Gdy sukces staje się przekleństwem.

Soltyska ma aids

Gdy sukces staje się przekleństwem. O lokalnej zawiści i społecznej podłości

Felieton

Na drodze do jednej z dolnośląskich wsi ktoś napisał kredą: „Sołtyska ma AIDS”. Napis zielonymi literami na szarym asfalcie. Prowokacyjny, ohydny, celowo krzywdzący. Ale też bardzo symptomatyczny dla zjawiska, które toczy nasze małe społeczności jak gangrena.

Bohaterka tej historii to aktywna sołtyska, zaangażowana w sprawy lokalne, osoba, która przez lata zabiegała o fundusze na rozwój swojej miejscowości. Budowała place zabaw, organizowała wydarzenia, dbała o drogi. Robiła to, czego inni nie chcieli albo nie potrafili. I właśnie za to płaci cenę – społecznego ostracyzmu, szeptów za plecami, a teraz już otwartego zniesławienia.

Syndrom wysokiego maku

Polacy mają na to zjawisko trafne określenie – „syndrom wysokiego maku”. Jak w polu makowym, gdzie wszystkie kwiaty mają być na tym samym poziomie, tak w małej społeczności nikt nie powinien się wyróżniać. A jeśli już się wyróżni – trzeba go ściąć.
To nie jest polski wymysł. To uniwersalny mechanizm, który antropolodzy opisują w różnych kulturach świata. W Australii Aborygeni mówią o „tall poppy syndrome”, Skandynawowie mają „jantelagen” – prawo Jante, które głosi: „nie myśl, że jesteś lepszy od innych”.

Ale czy naprawdę o to chodzi? Czy sołtyska myśli, że jest lepsza? Może po prostu robi to, co potrafi najlepiej? Może nie umie siedzieć bezczynnie, gdy widzi problemy do rozwiązania?

Mechanizm projekcji

Patrząc z boku, trudno nie zauważyć, że ataki na aktywnych działaczy lokalnych to coś więcej niż zwykła krytyka. To projekcja – przerzucanie własnych frustracji, poczucia winy za bierność, lęku przed zmianą na kogoś, kto ma odwagę działać.
Łatwiej powiedzieć: „ona się pcha”, „chce się pokazać”, „na pewno coś z tego ma”, niż przyznać: „ja nic nie robię dla mojej społeczności”. Łatwiej szukać brudu w czyimś działaniu niż zastanowić się nad własną postawą.

Chrześcijański duch kontra codzienność

Szczególnie boli to w kontekście naszej kultury, która tak bardzo lubi powoływać się na wartości chrześcijańskie. W niedzielę słuchamy o miłości bliźniego, służbie innym, budowaniu wspólnoty. A w poniedziałek? W poniedziałek zaczyna się szukanie sposobów, jak zdeprecjonować tego, kto te wartości próbuje wcielać w życie.

Czy to hipokryzja? A może po prostu ludzka słabość? Albo głęboko zakorzeniony kompleks niższości, który każe niszczyć to, czego sami nie potrafimy stworzyć?

Nie musimy się lubić

Prawda jest taka, że nie musimy się wszyscy lubić. Jak powiedział kiedyś jeden z mieszkańców: „Nie jesteśmy zupą pomidorową”. Możemy mieć różne poglądy, różne priorytety, różne sposoby na życie. Ale powinniśmy się tolerować, szczególnie gdy ktoś działa na rzecz wspólnego dobra.

Bo niszcząc tych, którzy mają odwagę działać, niszczymy przede wszystkim siebie. Zniechęcając aktywnych, zostajemy sami ze swoją biernością. Ściągając za nogi tych, którzy próbują się wybić z „grajdołu”, sami w nim zostajemy.

Małe ojczyzny, wielka odpowiedzialność

Nasze małe, lokalne ojczyzny to nie tylko miejsca, gdzie się urodziliśmy czy mieszkamy. To przestrzenie, które możemy współtworzyć, za które możemy wziąć odpowiedzialność. Ale wymaga to czegoś więcej niż tylko krytykowania tych, którzy już to robią.

Wymaga odwagi do działania, pokory do przyznania się do błędów, mądrości do odróżnienia konstruktywnej krytyki od destrukcyjnej zawiści. I przede wszystkim – dojrzałości do cieszenia się z cudzych sukcesów, szczególnie gdy służą one wspólnemu dobru.

Może warto, zamiast pisać obelżywe napisy na drodze, wziąć kredę i napisać: „Dziękuję”? Albo jeszcze lepiej – podwinąć rękawy i zacząć działać razem.

Bo prawdziwy sukces lokalnej społeczności to nie sukces jednej osoby, ale sukces wszystkich. A ten buduje się współpracą, nie destrukcją.

Autor: Rafał Chwaliński

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma