CBA w urzędzie Dolnośląskiego Konserwatora Zabytków.

konserwator zabytkow i cba. wroclaw
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

CBA w urzędzie Dolnośląskiego Konserwatora Zabytków. Agenci zabezpieczają dokumenty ws. „wpływów”. Gibski: „pełna współpraca, to normalne”

Wczoraj pisaliśmy o wejściu funkcjonariuszy CBA do siedziby Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków przy ul. Łokietka we Wrocławiu. Dziś temat nie gaśnie – sprawa nabiera rumieńców.

We wtorek 31 marca od rana agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego przetrzepywali dokumenty, komputery i nośniki danych w urzędzie, który odpowiada za ochronę dolnośląskich zabytków – pałaców, kamienic, mostów i kościołów.

Zabezpieczane materiały dotyczą powoływania się na wpływy przy załatwianiu spraw w tym urzędzie. Śledztwo prowadzi Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej – czyli nie jakaś lokalna prokuratura, tylko wyższy poziom.

Czytaj dalej

Zanim czytasz dalej

Na razie nikt nie został zatrzymany, nikt nie usłyszał zarzutów.

Sam Daniel Gibski, Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, wydał oświadczenie w typowo urzędniczym stylu: „Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków pozostaje w bieżącej i pełnej współpracy z właściwymi organami. Dokumenty są przekazywane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Tego rodzaju sytuacje zdarzają się w toku różnych spraw prowadzonych przez instytucje państwowe. Czynności te nie mają wpływu na bieżące funkcjonowanie urzędu.”

Klasyka. „Wszystko pod kontrolą, nic się nie dzieje, normalna procedura”.

Smaczku sprawie dodaje przeszłość samego Gibskiego. Jeszcze kilkanaście lat temu grał na basie w zespole Latające Odchody i wystąpił w teledysku do piosenki „Moherowy Sąg” – satyrycznego numeru, za który wrocławska prokuratura badała niedawno, czy nie obraził uczuć religijnych dwóch mieszkańców. Dziś ten sam człowiek decyduje o losie naszych zabytków: od kontrowersji wokół napisu „Kaiserbrücke” na Moście Grunwaldzkim, przez ogródki piwne na Rynku, po ratowanie walących się pałaców.

Czy w instytucji, która ma chronić nasze dziedzictwo, naprawdę ktoś załatwiał sprawy „po znajomości”? Czy koneksje ważniejsze są od prawa i realnej ochrony tego, co zostało po przodkach?

To nie jest odosobniony przypadek. Na Dolnym Śląsku coraz częściej widać, jak urzędnicza machina pracuje bardziej dla siebie niż dla obywateli. Papierkowa biurokracja dusi zwykłych ludzi, a w tle – wpływy i „załatwianie”.

Czekamy na konkrety ze śledztwa. Prokuratura jak na razie milczy o szczegółach.

Ciąg dalszy nastąpi.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry