Felieton: Dlaczego oszustwo władzy podszyte PR jest tak irytujące
Nie ma nic gorszego w życiu społecznym niż moment, w którym opadają maski władzy. Ten moment, gdy nagle okazuje się, że pod warstwą uśmiechów, sloganów i konferencyjnych frazesów nie ma ani wizji, ani odpowiedzialności – jest tylko PR-owa wydmuszka, napompowana cudzym kosztem.
Bo władza uwielbia mówić:
„Zadłużać się trzeba w imię rozwoju”,
„Pan się nie zna, tak się robi dla rozwoju”.
A na sztandarach wyborczych niesie hasła w rodzaju:
„Skuteczni dla rozwoju”.
Brakuje tylko drobnego druku: „za dług, który zapłacicie wy – i wasze dzieci”.
Rozwój na kredyt… cudzym kosztem
Nie ma co udawać: zadłużenie było potrzebne. Inwestycje były zaniedbane, infrastruktura wymagała nadrobienia lat zaniechań. Problem w tym, że w pogoni za „rozwojem” zgubił się rozsądek, a wraz z nim zniknęła kontrola.
Zgubili się wszyscy.
Nawet ci, którzy kontrolować powinni.
Ups… zapomniałem.
Wasale nie kontrolują swego pana.
Feudalny system samorządowy
Rada miasta w takim układzie nie jest żadną władzą uchwałodawczą. Jest systemem feudalnym, niezbędnym do istnienia burmistrza i jego układu. Radni podnoszą ręce – czy rozumieją, czy nie. A burmistrz podsuwa im swoje wizje: mądre, głupie, kosztowne albo kompletnie chybione – ale zawsze swoje.
Bo ego władzy jest ważniejsze niż konsekwencje.
Każdy wpis, każda decyzja jest sygnowana: „moje”.
Radni? Wykastrowani z decyzyjności. Polityczni kastraci nie mają głosu u feudalnego pana.
Sesja nadzwyczajna – współczesna inkwizycja
Sesje nadzwyczajne to nie przypadek. To narzędzie bezwzględne, działające jak inkwizycja i karabin maszynowy w jednym. Bez refleksji. Bez dyskusji. Bez myślenia. Idealne, gdy trzeba coś przepchnąć szybko i bez śladów debaty.
I radni się na to godzą.
Dobrowolnie.
Z pełną świadomością.
Najgorsi są jednak wyborcy
Ale najgorsze w tym wszystkim nie jest nawet to.
Najgorsza jest armia ślepych, głuchych i niemych wyborców, którzy ten system stworzyli. To oni wybrali burmistrza. To oni wybrali jego wasali. To oni ponoszą współodpowiedzialność za przerost inwestycji, za długi, których obsługa zaczyna pożerać sens tych inwestycji.
To oni akceptują likwidację szkoły, bo „brakuje 1,2 mln zł rocznie”.
Tylko dziwnym trafem innym szkołom nie zabraknie.
A może czas najwyższy:
ograniczyć administrację,
zwolnić ludzi ze zbędnych stanowisk,
wprowadzić realne oszczędności?
Nie. Łatwiej ukarać dzieci.
Dzieci zapłacą za błędy dorosłych
Dojazdy. Czekanie na autobus. Marnowanie czasu. Rozpad lokalnej wspólnoty.
To wszystko jest akceptowalne – byle władza mogła rano spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „mam czyste sumienie”.
Czyste sumienie władzy, która:
wydawała pieniądze tam, gdzie nie powinna,
nie potrafiła się zatrzymać,
a dziś mówi: „nie ma środków”.
Dziecko nie zaprotestuje.
Dziecko nie zagłosuje.
Dziecko można poświęcić.
A dorosły polityk?
On już wie, że nie będzie startował w kolejnych wyborach, więc głosy nie są mu potrzebne.
Czy na pewno?
Piramida finansowa „rozwoju”
Ten „rozwój” coraz bardziej przypomina piramidę finansową. Dopóki wszyscy krzyczą „super, jesteś wielki”, wszystko się trzyma. Gdy przychodzi trudny moment – konstrukcja zaczyna się sypać.
Wystarczy spojrzeć w budżet.
Wystarczy spojrzeć na kolejne projekty, które miały być sukcesem, a zaczynają wyglądać jak finansowe studnie bez dna. Coraz głębiej. Coraz drożej. I bez żadnego wytrysku.
Ale odpowiedzialność spada nie na decydentów.
Spada na dzieci.
A przecież dziecko miało być chronione
Zawsze słyszymy, że dziecko jest pod ochroną dorosłych.
Tylko pytanie brzmi: jakich dorosłych?
Tych, którzy chowają się za PR-em?
Tych, którzy mylą rozwój z zadłużeniem?
Tych, którzy mylą władzę z własnym ego?
Bo jeśli to są ci dorośli – to nie jest żadna ochrona.
To jest społeczne oszustwo, podszyte uśmiechem i hasłem „rozwoju”.
I właśnie dlatego tak bardzo irytuje.






