Czy prezydent dużego miasta powinien w środku własnych problemów prawnych nagrywać filmik o hamburgerze? A może właśnie tak dziś wygląda samorządowy PR – między kłopotami a kanapką?
Autor: Rafał Chwaliński
Jak wygląda wizerunek władzy, gdy zamiast konferencji jest Drwal?
Wystarczy trzydzieści sekund wideo. Prezydent Wrocławia siada przy stole, obok kot, przed nim pudełko z logo McDonald’s. Niby nic — „domowy, ludzki moment”. Problem w tym, że to nie jest zwykły obywatel. To osoba z aktywnym aktem oskarżenia, której sprawa trafiła już do sądu.
W tym kontekście banalny filmik z kanapką staje się czymś więcej. Symbolem ignorancji? Błędem PR? A może manifestem: „nic mnie nie rusza”?
W materiale słyszymy nawet:
„U nas klasyczny Drwal”
i w tle podziękowania dla „szefostwa McDonald”. Brzmi jak kryptoreklama. Wygląda jak kryptoreklama. I działa jak kryptoreklama.
Czy to tylko niefrasobliwość, czy brak świadomości sytuacji?
Na nagraniu kot otrzymuje kawałek bułki, a prezydent żartuje, komentuje, pokazuje logo. Całość przypomina produkcję lifestyle’owego influencera, nie włodarza metropolii.
Władza, która powinna świecić przykładem, wygląda jakby zbyt długo żyła w świecie wewnętrznej narracji – tej, w której nic złego się nie dzieje, bo wideo z Drwalem zawsze poprawi nastrój.
Tymczasem w tle mamy realne problemy społeczne, protesty mieszkańców, trudne pytania o zarządzanie miastem oraz sprawę karną, która toczy się tu i teraz.
Dlaczego ten filmik wywołuje taki dysonans?
Bo nie chodzi o hamburgera.
Chodzi o kompletne nieczucie nastrojów społecznych.
Gdy obywatel ma poczucie chaosu, niepewności i braku odpowiedzialności — nie oczekuje od władz filmiku z fast foodem, tylko komunikacji, która pokazuje świadomość realiów.
Komentuje to jeden z mieszkańców (cytat z komentarza):
„Czy to jest powaga urzędu czy reklama McDonalda?”
Inny:
„Jak można nagrywać takie rzeczy, gdy wisi nad Panem akt oskarżenia?”
Czy pojawiła się sugestia, że to ‘za free’?
Podziękowania dla „szefostwa McDonalda” i forma nagrania mogą sugerować odbiorcy, że to materiał reklamowy — a więc coś, co musi być zgodne z ustawą o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne.
Nawet jeśli nic nie było „za darmo”, to sam cień wątpliwości jest katastrofą wizerunkową.
Zwłaszcza, że mieszkańcy doskonale pamiętają każdą sytuację, w której urzędnicy mieszali funkcję publiczną z autopromocją lub komercją.
Jak ten filmik wpisuje się w większy obraz władzy?
To nie pierwszy moment, w którym prezydent Wrocławia decyduje się na format „prywatno-publiczny”.
Były nagrania z kotem, okolicznościowe grafiki, „luźne” treści. Ale dziś, po decyzjach prokuratury i po złożeniu aktu oskarżenia, standard powinien być zupełnie inny.
To już nie sezon na Drwala.
To sezon na powagę.
Komentarz redakcji Radio DTR
Z punktu widzenia komunikacji publicznej takie nagranie to strzał w kolano.
Nie buduje wizerunku człowieka bliskiego ludziom — wręcz przeciwnie. Pokazuje władzę, która nie dostrzega powagi sytuacji, nie czyta społecznych emocji i nie rozumie, jak odbierane jest jej zachowanie.
Ten filmik powinien trafić do podręczników jako przykład: jak nie prowadzić komunikacji kryzysowej.









