwy.

Tutejsze odcinki są wąskie, kamieniste i bardzo wymagające dla opon. Margines błędu jest niewielki, a kamienie znajdujące się poza wyjeżdżoną linią potrafią błyskawicznie zakończyć rajd.

Evans musi więc rozwiązać paradoks lidera.

Ma największą przewagę w mistrzostwach, ale pierwszego pełnego dnia zawodów może mieć jedną z najmniej korzystnych pozycji na drodze.

Październik zamiast lata

Także termin tegorocznego rajdu jest nietypowy.

Sardynia przez lata kojarzyła się z wysokimi temperaturami i wczesnym latem. Tym razem zawody odbywają się w październiku.

To oznacza możliwość niższych temperatur, ale przede wszystkim mniej przewidywalnej pogody.

Rajd wrócił również do Alghero po ubiegłorocznej bazie w Olbii.

Do przejechania pozostaje 17 odcinków specjalnych o łącznej długości 307,02 kilometra.

Po czwartkowym widowiskowym Ittiri Arena Show prawdziwa szutrowa walka rozpoczyna się w piątek. Sześć odcinków będzie miało łącznie ponad 119 kilometrów.

Sobota przyniesie kolejne sześć prób.

A w niedzielę wszystko sprowadzi się do czterech ostatnich odcinków.

Finałem finału będzie 7,10-kilometrowy Sassari–Argentiera Wolf Power Stage nad Morzem Śródziemnym.

Jeżeli różnice punktowe utrzymają się do tego momentu, właśnie tam może zostać rozstrzygnięte całe mistrzostwo świata.

Ostatni rajd samochodów Rally1 w obecnej postaci

Sardynia zamyka jeszcze jedną historię.

To ostatni start obecnej generacji samochodów Rally1.

Od 2027 roku WRC przechodzi do nowych regulacji technicznych, kończąc pięcioletni rozdział najwyższej klasy rajdowej.

Dlatego niezależnie od tego, kto stanie w niedzielę na najwyższym stopniu podium mistrzostw, będzie ostatnim mistrzem świata wyłonionym w tej generacji konstrukcji.

A kandydaci są wyjątkowi również z innego powodu.

Evans nigdy nie był mistrzem świata.

Pajari nigdy nie był mistrzem świata.

Solberg również nie.

Nie oglądamy więc kolejnego rozdziału dominacji kierowcy posiadającego już kilka tytułów.

W niedzielę WRC otrzyma nowego mistrza świata.

35 punktów do końca

Przed rozpoczęciem Sardynii sytuacja wyglądała jasno:

Elfyn Evans – 230 punktów.

Sami Pajari – 213.

Oliver Solberg – 209.

Tylko oni mogą zostać mistrzami.

Evans ma najwięcej możliwości i sam kontroluje swój los. Pajari potrzebuje dużego wyniku i słabszego występu lidera. Solberg musi niemal idealnie wykorzystać weekend i liczyć na poważne straty obu rywali.

Ale rajdy mają pewną właściwość, której nie da się zamknąć w arkuszu kalkulacyjnym.

Przebita opona nie zna klasyfikacji mistrzostw.

Kamień na drodze również.

Deszcz nie sprawdza, kto prowadzi w punktacji.

A samochód jadący przed kandydatem do tytułu nie ustępuje mu miejsca dlatego, że ten potrzebuje jeszcze trzech punktów.

Po pierwszym odcinku prowadzi Oliver Solberg.

Do końca pozostało jednak ponad 300 kilometrów sportowej walki.

Trzech kierowców. 35 możliwych punktów. Jeden pierwszy tytuł mistrza świata.

I tym razem nie będzie już kolejnego rajdu, na którym można coś naprawić.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.