Co roku pod koniec grudnia w Niderlandach rozgrywa się pojedynek, w którym nie liczą się fajerwerki ani koncerty gwiazd. Liczy się ogień. A dokładniej – kto zbuduje większe ognisko. Dwie plaże, dwie społeczności i jedna tradycja, która przez lata wymknęła się spod kontroli.
Gdzie to się dzieje?
Miejscem akcji jest Haga oraz jej nadmorskie dzielnice. Po przeciwnych stronach symbolicznej barykady stoją:
Scheveningen – północna plaża, bardziej turystyczna, widowiskowa
Duindorp – południowa plaża, dzielnicowa, zwarta, „swoja”
To właśnie tam od dekad powstają gigantyczne stosy z drewnianych palet, które w noc sylwestrową zamieniają się w ogromne ogniska.
Skąd wziął się ten zwyczaj?
Początek był niewinny. Po świętach palono stare choinki i resztki drewna. Z czasem pojawiła się rywalizacja, potem ambicja, a w końcu – niepisana zasada: nasze ognisko musi być większe niż wasze.
Budowa trwa kilka dni. Setki wolontariuszy, tysiące palet, precyzja przypominająca raczej wznoszenie rusztowania niż tradycyjne ognisko. Konstrukcje rosły z roku na rok, aż zaczęto mówić o nich jako o największych ogniskach w Europie.
Kiedy tradycja stała się problemem?
Przełom przyszedł w 2018 roku. Ognisko w Scheveningen osiągnęło rozmiary, które – mówiąc wprost – przerosły zdrowy rozsądek. Po zapłonie powstała burza iskier i żaru, które wiatr przeniósł na okoliczne zabudowania. Doszło do pożarów dachów, ewakuacji mieszkańców i poważnej dyskusji o odpowiedzialności.
To był moment, w którym lokalne władze powiedziały „dość”.








