Harcerstwo ma uczyć odpowiedzialności, samodzielności i działania w sytuacjach zagrożenia. Państwo chce za tę działalność płacić coraz bardziej konkretnymi kwotami. W 2026 roku rozstrzygnięto konkurs, w którym siedem organizacji uzyskało łącznie 29,1 mln zł dofinansowania. Teraz Ministerstwo Edukacji Narodowej uruchamia kolejny program o budżecie 17,643 mln zł na lata 2026–2027. Razem daje to 46,743 mln zł. Pytanie nie brzmi, czy warto wspierać harcerzy. Brzmi: kto skorzysta z tych pieniędzy, jak zostaną podzielone i czy państwo będzie umiało wykazać, co rzeczywiście dzięki nim się zmieniło?
Ponad 46,7 mln zł. Tyle wynosi suma dofinansowania rekomendowanego w konkursie Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych (ROHiS) w edycji 2026 oraz budżetu nowego programu Ministerstwa Edukacji Narodowej „Harcerska Szkoła Bezpieczeństwa”.
To nie są pieniądze pochodzące z jednego konkursu ani przeznaczone wyłącznie do wydania w 2026 roku. Nie oznacza to również, że całość została już przekazana organizacjom. Pierwszy program rozstrzygnięto w lutym, drugi dopiero przyjmuje wnioski. Różnią się celami, organizatorami oraz zasadami finansowania.
Łączy je jednak jeden istotny element: publiczne pieniądze mają wspierać organizacje prowadzące działalność wychowawczą, edukacyjną i społeczną.
I właśnie tutaj zaczyna się temat, którego nie da się zamknąć w ministerialnym komunikacie o kolejnym naborze dotacji.
Bo przy wydawaniu publicznych pieniędzy sama deklaracja szczytnych celów nie wystarcza. Potrzebne są jeszcze mierzalne rezultaty, przejrzyste zasady i możliwość sprawdzenia, czy wydatek przyniósł oczekiwany efekt.
Siedem organizacji i dokładnie 29,1 mln zł
W lutym 2026 roku Narodowy Instytut Wolności rozstrzygnął konkurs ROHiS. Wpłynęło siedem wniosków. Wszystkie przeszły ocenę formalną, a następnie znalazły się na liście ofert rekomendowanych do dofinansowania.
Oficjalna lista rankingowa pokazuje dokładnie, komu i ile pieniędzy przyznano w ramach rekomendacji.
Największa kwota przypadła Związkowi Harcerstwa Polskiego — 20 046 960 zł. Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej otrzymał rekomendację na 5 666 020 zł. Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”, skupiające Skautów Europy, na 1 494 400 zł.
Pozostałe cztery organizacje uzyskały finansowanie w wysokości od 363 220 zł do 607 240 zł.
Wszystkie siedem rekomendowanych kwot sumuje się do dokładnie 29 100 000 zł.
Zdecydowana większość tej sumy została skierowana do dwóch największych organizacji: ZHP i ZHR. Razem to niemal 25,713 mln zł, czyli około 88,4 proc. całego konkursowego dofinansowania.
Sama koncentracja środków nie świadczy o nieprawidłowości. Duże organizacje mają rozległe struktury, więcej członków, instruktorów i jednostek terenowych. Mogą też realizować projekty obejmujące znacznie większą liczbę uczestników.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy porównać kwoty. Warto zestawić je również z liczbą odbiorców, zakresem podejmowanych działań i kosztami ich realizacji.
Dopiero takie porównanie pokaże, ile państwo wydaje na rzeczywiste wsparcie działalności harcerskiej, a ile kosztuje utrzymanie organizacyjnego zaplecza niezbędnego do prowadzenia projektów.
Kolejne 17,6 mln zł. Tym razem z Ministerstwa Edukacji
7 października minister edukacji Barbara Nowacka ustanowiła program „Harcerska Szkoła Bezpieczeństwa”. Jego budżet wynosi 17 643 000 zł, z czego 11 643 000 zł przewidziano na 2026 rok, a 6 mln zł na rok następny.
Nabór wniosków rozpoczął się 8 października i potrwa do 18 października. Projekty mają zostać zrealizowane najpóźniej do 30 września 2027 roku.
Ministerstwo chce finansować działania dotyczące bezpieczeństwa, obronności, reagowania kryzysowego, edukacji obywatelskiej, aktywizacji młodzieży i wsparcia jej dobrostanu psychicznego.
Wśród przykładowych przedsięwzięć znalazły się zajęcia pozalekcyjne, szkolenia, ćwiczenia, spotkania, debaty oraz działania pomagające dzieciom i uczniom z niepełnosprawnościami.
Zakres jest szeroki. Można pod nim zmieścić zarówno konkretne szkolenie z pierwszej pomocy, jak i wielomiesięczny cykl zajęć edukacyjnych.
Taki sposób skonstruowania programu daje organizacjom możliwość przygotowywania różnych przedsięwzięć. Jednocześnie stawia przed ministerstwem trudniejsze zadanie: porównania projektów, których cele, koszty i rezultaty mogą być zupełnie odmienne.
Bo jak porównać skuteczność ćwiczeń ewakuacyjnych ze skutecznością warsztatów o zdrowiu psychicznym? Jak ocenić, czy szkolenie naprawdę zwiększyło umiejętności uczestników, czy jedynie zakończyło się wydaniem kolejnych zaświadczeń?
To pytania o jakość wydawania pieniędzy, a nie o sens prowadzenia takich zajęć.
Dlaczego o dotację mogą występować tylko wybrane organizacje?
Nowy program MEN nie jest otwartym konkursem dla wszystkich stowarzyszeń prowadzących działalność edukacyjną.
Uczestniczyć w nim mogą organizacje harcerskie spełniające określone warunki, w tym objęte Honorowym Protektoratem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i działające na terytorium Polski.
Wnioskodawcą ma być zarząd centralny organizacji, a nie każda drużyna czy lokalny hufiec.
Oznacza to, że lokalne struktury zainteresowane organizacją szkoleń nie mogą po prostu samodzielnie złożyć wniosku do MEN. Ich udział będzie zależał od przedsięwzięć przygotowanych na szczeblu centralnym oraz zasad ich realizacji w terenie.
W tym miejscu pojawia się również kwestia protektoratu prezydenckiego.
Kancelaria Prezydenta określa go jako honorowe wyróżnienie organizacji harcerskich i skautowych. Jego przyznanie nie wiąże się samo w sobie z gratyfikacją finansową ze strony Kancelarii.
Ministerstwo Edukacji wykorzystało jednak posiadanie tego wyróżnienia jako jeden z warunków dostępu do własnego programu dotacyjnego.
Nie oznacza to automatycznie naruszenia prawa. Oznacza natomiast, że warto poznać uzasadnienie takiej konstrukcji.
Dlaczego o możliwości ubiegania się o publiczne pieniądze współdecyduje honorowy status organizacji, a nie wyłącznie jej doświadczenie edukacyjne, przygotowanie kadry i jakość przedstawionego projektu?
Czy ministerstwo rozważało inne kryteria? Czy przeprowadziło konsultacje z organizacjami działającymi na rzecz bezpieczeństwa dzieci i młodzieży?
Na te pytania warto uzyskać konkretne odpowiedzi.
Dwa programy, podobne cele. Czy państwo widzi cały obraz?
ROHiS finansuje między innymi rozwój organizacyjny, kształcenie i działalność programową harcerzy oraz skautów. Nowa propozycja MEN dotyczy przede wszystkim edukacji, bezpieczeństwa i aktywności społecznej.
Nie są to programy tożsame. Mają jednak obszary, które mogą się ze sobą stykać.
Przykładowo organizacja może otrzymywać środki na rozwijanie kadry instruktorskiej z jednego programu, a następnie korzystać z pracy tej kadry podczas przedsięwzięcia finansowanego z drugiego.
Nie musi być w tym nic niewłaściwego. Przeciwnie, odpowiednio zorganizowane finansowanie może zwiększać skuteczność wykorzystania publicznych pieniędzy.
Problem powstałby wtedy, gdyby ten sam koszt został rozliczony dwukrotnie albo gdyby nie można było ustalić, które działania i rezultaty zostały sfinansowane z konkretnej dotacji.
Dlatego kontrola nie powinna ograniczać się do sprawdzenia faktur. Powinna również obejmować harmonogramy zajęć, zakres obowiązków instruktorów, liczbę uczestników, wykorzystanie sprzętu oraz dokumentację osiągniętych rezultatów.
Ministerstwo w zasadach nowego programu przewidziało zakaz podwójnego finansowania tych samych działań ze środków budżetu państwa. To ważne zabezpieczenie.
Pytanie, jak będzie weryfikowane w praktyce.
Czy instytucje rozdzielające środki porównują między sobą finansowane przedsięwzięcia? Czy potrafią wykrywać powtarzające się koszty? Czy dysponują wspólnymi informacjami o projektach otrzymujących wsparcie z różnych programów?
Nie mamy dziś dowodów na występowanie takich nieprawidłowości w projektach harcerskich. Nie ma więc podstaw do formułowania zarzutów wobec beneficjentów. Istnieją natomiast uzasadnione pytania o to, czy system kontroli umożliwia wychwytywanie takich sytuacji.
Pieniądze na edukację. Ale czy trafią do wszystkich uczniów?
To być może najważniejszy społeczny wymiar nowego programu.
Harcerstwo jest ruchem wychowawczym opartym na dobrowolnym uczestnictwie, aktywności i pracy w grupie. Jego największą wartością pozostaje nauka praktycznych umiejętności, odpowiedzialności za innych i samodzielności.
Ale program ministerialny ma wspierać system oświaty. A ten obejmuje również uczniów, którzy nigdy nie należeli i być może nigdy nie będą należeć do żadnej organizacji harcerskiej.
Dlatego należy rozróżnić dwie sytuacje.
Pierwsza to dotacja wspierająca działalność samych organizacji harcerskich. Druga to finansowanie działań, których odbiorcami mają być uczniowie korzystający z powszechnego systemu edukacji.
Oba cele mogą być uzasadnione, ale nie są identyczne.
Jeżeli projekt obejmie kilkuset harcerzy, jego społeczny zasięg będzie inny niż przedsięwzięcia, w którym harcerscy instruktorzy poprowadzą zajęcia dla kilku tysięcy uczniów szkół publicznych.
Nie chodzi o to, aby przeciwstawiać te grupy. Chodzi o możliwość sprawdzenia, kto jest rzeczywistym odbiorcą finansowanego działania.
Ile dzieci zostanie przeszkolonych? Ile z nich nie należy do harcerstwa? Ile szkół zostanie objętych wsparciem? Czy udział będzie dostępny dla dzieci z rodzin o niższych dochodach? Czy organizatorzy zapewnią dostępność zajęć dla uczestników z niepełnosprawnościami?
To właśnie tego rodzaju dane powinny decydować o ocenie społecznego efektu programu.
Jedenaście dni na przygotowanie projektu. Dlaczego tak krótko?
Warto zwrócić uwagę również na harmonogram.
Komunikat MEN został opublikowany 8 października. Nabór kończy się 18 października.
To jedenaście dni kalendarzowych, licząc oba terminy.
W tym czasie organizacja musi przygotować wniosek, określić działania, koszty, rezultaty i sposób realizacji przedsięwzięcia.
Duże centrale harcerskie dysponują doświadczeniem w pozyskiwaniu dotacji i przygotowywaniu projektów. Nie oznacza to jednak, że krótki termin pozostaje bez znaczenia dla jakości planowania, zwłaszcza gdy przedsięwzięcia mają docierać do struktur terenowych.
Istotne jest również to, że około dwie trzecie budżetu nowego programu przypada na 2026 rok.
Jeśli decyzje o przyznaniu dotacji zapadną dopiero po zakończeniu październikowego naboru, organizacje będą miały ograniczony czas na wykorzystanie środków przypisanych do bieżącego roku.
Czy MEN wcześniej konsultowało harmonogram? Czy organizacje mogły przygotowywać projekty przed formalnym ogłoszeniem konkursu? Jak ministerstwo zamierza pogodzić napięty kalendarz z wymaganiami dotyczącymi jakości i rozliczalności działań?
To pytania organizacyjne, ale ich konsekwencje mogą być finansowe.
Pośpiech przy wydawaniu dotacji nie musi prowadzić do błędów. Może jednak zwiększać znaczenie dobrego przygotowania przedsięwzięć i skutecznego nadzoru.
Dolny Śląsk: są organizacje, ale gdzie będą działania?
W oficjalnej liście ROHiS 2026 znajdują się również dwa stowarzyszenia z siedzibą we Wrocławiu.
Royal Rangers Polska uzyskało rekomendację dofinansowania w wysokości 607 240 zł, natomiast Stowarzyszenie Skauci Króla — 495 400 zł.
Łącznie daje to 1 102 640 zł.
Nie oznacza to jednak, że pieniądze zostały przeznaczone wyłącznie na Dolny Śląsk. Organizacje posiadające siedzibę w konkretnym województwie mogą prowadzić działalność na znacznie większym obszarze.
Podobnie centrala harcerska zarejestrowana w Warszawie może realizować projekty w Trzebnicy, Żmigrodzie czy Obornikach Śląskich.
Właśnie dlatego geografia siedzib beneficjentów nie jest wystarczającym źródłem informacji o terytorialnym podziale pieniędzy.
Z perspektywy mieszkańców powiatu trzebnickiego ważniejsze są odpowiedzi na inne pytania.
Czy szkoły z Trzebnicy, Prusic, Żmigrodu, Wiszni Małej, Zawoni i Obornik Śląskich zostaną uwzględnione w projektach? Czy lokalne drużyny i instruktorzy będą prowadzić zajęcia? Czy przedsięwzięcia obejmą również dzieci, które na co dzień nie uczestniczą w harcerskich zbiórkach?
A jeśli program ma zwiększać bezpieczeństwo, czy szkoły otrzymają możliwość udziału w praktycznych szkoleniach, czy jedynie w spotkaniach i prelekcjach?
To istotna różnica. Wiedza o zasadach udzielania pierwszej pomocy jest potrzebna, ale dopiero praktyczne ćwiczenia pozwalają sprawdzić, czy uczestnik potrafi z niej skorzystać.
Podobnie jest z reagowaniem kryzysowym. Wysłuchanie wykładu o ewakuacji nie jest tym samym co udział w prawidłowo przygotowanym ćwiczeniu.
Czy będziemy mierzyć liczbę zajęć, czy rzeczywiste umiejętności?
Rozliczanie publicznych projektów często koncentruje się na wskaźnikach łatwych do udokumentowania.
Liczbie spotkań, uczestników, godzin szkoleniowych, przygotowanych materiałów i zakupionych pomocy dydaktycznych.
To potrzebne dane. Nie wystarczają jednak do stwierdzenia, że program przyniósł oczekiwany rezultat.
Można przeszkolić tysiąc uczniów z pierwszej pomocy, lecz nie wiedzieć, ilu z nich rzeczywiście potrafi prawidłowo zareagować w sytuacji zagrożenia.
Można przeprowadzić kilkadziesiąt warsztatów o cyberbezpieczeństwie, nie sprawdzając, czy uczestnicy lepiej rozpoznają próby oszustwa.
Można również zorganizować spotkania poświęcone zdrowiu psychicznemu, nie dysponując wiarygodnym sposobem oceny ich użyteczności.
Dlatego efektywność programu powinna być rozpatrywana na dwóch poziomach: prawidłowego wydania pieniędzy oraz osiągnięcia zamierzonych rezultatów edukacyjnych.
Pierwszy sprawdza, czy środki zostały wykorzystane zgodnie z umową.
Drugi odpowiada na znacznie ważniejsze pytanie: co uczestnicy rzeczywiście zyskali?
Samo sporządzenie sprawozdania finansowego nie zastąpi oceny skuteczności programu.
Kto powinien odpowiedzieć na pytania o pieniądze?
Ministerstwo Edukacji Narodowej odpowiada za nowy program i zasady jego realizacji. Narodowy Instytut Wolności zarządza natomiast konkursem ROHiS.
