Kanada płonie, Trump wystawia rachunek za dym. Polityka winy zamiast współpracy

dym objety cłem z usa
Oceń materiał

Kanadyjskie lasy płoną, tysiące ludzi opuszczają domy, a dym przekracza granicę ze Stanami Zjednoczonymi. Donald Trump uznał jednak, że problem da się rozwiązać jego ulubionym narzędziem — cłami. Kanada ma odpowiadać nie tylko za pożary, lecz również za powietrze, które wiatr zaniósł nad Amerykę.

Dym nad Ameryką

20 lipca w Ontario płonęło około 190 pożarów, a ogień objął łącznie 735 tys. hektarów. Z zagrożonych miejscowości w północno-zachodniej części prowincji ewakuowano około 1800 osób. W całej Kanadzie od początku tegorocznego sezonu spłonęło już około 2,4 mln hektarów.

Dym z pożarów w Ontario oraz północnej Minnesocie dotarł nad znaczną część Stanów Zjednoczonych. Pogorszenie jakości powietrza odnotowano między innymi w Wisconsin, Iowa, Missouri, Illinois, Indianie, Ohio i Michigan. Wcześniej smog objął także północno-wschodnie stany i region środkowego Atlantyku. Mieszkańcom zalecano ograniczenie aktywności na zewnątrz, a osobom szczególnie narażonym — pozostanie w domach. Według najnowszych danych Reutersa sytuacja na wschodnim wybrzeżu zaczęła się poprawiać, lecz w części Środkowego Zachodu powietrze nadal pozostawało niezdrowe.

Problem jest więc rzeczywisty. Dym nie zna granic, a drobny pył może szkodzić układowi oddechowemu i krążenia. Nie jest jednak kanadyjskim towarem eksportowym, który można objąć taryfą celną.

Trump znalazł winnego

Prezydent USA oskarżył Kanadę o niewłaściwe utrzymanie lasów i „rozmyślne zaniedbanie”. Napisał, że Stany Zjednoczone są „najeżdżane” przez brudne i niezdrowe powietrze, a koszty zanieczyszczenia powinny zostać doliczone do ceł nakładanych na kanadyjskie towary.

Po spotkaniu z premierem Markiem Carneyem podczas finału piłkarskich mistrzostw świata Trump stwierdził, że Kanada musi skuteczniej kontrolować pożary. Zasugerował również, że powinna zapłacić Amerykanom odszkodowanie albo zostać objęta dodatkowymi taryfami. O rozmowie obu przywódców poinformował Reuters.

To charakterystyczny sposób budowania politycznego przekazu. Najpierw skomplikowane zjawisko zostaje sprowadzone do prostego konfliktu. Następnie wskazuje się zewnętrznego winnego, przedstawia USA jako ofiarę i zapowiada karę. W ten sposób pożary, susza, zmiany klimatyczne i wieloletnie problemy z gospodarowaniem lasami znikają z obrazu. Zostaje tylko Trump, skrzywdzona Ameryka i rachunek wystawiony sąsiadowi. ilustracja do artykulu trump tez obejmie clem dym ilustracja do artykulu trump tez obejmie clem dym

Narcystyczny mechanizm polityczny

Nie chodzi o stawianie prezydentowi USA diagnozy medycznej. Można jednak mówić o narcystycznym mechanizmie komunikacji politycznej: skupieniu uwagi wyłącznie na własnych stratach, pomijaniu sytuacji drugiej strony oraz zewnętrznym przypisywaniu odpowiedzialności.

W takim przekazie tysiące ewakuowanych Kanadyjczyków schodzą na dalszy plan. Nie liczą się zniszczone domy, spalona miejscowość rdzennej społeczności Namaygoosisagagun First Nation ani ogromne siły skierowane do walki z ogniem. Najważniejsze staje się to, że amerykańskie niebo zostało zabrudzone przez sąsiada.

Kanada wysłała do walki z pożarami ponad 5300 strażaków i innych członków personelu. Ontario zapowiedziało zakup 11 kolejnych samolotów, a rząd federalny skierował wojsko do pomocy przy ewakuacjach. Od 2020 roku Kanada miała przeznaczyć 12 mld dolarów kanadyjskich na zapobieganie pożarom i ochronę lasów. Trudno więc uczciwie twierdzić, że kraj bezczynnie obserwuje, jak płonie północ kontynentu. Trumpowskie oskarżenia i skalę kanadyjskich działań opisał Reuters.

Reklama
Reklama
Reklama

Sąsiedzi pomagali sobie od dziesięcioleci

Najbardziej uderzające jest pominięcie historii współpracy obu państw. Kanada i Stany Zjednoczone od dekad wymieniają strażaków, sprzęt i specjalistów. Porozumienie funkcjonujące od 1982 roku zostało zastąpione w 2023 roku rozszerzoną umową, obejmującą także zapobieganie pożarom, badania i wymianę wiedzy.

Stary mechanizm wykorzystano w 37 z 40 lat jego obowiązywania. W 2020 roku ponad 600 kanadyjskich strażaków pomagało w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w 2023 roku ponad 1200 Amerykanów skierowano do gaszenia pożarów w kanadyjskich prowincjach. Dane te przedstawia amerykańska Służba Leśna.

Premier Ontario Doug Ford przypomniał również, że Kanadyjczycy pomagali Amerykanom podczas huraganu Helene w 2024 roku, a rok później wysłali samoloty gaśnicze do Kalifornii. Nazwał groźby Trumpa „nieakceptowalnymi” i zasugerował, że zamiast oskarżeń Stany Zjednoczone mogłyby zaoferować pomoc.

To dość niewygodna odpowiedź dla narracji Białego Domu. Przypomina bowiem, że sąsiad nie jest przeciwnikiem, lecz partnerem, którego wsparcie może być potrzebne podczas kolejnej katastrofy.

Ogień płonie po obu stronach granicy

W 2026 roku ponadprzeciętny sezon pożarowy dotknął również Stany Zjednoczone. Do połowy lipca spłonęło tam około 3,7 mln akrów, podczas gdy średnia z poprzednich dziesięciu lat wynosiła w tym okresie około 2,7 mln akrów.

Kierunek wiatru może się zmienić. Dziś kanadyjski dym dociera do USA, jutro pożary w Waszyngtonie, Oregonie lub Minnesocie mogą pogorszyć jakość powietrza w Kanadzie. Właśnie dlatego oba kraje stworzyły system wzajemnej pomocy, a nie taryfikator opłat za przemieszczanie się chmur.

Eksperci wskazują, że rosnące temperatury, długotrwałe susze i wysychanie roślinności zwiększają ryzyko gwałtownych pożarów. Znaczenie ma również sposób prowadzenia gospodarki leśnej, usuwanie materiału palnego oraz stosowanie kontrolowanego wypalania. Nie jest to jednak problem jednej prowincji ani jednego państwa.

Cła nie ugaszą lasów

Trumpowska retoryka może być skuteczna politycznie. Pokazuje przywódcę, który natychmiast wskazuje zagrożenie, broni obywateli i zapowiada ukaranie winnych. Nie musi przy tym wyjaśniać, czy cło na kanadyjskie drewno, stal albo samochody ugasi choćby jeden hektar lasu.

W praktyce dodatkowe taryfy obciążą przedsiębiorców i konsumentów, ale nie zmienią kierunku wiatru. Mogą za to pogorszyć stosunki z najbliższym sąsiadem i osłabić system współpracy, który działał przez dziesięciolecia.

Kanada nie wysłała dymu do Stanów Zjednoczonych. Dym przyniósł wiatr. Polityka Trumpa wymaga jednak winnego nawet wtedy, gdy przeciwnikiem jest pogoda. Najwyraźniej w świecie „America First” również chmury powinny mieć paszport, deklarację celną i pieniądze na ewentualne odszkodowanie.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry