Wojna domowa pod trzema dębami, czyli konkursowy teatrzyk w Miliczu

Wojna pod trzema debami w miliczu

Felieton o sąsiedzkich sprzeczkach w gminie Milicz i powiecie milickim

(z lokalnych komentarzy na Facebooku)


Można odnieść wrażenie, że sąsiedzka gmina Milicz od lat żyje w permanentnym stanie oblężenia. Jednak nie przez obce wojska, a przez własnych mieszkańców, urzędników i politycznych graczy. Felieton ten nie powstałby, gdyby nie fejsbukowe boje toczone pod postami na grupie „Dzień dobry, Milicz” – bo gdzie indziej wylewa się tyle szczerości, zgryźliwości, ale i zwyczajnego ludzkiego zmęczenia układami?


Konkurs – wynik już znany?

Tradycją stało się już w Miliczu, że każdy konkurs na stanowisko urzędnicze to teatrzyk, w którym role są obsadzone zanim aktorzy poznają scenariusz. Kto będzie nowym sekretarzem po Jarosławie Nowaku? Zdaniem komentujących – sprawa przesądzona, „Sekretarzem będzie Sławek, a sprawa jest przesądzona”. Konkursy? „To fikcja, układy rodzinne, towarzyskie, polityczne czy wręcz obyczajowe decydują o obsadzie stanowisk” – komentuje jeden z mieszkańców. Smutny to obraz, gdzie największym kryterium zatrudnienia bywa nie kompetencja, a trwałość związku uczuciowego kandydata. „Nie od dziś wiadomo, że kontrola jest najwyższą formą zaufania”.


Kto pierwszy rzuci kamieniem?

Komentarze pod postami rozgrzewają atmosferę jak letnie słońce nad zalewem. Jedni wypominają, że „za poprzedniego burmistrza Lecha” też konkursy były „ustawione”, inni ripostują: „Ten profil powstał w jednym celu – komentowania tego typu wpisów. Milicz to wciąż prywatne miasto. Ktoś niepoprawnie komentujący może nie dostać pracy, jego dziecko nie zostanie przyjęte do przedszkola.” Padają kolejne gorzkie słowa: „Warto sprawdzić, jakim doświadczeniem wykazywali się poprzedni prezes OSiR, Dyrektor Domu Kultury czy Przedszkola, zanim objęli swoje stanowiska…”

Wśród dyskutantów panuje zgoda co do jednego: beton trzyma się mocno. Zarówno w gminie, jak i powiecie. Polityczne DNA miejscowych elit? „Dzielenie stołków mają zapisane w DNA” – pisze jeden z komentujących.


Zalew, bajorko i… zalew hejtu

Nie obyło się bez lokalnych smaczków: „SS pogrążył w nieładzie starostwo, a jego wybranka serca zatopiła połowę zalewu, bo ostało się tylko bajorko. Jeszcze rok-dwa tego zarządzania i zostanie kałuża”. Ktoś inny z przekąsem dodaje: „W Cieszkowie nie było co zajumac, bogatsza gmina”. Przemykają też wątki o nocnych spotkaniach i „kukiełkach do sterowania na miejscu, a nie przez telefon”.


Moralność Kalego i pamięć złotej rybki

Na koniec, głos zabiera radna powiatu, Dorota Folmer, nie pozostawiając suchej nitki na hipokryzji lokalnych środowisk:

„Jakim trzeba być obłudnikiem, aby stosować podwójny system oceny działań włodarzy zależnie od tego, kto je podejmuje. (…) Kto wygrywał konkursy w poprzedniej kadencji? (…) Wszyscy wiedzieli kto będzie Prezesem OSiR-u, Dyrektorem Przedszkola, Sekretarzem… Wtedy nie przeszkadzały Wam układy?”

Padają też konkrety: rozbite rodziny, imprezy, alkohol w urzędzie, wyjazdy, „pakowane walizki przez współmałżonków”. A nowa władza? Zwalnia doświadczonych, zatrudnia „swoich”, bo koalicję trzeba utrzymać.
Radna podsumowuje: „Każdy włodarz powinien sobie sam dobrać urzędników do pracy i skończyć z tą fikcją konkursów. (…) Skończmy z tą moralnością Kalego i podwójnym systemem oceny działań, bo jest to niegodziwe.”


Prawda jest taka…

…że wszyscy wiedzą, jak działa lokalna polityka i konkursy w Miliczu, tylko nikt nie chce być tym, który powie to pierwszy. Przeciwnicy zamieniają się miejscami, retoryka się nie zmienia: za poprzednich było źle, teraz jest jeszcze gorzej. Ludzie zmęczeni, a na Facebooku – codzienny seans narzekania, pomówień i uszczypliwości.

Nie brakuje też głosów, że prawdziwa nienawiść na władzę leje się tylko na Facebooku, a w realnym życiu „ludzie mają tego dość”. Są tacy, którzy nazywają opozycję „świetnie zorganizowaną grupą hejterską”. Inni zauważają: „Obecna władza jeszcze gorzej działa niż poprzednia w zatrudnianiu pracowników”. Słowem – kto nie z nami, ten przeciwko nam.


Puenta (czyli czego zabrakło do sąsiedzkiej zgody)

Patrząc na to z boku, Milicz i okolice przypominają lokalną wersję „Wesela” Wyspiańskiego – wszyscy wiedzą, że coś tu nie gra, ale każdy woli przy swoim zostać i swoje wyszeptać w kuluarach (czy raczej – napisać w komentarzach).
Moralność Kalego? Owszem, panuje w najlepsze. Tylko pytanie, czy tak już musi być zawsze? Czy „beton” jest nie do skruszenia, a konkursy nie do wygrania przez zwykłych ludzi?

W sumie – może przydałby się konkurs na najlepszy hejt miesiąca? Z takim jury, jakie jest w Miliczu, zwycięzca byłby przecież znany z góry…

Autor: Rafał Chwaliński

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma