Są takie sesje rady miejskiej, po których mieszkańcy wychodzą z przekonaniem, że samorząd działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Są też takie, po których zostaje pytanie: czy ktoś jeszcze kontroluje, co naprawdę dzieje się z publicznymi pieniędzmi?
Sesja budżetowa Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich z 18 grudnia 2025 roku bardziej przypominała próbę utrzymania politycznej stabilności niż realne rozliczenie skuteczności gminy. Bo kiedy zestawi się oficjalny protokół sesji z gminną listą niezrealizowanych inwestycji drogowych, zaczyna wyłaniać się obraz dużo poważniejszego problemu niż pojedyncze opóźnienia.
To już nie wygląda na przypadek.
To zaczyna wyglądać na system.
ilustracja do artykulu opoznienia ale przesuniete
„Budżet bezpieczny”, ale dla kogo?
Burmistrz podczas sesji wielokrotnie podkreślał, że budżet gminy na 2026 rok jest „bardzo bezpieczny”.
Padły liczby:
- ponad 156,7 mln zł dochodów,
- identyczna kwota wydatków,
- brak deficytu,
- brak emisji obligacji.
Na pierwszy rzut oka — finansowy sukces.
Ale kilka zdań później pojawia się coś znacznie ważniejszego:
„w tym roku nie spłacamy kapitału dzięki restrukturyzacji długu”
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa historia tego budżetu.
Bo „bezpieczny budżet” można osiągnąć na dwa sposoby:
- skutecznym kończeniem inwestycji,
- albo przesuwaniem problemów w czasie.
Dokumenty pokazują, że w Obornikach Śląskich coraz wyraźniej widać ten drugi mechanizm.
Drogi widma. Inwestycje, które żyją głównie w dokumentach
Załączona do materiałów lista projektów drogowych jest dokumentem wyjątkowo niewygodnym politycznie. To nie jest opinia opozycji. To nie jest wpis w mediach społecznościowych. To gminne zestawienie inwestycji.
I właśnie ono pokazuje skalę problemu.
Na liście znajdują się zadania ciągnące się od 2021 roku:
- Bukowa,
- Wypoczynkowa,
- Kolonia,
- Komuny Paryskiej,
- Jana Klicha,
- Długa,
- Światowa,
- Graniczna,
- Pęgowska,
- Krótka,
- Brzozowa,
- Kościelna,
- Kasztanowa,
- Łąkowa
i wiele kolejnych.
Część z nich:
- była zgłaszana,
- projektowana,
- wpisywana do budżetów,
- przesuwana,
- trafiała do wydatków niewygasających,
- a potem wracała w kolejnych latach.
Mieszkańcy słyszą więc o tych samych drogach od lat.
Zmieniają się uchwały, prezentacje i harmonogramy.
Nie zawsze zmienia się rzeczywistość.
„Dalej funkcjonuje w przestrzeni”
To jedno zdanie z sesji może stać się symbolem całej polityki inwestycyjnej gminy.
Gdy radny Dawid Stawiak przypomniał, że mimo wcześniejszych ustaleń nie wykonano ulic Sosnowej i Świerkowej w Siemianicach, usłyszał odpowiedź, że inwestycja przechodzi na kolejny rok.
A przewodnicząca rady stwierdziła:
„Nie ma powodów, żeby nie głosować za budżetem skoro zadanie nie zostało zrealizowane z przyczyn obiektywnych i dalej funkcjonuje w przestrzeni na przyszły rok.”
To zdanie jest politycznie niezwykle istotne.
Bo pokazuje sposób myślenia:
nie liczy się wykonanie inwestycji,
ale to, że nadal istnieje w dokumentach.
W praktyce oznacza to bardzo niebezpieczny mechanizm:
projekt może być przez lata:
- planowany,
- przesuwany,
- poprawiany,
- wpisywany do WPF,
- i nadal politycznie przedstawiany jako „realizowany”.
Kto odpowiada za źle przygotowane przetargi?
Burmistrz tłumaczył brak realizacji inwestycji problemami z wykonawcą:
„Inwestycja nie została wykonana z przyczyn wykonawcy”
Tylko że w zdrowym systemie nadzoru samorządowego natychmiast pojawia się kolejne pytanie:
kto odpowiada za wybór wykonawcy?
Bo jeśli:
- przetarg został źle przygotowany,
- kryteria były niewłaściwe,
- wykonawca okazał się niewydolny,
- inwestycja stanęła,
- a zadanie wraca kolejny rok,
to nie jest wyłącznie „problem wykonawcy”.
To problem nadzoru inwestycyjnego i gospodarności.
