Są dokumenty, które w historii samorządu stają się pamiątkami.
Zwykle takimi, które trzymamy w segregatorze.
Ale ten – ten z Gminy Długołęka – warto sobie oprawić w ramkę i powiesić nad stołem w kuchni.
Tuż obok kalendarza wyborczego.
Żeby nikt już nigdy nie zapomniał, kto potrafił w XXI wieku wmówić ludziom, że autobus nie dojedzie, bo droga jest… za wąska.
Tak, proszę Państwa.
To jest oficjalna, gminna wizja świata:
łopata do śniegu – szeroka,
bus – za szeroki,
wyobraźnia – najwęższa.
Z dokumentu wyziera jedna, piękna teza:
„Nie da się.”
Bo w Gminie Długołęka wszystko jest przeszkodą.
Droga za wąska.
Teren za trudny.
Przystanek się nie mieści.
Operator marudzi.
Mieszkaniec przesadza.
Autobus za długi.
Wybory – za krótkie.
Najlepsze jest to, że te pisma są napisane z powagą, która nadaje im rangę niemal białej księgi samorządowej niemocy.
To styl, który powinien mieć swoje osobne hasło w Wikipedii:
„Urzędniczy minimalizm – filozofia zarządzania polegająca na tym, że niczego nie da się zrobić, ale wszystko da się wytłumaczyć.”
„Model komunikacyjny XXI wieku” – gminne wydanie
W Europie:
busy elektryczne, transport na żądanie, minibusy dopasowane do wąskich uliczek, pętle tymczasowe, cyfrowe tablice, aplikacje mobilne.
W Długołęce:
„Szanowni Państwo, brak możliwości, brak szerokości, brak pętli, brak nawierzchni, brak wszystkiego.”
Gmina Długołęka odkryła też nowy rodzaj geografii.
Według dokumentu:
autobusy nie mieszczą się na drogach,
a szkoły, praca i lekarz magicznie przestają istnieć,
jeśli nie prowadzi do nich linia aglomeracyjna o wystarczającej „parametryzacji”.
Za to jeden parametr jest zawsze na miejscu:
poczucie wyższości urzędnika.
Skoro nie ma autobusu, po co ruszać się z domu?
To przesłanie nie pada wprost, ale unosi się nad tym dokumentem jak gminny smog z sezonu grzewczego.
Przekaz jest prosty:
„Mieszkańcu, jeśli żyjesz w Bielawie, Oleśniczce, Kątnej czy Rakowie — to twój problem.
Urząd ma ważniejsze sprawy.”
Jakie?
Nie wiemy.
Ale z pewnością bardziej istotne niż to, czy ktoś może dojechać do szkoły, pracy czy lekarza.
Ba!
Z pisma wynika, że młodzież z Długołęki, która MUSI dojeżdżać do liceum, powinna się cieszyć, że w ogóle istnieje węzeł przesiadkowy.
Nawet jeśli musi iść pieszo przez trzy wioski, bo bus nie dojedzie „z uwagi na parametry”.
A teraz najważniejsze:
Na wybory transport zadziała zawsze.
To najważniejszy filar komunikacji gminnej.
Bo nagle, gdy trzeba przewieźć obywatela do urny:
drogi są szerokie jak autostrada,
busy czarodziejsko się mieściły,
a nawet jak się nie mieściły — to i tak przyjadą,
bo głos trzeba dowieźć.
W innych dniach roku możesz sobie mieszkać w komunikacyjnej czarnej dziurze,
ale w wyborczą niedzielę — zostaniesz pasażerem VIP.
Z przywilejem oddania głosu na tych, którzy dzień później znów napiszą:
„Brak możliwości wykonania pętli autobusowej z uwagi na ukształtowanie terenu.”
**Po co to czytać?
Bo to jest gotowa broszura wyborcza.**
Ale nie taka, którą urząd chciałby rozdawać.
To jest raczej katalog przegapionych szans,
instrukcja obsługi indolencji,
manifest samorządowego „nie da się”.
Dokument, który każdy mieszkaniec powinien mieć wydrukowany, oprawiony,
i trzymać sobie nad biurkiem.
W chwili wyboru – spojrzysz na tę świętą księgę wymówek.
Na te wszystkie „braki możliwości”, „braki szerokości”, „braki zlokalizowania pętli”.
I pomyślisz:
„A może tym razem nie zmarnuję swojego krzyżyka?”
Bo jeśli dziś w gminie nie potrafią wymyślić, jak dowieźć ludzi do miasta,
to jutro…
nie wymyślą, jak dowieźć przyszłości do gminy.
Autor: Rafał Chwaliński
