Felieton: Domy pomocy społecznej. Państwo, które udaje, że liczy
Kiedy czytam raport NIK o finansowaniu domów pomocy społecznej, mam wrażenie, że mamy do czynienia z państwem, które liczy, ale nie umie policzyć. A najgorsze, że nawet nie udaje, że mu zależy. Liczby toną w swoich własnych sprzecznościach, wojewodowie mnożą interpretacje, a powiaty mnożą problemy. I wszyscy zgodnie mówią: „My tylko stosujemy prawo”. Jasne. A że prawo przypomina dziś sklejony taśmą wycinek z „Monitorów” sprzed dwóch dekad? Szczegół.
Raport NIK to nie jest kontrola. To jest akt oskarżenia.
Stare zasady, młode problemy
Państwo mówi: „Stare zasady z 2004 roku są wciąż aktualne”. I faktycznie — aktualnie dobijają DPS-y.
Wyobraźmy sobie, że prowadzimy dom pomocy społecznej. Koszty rosną jak na drożdżach, prąd droższy, jedzenie droższe, pensje minimalne biją kolejne rekordy, a wojewoda mówi:
„Proszę nie przesadzać, przecież od ośmiu lat przyznajemy tyle samo pieniędzy. Jakoś sobie radzicie”.
Tak, radzą sobie. Na granicy prawa, jakości usług i granicy ludzkiej wytrzymałości personelu.
A potem pojawia się skarga mieszkańca, że nie było terapii albo windy.
I nagle okazuje się, że DPS nie spełnia standardów.
No jakby mógł?
Wojewoda jako księgowy z minionej epoki
Najzabawniejsze jest to, w jaki sposób wylicza się dotacje.
Niektórzy wojewodowie liczą je „z poprzedniego miesiąca”, inni „ze średniej rocznej”, jeszcze inni — jakby losowali numery w totolotku.
Wojewoda małopolski to już klasyk gatunku: od ośmiu lat ta sama kwota na zadanie, mimo podwojenia kosztów życia.
To jak prowadzić pizzerię, w której ceny składników rosną, ale klient od 2016 roku płaci za margheritę dokładnie 14,99 zł i jeszcze krzyczy, że ma być więcej sera.
Powiat? Zarządca, nie gospodarz
Powiaty niby robią, co mogą, ale w praktyce tylko administrują. Strategii nie ma — w kilku miejscach nawet formalnych dokumentów brak.
Remonty? Tylko jeśli nie ma wyjścia.
Weryfikacja kosztów utrzymania? W trzech powiatach — żadna.
Kontrola DPS-ów? Zdarza się. Jak kometa — raz na jakiś czas, raczej przypadkiem.
A jednocześnie powiaty potrafią wskazać, że „ustawa jest skomplikowana”.
Otóż nie — skomplikowany jest model jej stosowania.
Ludzie w tle. O nich jest ten raport
Wszystkie tabele i paragrafy mają twarz. Czasem pogodną, częściej zmęczoną.
To mieszkańcy, którzy wymagają opieki — często ostatniej w życiu.
Tymczasem w niektórych DPS-ach brakuje łazienek, pokoi o właściwym metrażu, windy, opiekunów, cyklicznych szkoleń.
I żeby było śmieszniej, w jednym domu… pobierano opłaty od osób, które były czasowo nieobecne, choć ustawa tego zabrania.
Drobnostka? 16 tysięcy złotych takich „drobnostek”.
Ale kogo to obchodzi, skoro system pozwala, by pieniądze idące na ludzi liczyć jak wskaźnik inflacji w PRL: „mniej więcej i na oko”.
Kryzys, który państwo stworzyło samo
NIK mówi wprost:
system finansowania DPS-ów wymaga natychmiastowej naprawy.
Ministerstwa muszą usiąść razem, doprecyzować przepisy, zlikwidować uznaniowość i wprowadzić jednoznaczny sposób liczenia dotacji.
I tu pojawia się kluczowe pytanie:
Czy państwo naprawdę chce naprawy tego systemu?
Bo brzmienie raportu wskazuje, że bardziej opłaca się utrzymać chaos, który pozwala wojewodom stosować własne metodologie i „trzymać ramy budżetu”, a powiatom zrzucać winę na państwo.
A DPS-y?
DPS-y mają po prostu „działać”. Jak stary telewizor Rubin: ważne, że świeci, a że czasem kopnie prądem — trudno.
Felietonowy morał?
System pomocy społecznej w Polsce nie jest niesprawny.
On jest konsekwentnie psuty, aż osiągnął stan, w którym każdy robi, co może, by nie być winnym.
A osoby starsze, chore, niesamodzielne? Ich głos przebija się tylko wtedy, gdy NIK opublikuje raport. I wtedy wszyscy udają zaskoczonych.
Tylko że nikt tu nie powinien być zaskoczony.
Bo jeśli państwo od dwóch dekad żyje w przekonaniu, że można finansować DPS-y bez liczenia realnych kosztów, to i tak cud, że te placówki jeszcze działają.







