Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Baner Radia DTR na Wszystkich Świętych, 1 listopada. Rozświetlony zniczami cmentarz o zachodzie słońca, kamienne krzyże, białe chryzantemy i jesienne liście. Napis: „Pamiętamy o tych, którzy są już z nami tylko we wspomnieniach”.
Przejdź do treści
niedziela 1 listopada 2026
Imieniny: Andrzej, Seweryn, Warcisław, Wiktoryna Dzisiaj: Wszystkich Świętych
1 listopada 2026 r.Z regionuAnaliza samorządowa

W wyborach samorządowych 2024 kandydaci komitetu Arkadiusza Poprawy otrzymali łącznie 3395 głosów, czyli 40,38 proc. wszystkich ważnych głosów oddanych na radnych w Obornikach Śląskich. Zdobyli jednak 10 z 15 mandatów, obejmując dwie trzecie rady miejskiej. W dziesięciu okręgach zwycięzcy nie uzyskali poparcia ponad połowy głosujących. W jednym do mandatu wystarczyła przewaga zaledwie ośmiu głosów. To nie dowód nieprawidłowości. To rzeczywisty rezultat działania ordynacji większościowej, który można dziś odtworzyć z oficjalnego protokołu wyborczego.

W poprzedniej części „Anatomii wyborów” sprawdzaliśmy, czy wzrost liczby mieszkańców Obornik Śląskich może doprowadzić do zmiany systemu wybierania rady miejskiej.

Teraz wracamy do 7 kwietnia 2024 roku.

Reklama

Nie po to, żeby jeszcze raz przypomnieć nazwiska zwycięzców. Chcemy odpowiedzieć na pytanie, którego dotąd w lokalnej dyskusji właściwie nie rozliczono:

Ile głosów rzeczywiście dało większość w Radzie Miejskiej Obornik Śląskich?

Odpowiedź przynosi protokół Miejskiej Komisji Wyborczej sporządzony 8 kwietnia 2024 roku.

8408 głosów. Piętnaście mandatów

W wyborach do Rady Miejskiej Obornik Śląskich oddano 8408 głosów ważnych.

O piętnaście mandatów rywalizowali kandydaci różnych komitetów, a gmina była podzielona na piętnaście okręgów jednomandatowych.

Każdy okręg wybierał jednego radnego.

Komitet Wyborczy Wyborców Porozumienie Obywatelskie Arkadiusza Poprawy uzyskał łącznie 3395 głosów.

Było to 40,38 proc. wszystkich głosów ważnych.

Jednak jego kandydaci zwyciężyli w dziesięciu okręgach.

W ten sposób komitet otrzymał 66,67 proc. miejsc w radzie.

Różnica pomiędzy udziałem w głosach a udziałem w mandatach wyniosła 26,29 punktu procentowego.

To najważniejszy wynik naszej analizy.

Nie oznacza on, że ktoś otrzymał mandaty niezgodnie z prawem.

Pokazuje natomiast, że w wyborach jednomandatowych o sile komitetu nie decyduje wyłącznie suma głosów w całej gminie.

Decyduje to, w ilu okręgach jego kandydaci zajęli pierwsze miejsce.

Głosy komitetów. Mandaty już nieproporcjonalne

Po zsumowaniu wyników wszystkich kandydatów otrzymujemy następujący obraz wyborów:

KomitetGłosyUdziałMandaty
Porozumienie Obywatelskie Arkadiusza Poprawy339540,38%10
Arkadiusza Kucharskiego199923,77%0
Aktywni dla Gminy197623,50%4
Lepsza Gmina5526,57%0
Lepsza Przyszłość2242,66%1
Pozostałe komitety kandydatów2623,12%0
Razem8408100%15

Wynik zawiera pewien szczególnie interesujący paradoks.

Komitet Arkadiusza Kucharskiego zdobył 1999 głosów, czyli 23,77 proc. wszystkich ważnych głosów, ale nie wprowadził do rady żadnego radnego.

Tymczasem KWW Lepsza Przyszłość, którego kandydat uzyskał 224 głosy, zdobył jeden mandat.

