Samorząd jako dekoracja polityczna
W Chełmie PiS opowiadał o samorządzie tak, jakby przez ostatnie osiem lat nie trzymał w ręku ani budżetu państwa, ani ustaw, ani mechanizmów dzielenia pieniędzy. Było dużo o godności, Polsce jednej prędkości, wsparciu małych gmin i powiatów. Brzmiało ładnie. Nawet bardzo ładnie. Tylko że polityka, jak sad, nie rozlicza się z zapowiedzi, ale z owoców.
A te owoce samorządy już znają.
9 maja 2026 roku w Chełmie odbyła się konwencja PiS „Samorząd Przyszłości” w ramach cyklu „Myśląc Polska. Alternatywa 2.0”. Wystąpili m.in. Jarosław Kaczyński, Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki. Kaczyński mówił o potrzebie wsparcia mniejszych miast, powiatów i gmin, a Czarnek zapowiadał zmiany w finansowaniu samorządów, w tym większy udział JST w podatku CIT oraz w podatkach od sieci wielkopowierzchniowych i zagranicznych koncernów.
ilustracja do artykułu pis obieca samorządom samorządność przed wyborami
Gdy opozycja odkrywa samorząd
Problem nie polega na tym, że PiS mówi dziś o finansowaniu gmin. Problem polega na tym, że mówi to partia, która przez lata budowała model zależności: mniej stabilnych dochodów własnych, więcej dotacji, promes, czeków, konferencji i decyzji podejmowanych w Warszawie.
Najwyższa Izba Kontroli wskazywała, że zmiany podatkowe z lat 2019–2022 uszczupliły dochody własne samorządów, a główną przyczyną spadku dochodów z PIT był Polski Ład. NIK pisała także o zachwianiu konstytucyjnej pozycji JST, problemach z planowaniem budżetów i osłabieniu zdolności inwestycyjnych.
To jest sedno sprawy. Samorząd nie jest silny wtedy, gdy minister przywozi kartonowy czek. Samorząd jest silny wtedy, gdy może planować, inwestować i odpowiadać przed mieszkańcami bez pytania centrali, czy tym razem łaskawie skapnie.
„Polska jedna” czy Polska według klucza?
W Chełmie padły hasła o tym, że nie może być Polski A i Polski B. Tyle że raport Instytutu Finansów Publicznych pokazał inną mapę. Według IFP w latach 2019–2023 gminy rządzone przez włodarzy związanych ze Zjednoczoną Prawicą otrzymały prawie 2,35 razy więcej środków z dotacji rządowych niż gminy rządzone przez opozycję parlamentarną.
I tu zaczyna się najważniejsze pytanie: czy samorząd ma być wspólnotą mieszkańców, czy zapleczem partyjnego systemu nagród?
Bo jeżeli przez lata pieniądze płynęły szerzej tam, gdzie politycznie było bliżej do władzy, to trudno dziś występować w roli obrońcy samorządowej równości. Można próbować. Polityka znosi wiele. Ale pamięć gmin, powiatów i miast bywa mniej elastyczna niż partyjny przekaz dnia.
Czek zamiast systemu
PiS miał jedną skuteczną opowieść: inwestycje w Polsce lokalnej. Drogi, kanalizacje, świetlice, szkoły, remizy. Tego nie można lekceważyć, bo w wielu miejscach te inwestycje naprawdę powstały.
Ale pytanie brzmi: za jaką cenę ustrojową?
Jeżeli samorząd dostaje mniej własnych, przewidywalnych pieniędzy, a więcej środków rozdzielanych decyzją rządu, to przestaje być gospodarzem. Staje się petentem. A petent nie planuje rozwoju. Petent czeka na telefon, promesę, nabór, podpis i polityczny uśmiech do zdjęcia.
Nowa ustawa o dochodach JST od 2025 roku zmieniła sposób liczenia dochodów z PIT i CIT: dochody samorządów są powiązane z dochodami podatników z terenu danej jednostki, a nie tylko z faktycznie zapłaconym podatkiem. Ministerstwo Finansów wskazywało, że w nowym systemie każdy samorząd miał otrzymać wyższe dochody niż według poprzednich zasad.
PiS mówi: godność. Samorząd pyta: gdzie była przez osiem lat?
Najmocniej wybrzmiało słowo „godność”. Jarosław Kaczyński mówił o samorządowcu, który ma być „panem” w dawnym znaczeniu tego słowa — kimś, kto potrafi rozmawiać z silniejszymi z pozycji godności.
Ładny cytat. Tylko że godność samorządowca nie polega na tym, że może odmówić pieniędzy „przeciwko interesom”. Godność samorządowca polega na tym, że nie musi chodzić po pieniądze jak po jałmużnę.
Jeżeli burmistrz, wójt czy starosta nie wie, czy dostanie pieniądze na drogę, szkołę albo kanalizację, bo system zależy od politycznego rozdania, to nie jest godność. To jest zarządzanie przez niepewność.
A niepewność w samorządzie kosztuje konkretnie: opóźnione remonty, odłożone inwestycje, gorsze usługi publiczne, droższe zadania i większą frustrację mieszkańców.
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Reklama

Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
Osiem lat owoców
PiS dziś mówi, że samorząd trzeba wzmacniać. Ale przez osiem lat wzmacniał przede wszystkim państwo centralne.
Mówił o Polsce lokalnej, ale budował mechanizm, w którym lokalność była zależna od centrum.
Mówił o sprawiedliwości, ale raporty pokazywały nierówności w podziale środków.
Mówił o rozwoju mniejszych miejscowości, ale jednocześnie osłabiał przewidywalność finansów wszystkich JST.
Mówił o wspólnocie, ale często traktował samorządy opozycyjne jak polityczny problem, a nie jak część państwa.
I właśnie tu jest hipokryzja. Nie w tym, że partia zmienia program. Partie czasem zmieniają zdanie. Hipokryzja zaczyna się wtedy, gdy ktoś udaje, że nie ma własnej historii.
KO też nie ma czeku in blanco
Żeby było jasne: obecny rząd również powinien być rozliczany. Reforma finansowania samorządów musi być oceniana nie po komunikatach, ale po sprawozdaniach, inwestycjach, kondycji powiatów, kosztach oświaty, szpitali i transportu. Pierwszy rok nowego systemu pokazuje nominalny wzrost dochodów JST z 436 mld zł w 2024 roku do 472 mld zł w 2025 roku, ale pełna ocena wymaga danych z kolejnych lat i analizy, komu realnie starczyło na zadania.
Bo samorząd nie potrzebuje kolejnej religii partyjnej. Potrzebuje stabilnych pieniędzy, uczciwych reguł i państwa, które nie traktuje gminy jak podwładnego.
Największy test jest prosty
Nie chodzi o to, kto głośniej powie „samorząd”. Chodzi o to, kto odda samorządom realną sprawczość.
Gmina nie jest oddziałem partii. Powiat nie jest tłem do konferencji. Mieszkańcy nie są statystami w spocie wyborczym.
Dlatego po konwencji w Chełmie warto zapamiętać jedno zdanie, choć może nie takie, jakie chcieliby autorzy tego wydarzenia:
cenimy was po owocach.
A owoce z lat 2015–2023 były dla samorządów często kwaśne. Niektóre nawet ładnie wyglądały na zdjęciach z czekiem. Ale po rozgryzieniu zostawał smak zależności od władzy.
I teraz, gdy ta sama władza — już z ław opozycji — mówi o godności samorządu, mieszkańcy mają prawo zapytać:
gdzie ta godność była wtedy, gdy można było ją wpisać do ustaw, budżetów i realnych zasad finansowania?