Sobota, godzina 8 rano. Ktoś jeszcze próbuje dospać po ciężkim tygodniu. Ktoś inny siada z kawą na tarasie. I wtedy nagle rozlega się dobrze znany dźwięk: ryk spalinowej kosiarki.
To jeden z tych sąsiedzkich tematów, które wracają co roku jak bumerang. Zwykle zaczyna się niewinnie:
„Przecież mam prawo skosić swoją trawę”.
I rzeczywiście — prawo w Polsce daje właścicielowi działki sporą swobodę. Problem polega jednak na tym, że życie we wspólnocie nie kończy się na granicy płotu.
Czy prawo zakazuje koszenia trawy w weekend?
Krótka odpowiedź brzmi: nie.
Czytaj dalej
Powiązany temat
W Polsce nie istnieje ogólnokrajowy przepis, który wprost zabraniałby koszenia trawy w soboty, niedziele czy święta. Nie ma też czegoś takiego jak „ustawowa cisza dla kosiarek”.
To jednak nie oznacza pełnej dowolności.
ilustracja do artykułu weekendowy koszmarKiedy można mieć problemy przez hałas?
W grę może wchodzić art. 51 Kodeksu wykroczeń dotyczący zakłócania spokoju.
Przepis mówi:
„Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny…”
Najczęściej chodzi o sytuacje, gdy hałas:
- pojawia się bardzo wcześnie rano,
- trwa uporczywie,
- odbywa się późnym wieczorem,
- realnie utrudnia odpoczynek mieszkańcom.
Koszenie trawy w środku dnia raczej nie skończy się mandatem. Ale odpalenie głośnej spalinówki o 7 rano w niedzielę może już wywołać interwencję straży miejskiej albo policji — szczególnie wtedy, gdy konflikt trwa od miesięcy.
Wspólnoty i osiedla mają własne zasady
Mało kto o tym pamięta, ale wiele wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni posiada własne regulaminy dotyczące prac hałaśliwych.
Często można w nich znaleźć zapisy o:
- godzinach dopuszczalnych remontów,
- zakazie używania urządzeń spalinowych w niedziele,
- tzw. „ciszy weekendowej”.
I choć nie jest to ustawa, taki regulamin może stać się podstawą do zgłoszenia sprawy administracji lub straży miejskiej.
Problemem nie jest sama trawa
Tu zaczyna się najciekawsza część całej dyskusji.
Większość sąsiedzkich konfliktów nie bierze się z samego koszenia. Chodzi raczej o poczucie:
- braku szacunku,
- ignorowania innych,
- regularnego narzucania hałasu całemu otoczeniu.
Dziś wiele osób pracuje zdalnie. Inni mają małe dzieci albo starszych rodziców. Są też tacy, którzy po prostu chcą raz w tygodniu usiąść w ciszy i odpocząć od miasta, telefonów i ciągłego szumu.
Tymczasem spalinowa kosiarka potrafi generować ponad 90 decybeli hałasu. To poziom, który realnie męczy otoczenie.
A jeśli ktoś co sobotę i niedzielę zamienia ogród w pole bitwy o „idealny trawnik”, sąsiedzka sympatia potrafi uschnąć szybciej niż stokrotki po pierwszym przejeździe.
Europa już patrzy na to inaczej
W wielu krajach Europy Zachodniej niedzielne koszenie jest społecznie źle widziane, nawet jeśli formalnie pozostaje legalne.
Coraz częściej mówi się też o:
- rzadszym koszeniu trawników,
- łąkach kwietnych,
- ochronie owadów,
- ograniczaniu spalin i hałasu.
Zmienia się także myślenie o samym trawniku. Dla jednych idealny ogród to krótko przystrzyżona murawa. Dla innych — miejsce, które żyje, daje cień, zatrzymuje wodę i nie brzmi przez pół weekendu jak startujący skuter.
Cisza staje się luksusem
Prawo daje dużą swobodę. Ale dobre relacje sąsiedzkie rzadko buduje się kodeksami.
Czasem wystarczy odrobina wyczucia:
- nie odpalać kosiarki o świcie,
- uprzedzić sąsiadów,
- wybrać mniej uciążliwe godziny,
- albo zwyczajnie… odpuścić jedno koszenie.
Bo być może największym luksusem współczesnego weekendu nie jest perfekcyjny trawnik.
Tylko cisza.
Więcej z wrocław

Gwiazdy „za darmo”, rachunek dla mieszkańców. Danzel zagra dwa razy, lecz ile zapłacą samorządy?

Trzy dni, które zatrzęsły KARR. Najpierw wiceprezes, teraz prezes i cała rada nadzorcza

800 tysięcy z rezerwy na „pozostałą działalność administracji”. Na co Wrocław wyda pieniądze?

Najpierw wyższe pensje, potem dwa razy większa premia. Nowe zasady wynagradzania zarządu Stadionu Wrocław
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