Jak to możliwe?

Ponieważ wyborów nie przeprowadzano w jednym okręgu obejmującym całą gminę.

W każdym z piętnastu okręgów trwała osobna rywalizacja, a mandat otrzymywał tylko zwycięzca.

To, że komitet zdobywał po kilkadziesiąt lub kilkaset głosów w wielu okręgach, nie gwarantowało mu żadnej reprezentacji.

1999 głosów i ani jednego radnego

Warto zatrzymać się przy komitecie Arkadiusza Kucharskiego.

Jego kandydaci otrzymali łącznie niemal dwa tysiące głosów.

To wynik zbliżony do poparcia KWW Aktywni dla Gminy, który zgromadził 1976 głosów.

Różnica między komitetami wyniosła zaledwie 23 głosy w skali całej gminy.

Ale w mandatach różnica była ogromna.

Aktywni dla Gminy zdobyli cztery miejsca.

Komitet Kucharskiego nie zdobył żadnego.

To doskonały przykład pokazujący, dlaczego w systemie większościowym sama suma głosów nie wystarcza do oceny szans komitetu.

Głosy muszą być odpowiednio skoncentrowane w poszczególnych okręgach.

Wygranie kilku okręgów niewielką przewagą może przynieść więcej mandatów niż relatywnie wysokie, lecz rozproszone poparcie w całej gminie.

Nie oznacza to, że jeden wyborca formalnie ma więcej praw niż drugi.

Oznacza, że konstrukcja ordynacji może prowadzić do znaczących różnic pomiędzy procentem poparcia a procentem mandatów.

Dziesięciu radnych bez poparcia ponad połowy głosujących

Jeszcze ciekawszy wynik przynosi analiza zwycięzców wszystkich piętnastu okręgów.

W dziesięciu okręgach mandat otrzymała osoba, na którą zagłosowało mniej niż 50 proc. wyborców oddających ważne głosy w danym okręgu.

Tylko w pięciu zwycięzcy uzyskali więcej niż połowę głosów ważnych.

W okręgu nr 12 Joanna Musiał zdobyła 238 głosów z 734, czyli 32,43 proc.

W okręgu nr 2 Janusz Kornaś uzyskał 230 głosów z 647, a więc 35,55 proc.

W okręgu nr 10 Tomasz Gibalski zwyciężył ze 102 głosami na 251 ważnych, co stanowiło 40,64 proc.

Każdy z tych mandatów został zdobyty zgodnie z obowiązującymi zasadami.

W jednomandatowym systemie większości względnej nie trzeba mieć ponad połowy głosów.

Trzeba mieć ich więcej niż pozostali kandydaci.

Jednak z punktu widzenia mieszkańców rodzi się pytanie o sposób rozumienia reprezentacji.

Czy radny, który zdobył 32 proc. głosów, reprezentuje również mieszkańców, którzy w większości zagłosowali na jego konkurentów?

W sensie prawnym oczywiście reprezentuje wspólnotę samorządową, a nie wyłącznie swoich wyborców.

Polityczne znaczenie takiego mandatu jest jednak interesującym tematem do dyskusji o lokalnej demokracji.

Osiem głosów, które zdecydowało o mandacie

Najbardziej wyrównany wynik odnotowano w okręgu nr 10.

Tomasz Gibalski otrzymał 102 głosy.

Agnieszka Placek — 94.

Monika Migdał — 55.

Różnica pomiędzy zwycięzcą a kandydatką zajmującą drugie miejsce wyniosła zaledwie osiem głosów.

Osiem decyzji wyborców przesądziło o tym, kto uzyskał mandat.

W okręgu nr 11 różnica wyniosła 15 głosów.

Marek Mańczak zdobył 224 głosy, a Maciej Wolny 209.

Również w okręgu nr 15 przewaga zwycięzcy wyniosła 15 głosów.

Maciej Borowski otrzymał 193 głosy, a Dariusz Łuszkiewicz 178.

To przykłady pokazujące, że w lokalnych wyborach nawet bardzo małe grupy wyborców mogą rozstrzygać o obsadzie mandatu.

Dlatego frekwencja, mobilizacja mieszkańców oraz skuteczność docierania do wyborców mają tak duże znaczenie.

Ile głosów oddano na zwycięzców?

Zsumowaliśmy również głosy wszystkich piętnastu osób, które otrzymały mandaty.

Łącznie było to 3762 głosy.

Oznacza to, że kandydaci wybrani do rady uzyskali 44,74 proc. wszystkich ważnych głosów oddanych na radnych.

Pozostałe 4646 głosów, czyli 55,26 proc., otrzymali kandydaci, którzy mandatu nie zdobyli.

Nie były to głosy nieważne.

Nie zostały źle policzone.

Reklama

Nie oznacza to również, że wszyscy głosujący na przegranych kandydatów mieli wspólne poglądy albo poparliby jedną alternatywną większość.

Wynik pokazuje coś innego.

Ponad połowa ważnych głosów została oddana na osoby, które nie otrzymały mandatu.

To naturalnie możliwe w systemie jednomandatowym, szczególnie gdy o jeden mandat rywalizuje kilku kandydatów.

Ale jest to istotna informacja o sposobie przekształcania preferencji mieszkańców w skład rady miejskiej.

Rada jest większościowa. Wyborcy byli znacznie bardziej podzieleni

Po wyborach 2024 roku układ mandatów wyglądał jasno.

Dziesięciu radnych wybrano z komitetu Arkadiusza Poprawy.

Czterech z komitetu Aktywni dla Gminy.

Jednego z komitetu Lepsza Przyszłość.

Wszystko wskazywało na wyraźną większość komitetu urzędującego burmistrza.

Ale jeżeli spojrzymy na sumę głosów, zobaczymy znacznie bardziej zróżnicowany elektorat.

Kandydaci komitetu Poprawy otrzymali 40,38 proc. poparcia.

Pozostałe 59,62 proc. głosów oddano łącznie na kandydatów innych komitetów.

Nie oznacza to istnienia wspólnego bloku politycznego przeciw burmistrzowi. Komitety miały różne programy, kandydatów i lokalne interesy.

Oznacza jednak, że większość mandatowa komitetu była znacznie większa od jego udziału w głosach.

A to podstawowa właściwość systemu, którą mieszkańcy powinni znać.

Co pokazały wybory uzupełniające w 2025 roku?

Mechanizm jednomandatowy można było ponownie zobaczyć w okręgu nr 2.

Po śmierci radnego Janusza Kornasia zarządzono wybory uzupełniające na 23 marca 2025 roku.

Uprawnionych do głosowania było 1164 mieszkańców.

W głosowaniu uczestniczyły 232 osoby.

Frekwencja wyniosła 19,93 proc.

Oddano 230 głosów ważnych.

Paulina Walczak, kandydatka KWW Porozumienie Obywatelskie Arkadiusza Poprawy, uzyskała 103 głosy i zdobyła mandat.

Piotr Raczyński otrzymał 68 głosów, a Monika Słomska-Kozieł 59.

Zwyciężczyni zdobyła więc 44,78 proc. ważnych głosów.

Jednocześnie poparło ją 8,85 proc. wszystkich uprawnionych w okręgu.

To ponownie nie podważa legalności wyniku.

Pokazuje jednak, jak duże znaczenie w wyborach uzupełniających ma mobilizacja relatywnie niewielkiej grupy mieszkańców.

Co ważne, mandat pozostał przy komitecie Arkadiusza Poprawy. Wymiana radnego nie zmieniła więc tego podziału mandatów według komitetów, jaki powstał w wyborach z 2024 roku.

A jeżeli Oborniki Śląskie przejdą na inną ordynację?

To pytanie łączy obecną analizę z poprzednim odcinkiem „Anatomii wyborów”.

W 2024 roku Oborniki Śląskie wybierały piętnastu radnych w okręgach jednomandatowych.

Tymczasem dane demograficzne GUS wskazują, że gmina przekroczyła 20 tysięcy mieszkańców według tej metodologii statystycznej.

Jeżeli prawnie właściwa liczba mieszkańców ustalona na potrzeby przyszłych wyborów przekroczy ustawowy próg, może to oznaczać przejście do rady liczącej 21 osób i systemu proporcjonalnego.

Zmieniłby się wtedy sposób przeliczania głosów na mandaty.

Nie można jednak wziąć wyników z piętnastu okręgów z 2024 roku i po prostu ogłosić, jak wyglądałaby rada w nowym systemie.

Byłyby inne okręgi.

Inne listy.

Inna liczba mandatów.

Możliwa byłaby też odmienna strategia wyborcza komitetów i inne zachowania mieszkańców.

Można przygotować symulację matematyczną, ale trzeba uczciwie zaznaczyć, że nie byłaby to rekonstrukcja rzeczywistych wyborów przeprowadzonych według nowych zasad.

Piętnaście okręgów, piętnaście różnych historii

Oficjalny protokół z 2024 roku pozwala przedstawić wyniki nie jako jeden zbiorczy sukces lub porażkę, lecz jako piętnaście oddzielnych rywalizacji.

W okręgu nr 3 Grzegorz Czajkowski wygrał z 360 głosami.

W okręgu nr 10 Tomasz Gibalski uzyskał mandat ze 102 głosami.

W okręgu nr 12 Joanna Musiał otrzymała mandat przy poparciu niespełna jednej trzeciej głosujących.

W okręgu nr 11 Marek Mańczak zwyciężył różnicą piętnastu głosów.

Każdy z tych wyników był prawidłowy w świetle obowiązującej ordynacji.

Ale razem pokazują, jak bardzo lokalny charakter ma system jednomandatowy.

Mandatu nie zdobywa się za wynik w całej gminie.

Zdobywa się go za pierwsze miejsce w określonym okręgu.

Czy to sprawiedliwy system?

To pytanie nie ma jednej, bezdyskusyjnej odpowiedzi.

Zwolennicy systemu jednomandatowego wskazują na silny związek radnego z określonym terytorium, czytelność rywalizacji oraz możliwość wyboru konkretnej osoby.

Krytycy podkreślają natomiast, że system może prowadzić do dużych różnic między udziałem komitetów w głosach a ich udziałem w mandatach, a także pozostawiać znaczną część wyborców bez przedstawiciela, na którego oddali głos.

W Obornikach Śląskich oba zjawiska można zobaczyć w oficjalnych wynikach.

Komitet z 40,38 proc. ważnych głosów zdobył 66,67 proc. mandatów.

Komitet z 23,77 proc. głosów nie zdobył żadnego.

Ponad połowa wszystkich ważnych głosów trafiła do kandydatów, którzy nie uzyskali mandatu.

To nie są argumenty za unieważnieniem wyniku.

To są liczby, które pokazują rzeczywiste działanie systemu.

Najważniejsze pytanie dopiero przed nami

Przez lata po wyborach najczęściej mówi się o tym, kto wygrał.

Znacznie rzadziej pyta się, ile głosów otrzymali wszyscy uczestnicy rywalizacji, w tym kandydaci przegrani.

A jeszcze rzadziej pokazuje się, jak rozbieżność między głosami a mandatami wpływa na reprezentację mieszkańców.

W Obornikach Śląskich w 2024 roku komitet Arkadiusza Poprawy zdobył legalną, wyraźną większość w radzie.

Jednocześnie jego kandydaci otrzymali nieco ponad 40 proc. wszystkich ważnych głosów.

To najważniejsze ustalenie tego odcinka „Anatomii wyborów”: większość w radzie nie musi oznaczać poparcia większości głosujących.

Wybory samorządowe są bowiem nie tylko konkursem popularności kandydatów.

Są również systemem matematycznym, w którym głosy przekształcane są w mandaty według określonych reguł.

A zrozumienie tych reguł jest tak samo ważne jak znajomość nazwisk na kartach wyborczych.

Bo o tym, kto będzie podejmował decyzje w imieniu mieszkańców, decydują nie tylko głosy.

Decyduje również sposób ich przeliczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *