To już nie jest pojedynczy przypadek.
Do redakcji trafiły kolejne dokumenty dotyczące Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania „Kocie Góry”. Tym razem chodzi o ofertę złożoną 22 kwietnia 2026 roku dotyczącą organizacji II Festiwalu Wina i Produktu Lokalnego.
I znów pojawia się to samo nazwisko.
I znów ten sam mechanizm.
10 tysięcy złotych i podpis prezesa
Z dokumentów wynika, że organizacja wystąpiła do Gminy Trzebnica o:
- 10 000 zł dotacji
- w uproszczonym trybie art. 19a
- na organizację kolejnej edycji festiwalu
W ofercie jako osoba do kontaktu ponownie widnieje:
👉 Mateusz Stanisz
👉 prezes LGD „Kocie Góry”
To on podpisuje dokumenty, reprezentuje organizację i odpowiada za realizację zadania.
Tym razem skala wydarzenia jest jeszcze większa:
- scena między Stawami Trzebnickimi,
- promocja regionu,
- lokalni producenci,
- działania promocyjne w social mediach,
- udział władz lokalnych i gości partnerskich.
Wprost zapisano również promocję samej LGD oraz Gminy Trzebnica.
Problem nie polega na festiwalu
I to trzeba powiedzieć uczciwie.
Nikt nie atakuje samego wydarzenia.
Nikt nie kwestionuje idei promocji lokalnych produktów czy integracji mieszkańców.
Problem pojawia się gdzie indziej.
👉 Czy osoba pełniąca funkcję publiczną może jednocześnie występować jako reprezentant organizacji pobierającej środki z budżetu tej samej gminy?
Bo tu nie chodzi już o „społecznika pomagającego lokalnie”.
Tu mamy formalne reprezentowanie podmiotu korzystającego z pieniędzy publicznych.
A to właśnie ten obszar wskazuje Regionalna Izba Obrachunkowa.
RIO: trzeba analizować każdą sytuację osobno
Stanowisko RIO jest w tej sprawie bardzo ciekawe.
Izba nie mówi:
„radny nie może działać w NGO”.
Wręcz przeciwnie.
Ale jednocześnie podkreśla, że problem zaczyna się wtedy, gdy radny:
- zarządza działalnością finansowaną z mienia gminy,
- reprezentuje ją,
- występuje jako pełnomocnik,
- podpisuje dokumenty związane z zadaniem.
A właśnie to widzimy w dokumentach.
Nie trzeba bać się przepisów
W lokalnej polityce często słyszy się:
„wszyscy tak robią”
albo
„to przecież tylko stowarzyszenie”.
Tyle że przepisy antykorupcyjne i dotyczące konfliktu interesów powstały właśnie po to, by oddzielić:
- działalność społeczną,
- od wpływu wynikającego z funkcji publicznej.
I nie chodzi wyłącznie o pieniądze.
Chodzi o przejrzystość systemu.
Bo mieszkaniec ma prawo wiedzieć:
👉 kto decyduje,
👉 kto podpisuje,
👉 kto korzysta z pieniędzy publicznych,
👉 i czy te role nie zaczynają się mieszać.
Najbardziej niewygodne pytanie dopiero pada
Jeżeli pierwszy grant można było uznać za przypadek…
to drugi zaczyna budować schemat.
I właśnie dlatego pojawia się pytanie:
👉 Czy w Trzebnicy powstał już lokalny model działania, w którym radni i osoby publiczne funkcjonują jednocześnie jako reprezentanci organizacji korzystających z gminnych pieniędzy?
Bo wtedy nie mówimy już o pojedynczej historii.
Tylko o systemie, który warto sprawdzić dużo dokładniej.
Więcej z Trzebnica
Wszystkie materiały z tego obszaru →
324 karty wypisowe z kontaktem do prywatnego rehabilitanta. Szpital w Trzebnicy pod lupą radnych

Trzebnica wierciła po 80 stopni. Znalazła 42. Po 52 latach wróciła do wód, które już znała

Czy reforma szpitali powiatowych stanie się dla Trzebnicy szansą na rozwój, czy jedynie sposobem ograniczania kosztów?

Miłosierdzie na Facebooku, odpowiedzialność w starostwie. Dwa języki władzy w Trzebnicy
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.