I właśnie tutaj zaczyna się największy problem tej sesji:
brak realnego rozliczania.
Komisja rewizyjna milczy, rada uspokaja
W teorii rada miejska ma kontrolować burmistrza.
Komisja rewizyjna ma analizować skuteczność wykonywania budżetu.
Przewodnicząca rady ma dbać o standard debaty i interes mieszkańców.
Ale z protokołu wyłania się zupełnie inny obraz.
Nie widać:
- szczegółowej analizy opóźnień,
- żądania raportów naprawczych,
- kontroli wieloletnich inwestycji,
- ani presji politycznej związanej z przeciąganiem zadań.
Zamiast tego pojawia się ton uspokajający.
Wręcz obronny wobec burmistrza.
I trudno nie zauważyć politycznego kontekstu tej sytuacji.
Przewodnicząca rady nie zachowuje dystansu charakterystycznego dla osoby kontrolującej władzę wykonawczą. Wręcz przeciwnie — wielokrotnie łagodzi napięcia i neutralizuje krytykę dotyczącą niewykonanych inwestycji.
W lokalnej polityce nie jest tajemnicą, że takie relacje często wynikają z układów wyborczych i wspólnych list.
I właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie:
czy rada nadal pełni funkcję kontrolną, czy raczej politycznie zabezpiecza obecny układ władzy?
inwestycje drogowe w drodze, przesunięte i zapomniane
Absolutorium jako rytuał?
Najmocniejszy problem jest jednak jeszcze gdzie indziej.
Bo mimo:
- wieloletnich opóźnień,
- przesuwania inwestycji,
- wydatków niewygasających,
- problemów przetargowych,
- i inwestycji ciągnących się od 2021 roku,
burmistrz otrzymuje absolutorium i wotum zaufania.
To rodzi fundamentalne pytanie:
co dziś oznacza „wykonanie budżetu”?
Czy:
- realne zakończenie inwestycji,
- osiągnięcie efektów dla mieszkańców,
- skuteczność zarządzania,
czy może jedynie:
- poprawność formalna dokumentów,
- utrzymanie płynności,
- i przenoszenie zadań między kolejnymi budżetami?
Bo jeśli inwestycje mogą latami pozostawać „w realizacji”, a system polityczny nadal uznaje to za sukces — to mieszkańcy mają prawo pytać, gdzie kończy się planowanie, a zaczyna administrowanie oczekiwaniem.
„Wydatki niewygasające” – legalne narzędzie czy polityczny bufor?
Podczas sesji dopisano kolejne zadania do wykazu wydatków niewygasających:
- projekt ul. Ogrodowej w Pęgowie,
- projekt chodnika w Rościsławicach.
Formalnie wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Ale politycznie pojawia się pytanie:
czy mechanizm wydatków niewygasających nie zaczął pełnić roli „bufora”, który pozwala bez końca przesuwać odpowiedzialność za brak realizacji?
Bo dla mieszkańca efekt jest prosty:
drogi nadal nie ma.
Gmina projektuje, mieszkańcy czekają
Lista inwestycji pokazuje jeszcze jedną rzecz.
Ogromna część zadań dotyczy:
- projektów,
- zgłoszeń,
- pozwoleń,
- dokumentacji,
- przebudów planowanych.
Czyli samorząd bardzo intensywnie funkcjonuje na poziomie procedur.
Ale pytanie brzmi:
ile z tych inwestycji rzeczywiście zostało zakończonych?
I właśnie tutaj pojawia się największy kryzys zaufania.
Bo mieszkańcy coraz częściej odnoszą wrażenie, że:
gmina bardziej zarządza procesem planowania niż realnym kończeniem inwestycji.
Samorząd czy polityczny system podtrzymywania narracji?
Po lekturze dokumentów trudno oprzeć się wrażeniu, że w Obornikach Śląskich utrwalił się pewien model działania:
- inwestycje wpisuje się do budżetu,
- przesuwa między latami,
- utrzymuje w WPF,
- tłumaczy problemami proceduralnymi,
- a rada politycznie stabilizuje sytuację.
Tyle że mieszkańcy nie żyją w Wieloletniej Prognozie Finansowej.
Mieszkańcy żyją przy konkretnych drogach, chodnikach i inwestycjach.
I właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie:
czy samorząd nadal rozlicza skuteczność, czy już tylko zarządza oczekiwaniem?
Źródła:
- Protokół XXVII Sesji Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich z 18 grudnia 2025 r.
- „Lista projektów drogowych na stanie Gminy Oborniki Śląskie”.
Magazynu Radio DTR 5/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat warto domknąć
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