Są to odrębne instytucje finansujące różne zadania.
Dlatego od każdej z nich należy oczekiwać informacji dotyczących przyznawania i kontrolowania środków pozostających w jej dyspozycji.
MEN powinno wyjaśnić przede wszystkim, dlaczego zastosowało określone kryteria dostępu do programu, jak zostaną ocenione projekty i w jaki sposób zweryfikuje ich rezultaty.
NIW powinien przedstawiać dane pozwalające ocenić efekty finansowania organizacji harcerskich, zwłaszcza w zakresie rozwoju ich działalności i realizacji celów ROHiS.
Obie instytucje powinny również umieć wykazać, jak zapobiegają finansowaniu tych samych kosztów z różnych źródeł publicznych.
Nie chodzi o tworzenie kolejnej warstwy biurokracji. Chodzi o przejrzystość wydatków.
Podatnik nie musi wiedzieć, z jakiej części budżetu państwa pochodzi każda złotówka. Ma jednak prawo oczekiwać, że instytucje publiczne wiedzą, na co została ona przeznaczona.
Harcerstwo może dać więcej niż szkoła. Ale dotacja nie jest dowodem skuteczności
W tej sprawie warto zachować właściwe proporcje.
Ruch harcerski ma ponadstuletnią tradycję wychowawczą. Uczy współpracy, odpowiedzialności, samodzielności, działania w terenie i praktycznego rozwiązywania problemów.
Wiele z tych doświadczeń trudno odtworzyć podczas tradycyjnej lekcji prowadzonej w szkolnej sali.
To argument przemawiający za wykorzystywaniem potencjału harcerskich instruktorów w edukacji i przygotowaniu młodzieży do sytuacji kryzysowych.
Nie jest to jednak argument za rezygnacją z oceny finansowej i merytorycznej.
Przeciwnie. Im większe znaczenie społeczne przypisujemy danej działalności, tym staranniej powinniśmy sprawdzać, czy publiczne wsparcie rzeczywiście służy jej rozwojowi.
Pieniądze nie zastąpią zaangażowania instruktorów ani pracy wychowawczej. Mogą natomiast zapewnić sprzęt, materiały, szkolenia i warunki do objęcia zajęciami większej liczby dzieci.
Tylko że taki efekt trzeba później wykazać.
46,7 mln zł to nie tylko kwota. To zobowiązanie do pokazania rezultatów
Z dokumentów wynika, że w konkursie ROHiS 2026 siedem organizacji uzyskało rekomendacje dofinansowania na łączną kwotę 29,1 mln zł. Nowy program MEN dysponuje dodatkowym budżetem 17,643 mln zł na lata 2026–2027.
Tych pieniędzy nie należy bez zastrzeżeń sumować jako wydatków już poniesionych. Można natomiast zestawić je jako skalę finansowania przewidzianego w dwóch odrębnych mechanizmach.
Na obecnym etapie nie wiadomo, które organizacje otrzymają dotacje z nowego programu ani jakie kwoty zostaną im ostatecznie przyznane.
Nie wiadomo również, ilu uczniów i w jakich miejscowościach skorzysta z finansowanych przedsięwzięć.
I to właśnie powinno stać się przedmiotem dalszej publicznej kontroli.
Nie ma powodów, by z góry kwestionować wartość działalności harcerskiej. Nie ma też powodów, by uznawać każde publiczne finansowanie takiej działalności za automatycznie skuteczne.
Państwo powinno wspierać wartościowe przedsięwzięcia. Ale powinno również potrafić udowodnić, że wsparcie przyniosło rezultaty.
Bo sukcesu programu bezpieczeństwa nie mierzy się wysokością wydanej dotacji.
Mierzy się tym, czy młody człowiek, kiedy naprawdę przyjdzie zagrożenie, będzie wiedział, co zrobić.
I czy będzie potrafił to zrobić.
Radio DTR będzie sprawdzać wyniki naboru MEN, podział przyznanych środków oraz dostępność projektów dla uczniów z Dolnego Śląska i powiatu trzebnickiego. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy





