Fundacja dworskiego radnego

fundacja dworskiego radnego

Dlaczego w Trzebnicy rodzi się fundacja, którą od pierwszych godzin otwarcia błogosławi władza? I jak to możliwe, że prywatna inicjatywa radnego z obozu burmistrza rozwija się szybciej niż większość lokalnych NGO, które od lat pracują społecznie, bez dostępu do gabinetów, listów intencyjnych i parasoli politycznych? To historia, która każe zadać kilka niewygodnych pytań — o przejrzystość, uczciwość i rozrastającą się sieć zależności w gminie Marka Długozimy.


Czy to jeszcze fundacja, czy już projekt polityczny?

Kiedy burmistrz miasta publikuje na swoim oficjalnym profilu pełne zachwytu oświadczenie, w którym wita na scenie „nową inicjatywę Natalii i Mateusza Kempów”, trudno mówić o neutralności. Jeszcze trudniej — o dystansie. Zwłaszcza gdy dopisuje:

„Na co dzień współpracuję z panem Mateuszem Kempą jako radnym z mojego ugrupowania i widzę, jak mocno angażuje się w sprawy miasta. Tym bardziej cieszy mnie, że przenoszą tę aktywność na grunt społeczny.” — cytat z wpisu Marka Długozimy.

Brzmi jak gratulacje?
Bardziej jak polityczny patronat, udzielony fundacji, która nie zdążyła jeszcze nawet opublikować sprawozdania, statutu na stronie ani planu działania. A już otrzymała błogosławieństwo burmistrza i obecność całej świty, włącznie z Instytutem Piastów Śląskich.

Trudno o silniejszy sygnał: „to nasi ludzie, nasz projekt, nasza narracja”.


Kto naprawdę stoi za Fundacją Pro.locus?

Zgodnie z odpisem KRS (nr 0001196587) fundację tworzy małżeństwo:

  • Natalia Magdalena Kempa – prezes,

  • Mateusz Marek Kempa – wiceprezes.

    Odpis_Pełny_KRS_0001196587

Reprezentacja?
Najprostsza z możliwych: każdy z nich może samodzielnie składać oświadczenia woli.
Czyli: pełna kontrola — bez rad nadzorczych, bez nadzoru społecznego, bez barier.

Taka konstrukcja nie jest zakazana.
Ale jest typowa dla organizacji zakładanych „pod projekt”, a nie „dla zasady”.

Co jeszcze rzuca się w oczy?
Że fundacja, zanim zaczęła działać, została od razu podłączona do struktur Dolnośląskiej Federacji Organizacji Regionalistycznych, finansowanej z środków rządowych i wojewódzkich. Takich przywilejów nie dostają organizacje tworzone oddolnie przez rodziców, społeczników czy lokalnych aktywistów.

Dostają je ludzie, którzy mają zaplecze polityczne.

zrzut ekranu 2025 12 1 o 13.24.33
Facebook

Czy radny może jednocześnie zarabiać w gminnych instytucjach?

Mateusz Kempa to nie tylko radny.
Nie tylko przedsiębiorca.
Nie tylko działacz.
Nie tylko wiceprezes fundacji.

Z oświadczeń majątkowych wynika, że otrzymuje również wynagrodzenie z Gminnego Centrum Kultury i Sztuki w Trzebnicy:

  • 2024 r.: 15 542,70 zł,

  • 2025 r.: 63 582,83 zł.

Kwota wzrosła prawie czterokrotnie.

Co to oznacza?

Że radny gminy, który reprezentuje władzę, zarabia jednocześnie w jednostce jej podległej.
Że ta sama władza promuje jego prywatną fundację.
Że ta sama władza zaprasza go na scenę i podpisuje z nim listy intencyjne.

I że ta sama władza, w praktyce, finansuje jego zaangażowanie z dwóch stron:
— jako radnego,
— jako pracownika instytucji kultury,
— jako fundatora organizacji wchodzącej pod skrzydła lokalnego układu.

To nie jest konflikt interesów.
To jest konflikt kwadratowy.


Jak pogodzić działalność, etaty i funkcje?

Z papierów wynika, że radny:

  • prowadzi jednoosobową działalność reklamową,

  • współorganizuje projekty miejskie,

  • bierze udział w komisjach i sesjach,

  • pracuje w GCKiS,

  • kieruje fundacją,

  • prowadzi Młodzieżową Radę,

  • i jeszcze — co ważne — objął funkcję publicznego reprezentanta w wydarzeniach organizowanych z udziałem burmistrza.

Gdyby to wszystko robiła jedna osoba w sektorze prywatnym, zabrakłoby jej doby.
W sektorze publicznym — najwyraźniej się da.

Bo władza gminy nie pyta o godziny,
nie pyta o zakres obowiązków,
nie pyta o rozliczenia kontraktów,
i nie pyta, czy radny powinien jednocześnie zarabiać w jednostkach mu podległych.

W gminie, gdzie transparentność przypomina bardziej mgłę niż regułę, to nie wywołuje sensacji.
Powinno.


Dlaczego wsparcie burmistrza jest tak niebezpieczne?

Bo publiczny patronat nad prywatną fundacją radnego to najbardziej klasyczny model klientelizmu, jaki opisują podręczniki samorządowe.

Widzimy schemat:

▶ Radny z obozu burmistrza zakłada fundację.

▶ Burmistrz promuje fundację na swoim profilu.

▶ Jednostki gminne zatrudniają radnego.

▶ Fundacja trafia pod patronat instytucji powiązanych politycznie.

▶ Mechanizmy grantowe otwierają przed nią drzwi.

▶ Wizerunek radnego rośnie.

▶ Układ się cementuje.

To mechanizm, w którym trudno odróżnić:

  • działalność społeczną od działalności politycznej,

  • inicjatywę oddolną od projektu wizerunkowego,

  • pracę radnego od pracy podległej władzy,

  • interes publiczny od interesu prywatnego.

A w demokracji lokalnej to wszystko jest granicą, której nie wolno przekraczać.


Dlaczego Pro.locus od razu miała list intencyjny?

To jedno z najważniejszych pytań.

Większość fundacji w Polsce latami czeka na:

  • pierwsze wsparcie,

  • pierwsze projekty,

  • pierwszą współpracę,

  • pierwszą umowę z instytucją publiczną.

Pro.locus — dostała to w dniu otwarcia.

Podpisano list intencyjny z Instytutem Piastów Śląskich, a burmistrz wziął udział w panelu, chwaląc współdziałanie i ambitne cele. To nie jest standard. To jest uprzywilejowanie.

Tak właśnie wygląda parasol polityczny.


Czy władza widzi problem?

Władza widzi… potencjał.
Bo fundacja radnego to narzędzie miękkiej polityki:

  • wzmacnia wizerunek środowiska burmistrza,

  • cementuje zaplecze,

  • penetruje sektor NGO,

  • wciąga instytucje kultury,

  • buduje personalną markę radnego,

  • i przenosi sferę publiczną do prywatnego podmiotu.

Wszystko, co trudno powiedzieć oficjalnie — można zrobić przez fundację.


Dlatego pytania muszą paść publicznie

  1. Na jaką umowę radny pracuje w GCKiS?

  2. Kto kontroluje jego czas pracy?

  3. Czy działalność firmy reklamowej wchodzi w konflikt z funkcjami radnego?

  4. Dlaczego burmistrz promuje prywatny podmiot radnego?

  5. Dlaczego fundacja otrzymuje wsparcie instytucji w dniu inauguracji?

  6. Czy inne NGO mają równy dostęp do listów intencyjnych, promocji i paneli?

  7. Czy radny zgłaszał potencjalny konflikt interesów?

  8. Czy urząd sporządzał analizę ryzyk prawnych?

  9. Czy GCKiS publikowało zakres obowiązków radnego?

  10. Jaką ścieżką fundacja zamierza pozyskiwać środki?

  11. Czy firma radnego wykonywała usługi dla gminy i jej jednostek?

Trzebnica ma prawo znać odpowiedzi.

Autor: Rafał Chwaliński

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry