Płoną samochody. Lecą kamienie. Rozbijane są witryny sklepów. Tłum świętuje zwycięstwo swojej drużyny, a kilka godzin później część miasta przypomina strefę wojny.
To nie pierwszy taki obrazek.
Londyn. Paryż. Los Angeles. Berlin. Warszawa. Buenos Aires.
Czytaj dalej
Nie uciekaj z tematu
Zmieniają się języki, flagi i powody. Mechanizm pozostaje ten sam.
I właśnie wtedy pojawia się pytanie, które powinno zainteresować każdego bardziej niż wynik meczu:
Dlaczego mimo tysięcy lat cywilizacji agresja nadal jest w nas tak silna?
Czy naprawdę żyjemy w bardziej brutalnych czasach?
Gdy oglądamy nagrania płonących ulic, łatwo dojść do wniosku, że świat oszalał.
Czytaj dalej
Jeszcze jeden trop w tej sprawie
Ale historia mówi coś zupełnie innego.
Przez większość dziejów ludzkości przemoc była czymś zwyczajnym.
Publiczne egzekucje przyciągały tłumy. Wojny trwały dziesiątkami lat. Niewolnictwo było legalne. Tortury stanowiły element wymiaru sprawiedliwości. Miasta były regularnie grabione i palone.
Jeszcze kilkaset lat temu przeciętny człowiek miał znacznie większą szansę umrzeć z rąk drugiego człowieka niż dziś.
Paradoks współczesności polega na tym, że przemocy prawdopodobnie jest mniej niż kiedykolwiek wcześniej, ale nigdy wcześniej nie była tak widoczna.
Każdy smartfon jest kamerą.
Każdy świadek może być reporterem.
Każde zdarzenie może w kilka minut obiec cały świat.
Nie widzimy więcej przemocy dlatego, że jest jej więcej.
Widzimy ją dlatego, że po raz pierwszy w historii widzimy niemal wszystko.

ilustracja do artykułu cywilizacja czy instynkt
Człowiek z XXI wieku nadal ma mózg z epoki kamienia
Technologia rozwija się błyskawicznie.
Ewolucja biologiczna nie.
Człowiek siedzący przed ekranem smartfona posiada niemal ten sam układ nerwowy, który tysiące lat temu pomagał jego przodkom przetrwać w świecie drapieżników, głodu i walk między plemionami.
Agresja była narzędziem przetrwania.
Strach był mechanizmem ostrzegawczym.
Podział na „nas” i „ich” zwiększał szanse przeżycia grupy.
Cywilizacja zmieniła otoczenie.
Nie zmieniła natury człowieka równie szybko.
Dlatego czasem wystarczy tłum, emocje i poczucie anonimowości, by spod warstwy kultury zaczęły wychodzić instynkty, które towarzyszą nam od tysięcy pokoleń.
Dlaczego edukacja nie rozwiązała problemu?
To pytanie warto postawić szczególnie mocno.
Przecież społeczeństwa są coraz lepiej wykształcone.
Mamy szkoły, uniwersytety, internet i nieograniczony dostęp do wiedzy.
A mimo to nadal dochodzi do zamieszek, wojen i aktów brutalności.
Bo wiedza i mądrość nie są tym samym.
Można znać kilka języków.
Można ukończyć studia.
Można być ekspertem w swojej dziedzinie.
A jednocześnie nie radzić sobie z własnymi emocjami.
Szkoły uczą rozwiązywania równań.
Znacznie rzadziej uczą rozpoznawania manipulacji, kontroli gniewu czy odpowiedzialności za wspólnotę.
Tymczasem to właśnie te umiejętności często decydują o tym, czy człowiek buduje świat, czy go niszczy.
Dlaczego rządy ciągle powtarzają te same błędy?
Patrząc na historię, można odnieść wrażenie, że ludzkość cierpi na zbiorową amnezję.
Kolejne pokolenia popełniają błędy, które wcześniej doprowadzały do katastrof.
Rosną podziały.
Pojawia się radykalizm.
Społeczeństwa dzielą się na wrogie obozy.
A później wszyscy są zaskoczeni skutkami.
Problem polega na tym, że pamięć historyczna jest znacznie krótsza niż historia.
Pokolenie, które przeżyło tragedię, pamięta ją doskonale.
Następne zna ją już tylko z opowieści.
Kolejne traktuje ją jak rozdział w podręczniku.
W pewnym momencie doświadczenie zamienia się w abstrakcję.
I cykl zaczyna się od nowa.
Czy wojna jest potrzebna, by przywrócić porządek?
Historia pokazuje coś bardzo niewygodnego.
Wielkie wojny często kończyły się stworzeniem nowych systemów politycznych i społecznych.
Nie oznacza to jednak, że wojna była rozwiązaniem.
Była raczej dowodem wcześniejszej porażki.
Porażki polityków.
Porażki instytucji.
Porażki społeczeństw.
Porządek zbudowany na ruinach zawsze kosztuje więcej niż porządek utrzymany bez ich tworzenia.
Czego naprawdę chcą ludzie?
Gdy spojrzymy poza medialny hałas, odpowiedź okazuje się zaskakująco prosta.
Większość ludzi nie marzy o rewolucji.
Nie chce wojny.
Nie chce chaosu.
Nie chce życia w świecie przypominającym więzienie ani państwo pogrążone w przemocy.
Większość ludzi chce spokojnie żyć.
Pracować.
Wychowywać dzieci.
Mieć poczucie bezpieczeństwa.
Problem polega na tym, że cywilizacja jest znacznie cichsza od chaosu.
Podpalony samochód trafia na pierwsze strony gazet.
Miliony ludzi, którzy tego dnia nikomu nie zrobili krzywdy, nie trafiają nigdzie.
Najważniejszy paradoks naszych czasów
Być może największym sukcesem współczesnej cywilizacji jest to, że przy całej widocznej przemocy żyjemy prawdopodobnie w najbezpieczniejszej epoce w historii człowieka.
A największym zagrożeniem jest to, że codzienny strumień obrazów przemocy może przekonać nas o czymś dokładnie odwrotnym.
Bo kiedy oglądamy płonące samochody w Paryżu, zamieszki po meczu czy kolejne nagrania z konfliktów, łatwo uwierzyć, że świat się rozpada.
Tymczasem prawdziwe pytanie brzmi nie: „Dlaczego oni niszczą?”
Znacznie ważniejsze jest inne:
Co sprawia, że miliardy ludzi każdego dnia tego nie robią?
To właśnie tam, a nie w płonącym samochodzie, kryje się tajemnica przetrwania cywilizacji.