To nie jest już temat o odpadach.
To jest temat o sposobie zarządzania gminą.
Sesja Rady Miejskiej z 23 kwietnia 2026 roku miała odpowiedzieć na jedno pytanie:
dlaczego system śmieciowy się nie bilansuje.
Nie odpowiedziała.
Za to pokazała coś innego – znacznie poważniejszego.
Dane istnieją. Ale nie są używane
W przestrzeni publicznej funkcjonują konkretne liczby:
- ok. 622 tony odpadów miesięcznie
- koszt jednego miesiąca: ponad 830 tys. zł
- dominują odpady zmieszane – najdroższa część systemu
To nie są nowe dane.
To są liczby, które gmina sama publikowała.
I właśnie dlatego zaskakuje jedno:
👉 na sesji nie stały się podstawą decyzji
Najpierw dopłaty, potem analiza
Podczas sesji:
- przyjęto dopłaty do systemu z budżetu gminy
- rozpoczęto rozmowę o inwestycji za 5–6 mln zł
- zapowiedziano… dopiero przygotowanie analizy kosztów
To odwrócenie logiki.
W normalnym modelu:
👉 najpierw dane → potem decyzje
Tu było odwrotnie:
👉 decyzje → a dane „pojawią się w maju”
To nie jest szczegół.
To fundament.
Radni pytają o koszty. Po głosowaniu
W trakcie sesji pada pytanie:
👉 jak obniżyć koszty systemu?
To jedno z najważniejszych pytań, jakie można zadać.
Tyle że padło w momencie, gdy:
- system już jest deficytowy
- dopłaty zostały przyjęte
- kierunek działań został wyznaczony
Czyli:
👉 pytanie pojawia się po decyzji, nie przed nią
Kompostownia. Rozwiązanie czy ucieczka do przodu?
Pomysł budowy kompostowni wraca jak refren.
Koszt:
👉 5–6 mln zł
Skala:
👉 ok. 6000 ton rocznie
Brzmi konkretnie.
Tylko że brakuje jednego:
👉 rachunku ekonomicznego
Nie padły odpowiedzi na podstawowe pytania:
- ile dziś kosztuje zagospodarowanie bioodpadów?
- jaki to procent całego systemu?
- jaka będzie realna oszczędność po inwestycji?
- po ilu latach inwestycja się zwróci?
Bez tego kompostownia nie jest projektem.
Jest hipotezą.
A przecież rozwiązanie może być bliżej niż się wydaje
W sąsiednim Żmigrodzie:
- opłata: ok. 41 zł od osoby
- z kompostownikiem przydomowym: ok. 35 zł
Mechanizm jest prosty:
👉 ograniczasz bioodpady → płacisz mniej
Efekt:
- mniej odpadów w systemie
- niższe koszty zagospodarowania
- większa kontrola mieszkańca nad rachunkiem
Oborniki: 80% domów jednorodzinnych. I brak systemu zachęt
To kluczowy fakt, który powinien ustawić całą dyskusję.
Oborniki to nie blokowiska.
To gmina, w której większość mieszkańców ma:
- ogród
- możliwość kompostowania
- realny wpływ na ilość bioodpadów
A mimo to:
👉 dyskusja idzie w stronę inwestycji centralnej
👉 zamiast systemowych zachęt lokalnych
To nie jest tylko wybór narzędzia.
To wybór kierunku myślenia.
System nie motywuje. Więc przestaje działać
Jeśli mieszkaniec:
- nie widzi różnicy w opłacie
- nie ma realnej ulgi za segregację
- nie rozumie struktury kosztów
to przestaje angażować się w system.
Efekt widać w danych:
👉 rośnie udział odpadów zmieszanych
👉 rosną koszty
👉 rośnie presja na podwyżki
To spirala.
Najbardziej niepokojące nie są liczby
Tylko brak spójności.
Bo mamy:
- dane – ale nieużywane w decyzjach
- pytania – zadawane po głosowaniu
- pomysły – bez pełnej analizy
- system – który wymaga dopłat
To nie wygląda jak zarządzanie.
To wygląda jak reagowanie.
Majowa sesja – test wiarygodności
Burmistrz zapowiedział, że przedstawi szczegółowe koszty.
I to będzie moment kluczowy.
Bo wtedy okaże się:
👉 czy dane będą podstawą decyzji
czy
👉 tylko uzasadnieniem decyzji już podjętych
Na koniec – jedno pytanie, którego nie da się uniknąć
Czy w Obornikach Śląskich ktoś naprawdę policzył system śmieciowy od początku do końca?
Bo bez tego:
- dopłaty będą wracać
- inwestycje będą ryzykowne
- mieszkańcy będą płacić coraz więcej
A odpowiedzi nadal będą odkładane… na kolejną sesję.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


