Tak wygląda dziś ten nasz mierny świat. Świat polskiego społeczeństwa, w którym „wykształciuch” to obelga rzucana przez ludzi, którzy ledwo skończyli podstawówkę albo gimnazjum. Równość społeczna – wyśniona, a może raczej przeklęta – doprowadziła do tego, że 10 milionów głosuje na doktora od historii, który biega z wiatrówką po lesie, bo to ich „normalność”. A reszta, ta pogardzająca wykształconymi, śmieje się, gdy ktoś powie, że Polak poleciał w kosmos. Bo przecież jak to możliwe, skoro pierogi zajęły miejsce komunikatu z lotu orbitalnego?
Widział kto tego astronautę? Mało kto, ale każdy już się wypowiedział – że lot za setki milionów to rozbój, bo przecież pierogi tyle nie kosztują, a badania naukowe to fikcja. Przeciętny z tych dziesięciu milionów, którzy głosowali za Nawrockim, nie wie, co to książka. Do Empiku nie zachodzi, bo i po co, skoro drogo. W Biedrze jakieś książki walają się między szmatami, zabawkami a wiertarkami, brakuje tylko plam po dżemie.
Biedronka to idealny przykład polskiej mentalności byle-jakości: tanio, byle co, byle jak, byle być „na topie”. Dino? To luksus dyskontów – bo polski, z brudną podłogą, ściskiem i wszechobecną byle-jakością, ale przecież tanio jak w Biedrze.
Wykształciuch? Panować nie może, bo za jakie grzechy? To my, Polacy – dumni, głupi i wierzący w Matkę Boską z Polski, bo skąd niby miała być? Przecież my jesteśmy tym narodem wybranym, z różańcem jak cepem w ręku, gotowi bić w obronie tradycji. Żydzi? To nie naród, to zło wcielone – przynajmniej według tych, co nawet nie wiedzą, kto im napisał elementarz. Falski? Tak, ale przecież „Żyd z pochodzenia”, który próbował być „prawdziwym Polakiem”.
Rok 1956. Gomółka wypędza ostatnią świadomą inteligencję żydowską z Polski. Nawet tych, którzy byli bardziej Polakami niż niejeden z krwi i kości. „Przecież jesteśmy Polakami, nie Żydami, tylko mamy korzenie!” – pytali. Ale polskie chłopstwo, to powojenne, kolektywizowane, dziś w swoich potomkach drze się najgłośniej, jakimi to są Polakami.
Ale czy wy, prawicowi, mierni ludzie naprawdę jesteście Polakami? Czy raczej jesteście wściekli swoją nienawiścią? Biblię znacie tak, jak pochodzenie Matki Boskiej – powierzchownie. Kołyszecie się w rytm kiczowatych pieśni religijnych, bo na freski was nie stać, więc wystarczy święty obrazek z odpustu.
Feudalizm pieczołowicie konserwujecie, leżąc krzyżem przed ornatami swoich panów, kłamiąc – bo wystarczy pójść do spowiedzi, wyrzec regułkę, dostać rozgrzeszenie, odmówić paciorki z różańca, którym wcześniej machaliście jak cepem w obronie „wartości”. A gejostwo, lewactwo? Najważniejsze, by potępiać, chociaż wśród was są i geje, i lewacy, i kłamcy.
Więc zanim ktoś znów zacznie krzyczeć, że „amerykańska równość” to lewacka zaraza, warto zapytać: czy polska przaśność to rzeczywiście duma narodowa, czy po prostu wygodny parawan dla obłudy, mierności i taniego poczucia wyjątkowości? Bo może ta nasza „równość” jest jak dres z bazaru – niby wszyscy go noszą, ale nikt nie chce przyznać, że to wstyd i ubóstwo ducha, a nie styl życia.
Za tydzień pójdę dalej, bo przaśność polskiej codzienności to dopiero przygrywka. Prawdziwy spektakl obłudy i miernictwa dopiero się zaczyna. Bo jeśli „kultura” to dla nas disco polo w święta i „święty spokój” zamiast odwagi, to naprawdę nie ma się czym chwalić. Zostaje tylko śmiać się z samego siebie – albo w końcu zacząć się wstydzić.
Autor: Rafał Chwaliński






