Nie, posiedzenia komisji Rady Miejskiej nie są prywatnym spotkaniem, nie są „wewnętrzną naradą radnych” i nie wymagają zaproszenia ani zgody urzędu.
To jawne posiedzenia organu władzy publicznej, na które każdy mieszkaniec ma prawo przyjść, usiąść i słuchać.
Każdy, kto twierdzi inaczej – wprowadza opinię publiczną w błąd.
I nie jest to kwestia interpretacji.
To jest czarno na białym w przepisach.
Jawność władzy to nie uprzejmość. To obowiązek
Podstawą jest Konstytucja RP, art. 61:
„Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej (…) w tym do wstępu na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów.”
Rada Miejska – i jej komisje – są dokładnie takim organem.
To nie jest dobra wola urzędu.
To nie jest „zaproszenie”.
To prawo obywatela.
Ustawa mówi wprost: komisje są jawne
Kluczowy przepis to art. 11b ustawy o samorządzie gminnym:
„Działalność organów gminy jest jawna.”
A dalej:
„Jawność obejmuje w szczególności prawo obywateli do wstępu na sesje rady gminy oraz posiedzenia jej komisji.”
Nie „wybrane komisje”.
Nie „po wcześniejszym zgłoszeniu”.
Nie „jeśli urząd uzna za stosowne”.
Każde posiedzenie komisji.
Komisja ≠ konsultacje społeczne. Tu gmina manipuluje pojęciami
I tu dochodzimy do sedna manipulacji.
Gmina próbuje wmówić mieszkańcom, że skoro posiedzenie komisji nie jest formalnymi konsultacjami społecznymi, to nie jest „otwarte”.
To fałsz logiczny i prawny.
👉 Jawność posiedzenia ≠ prawo zabierania głosu
👉 Obecność mieszkańca ≠ konsultacje społeczne
Mieszkaniec:
ma prawo być obecny,
ma prawo słuchać,
ma prawo obserwować proces decyzyjny.
To, czy przewodniczący dopuści go do głosu, to inna kwestia proceduralna – ale nie odbiera to jawności posiedzenia.
Komisja to nie „kółko różańcowe” i nie prywatna narada
Komisja Rady Miejskiej:
opiniuje projekty uchwał,
analizuje materiały,
przygotowuje decyzje, które za chwilę będą głosowane na sesji.
To realny etap procesu decyzyjnego, a nie „robocza pogawędka”.
Twierdzenie, że obecność mieszkańców jest tu „nie na miejscu”, to:
nieznajomość prawa, albo
świadoma próba zniechęcenia do kontroli społecznej.
Trzeciej opcji nie ma.
Kto tu wprowadza w błąd?
Nie radny, który informuje mieszkańców, że:
komisje są jawne,
można na nich być,
warto patrzeć władzy na ręce.
W błąd wprowadza ten, kto sugeruje, że obecność mieszkańców jest czymś niestosownym, nieuprawnionym albo „nie tym trybem”.
To narracja:
wygodna dla urzędu,
szkodliwa dla demokracji,
sprzeczna z obowiązującym prawem.
Dlaczego to ważne?
Bo jeśli mieszkańców:
zniechęci się do przychodzenia,
wmówi im, że „i tak nic nie mogą”,
sprowadzi ich rolę do biernych obserwatorów zza ekranu,
to komisje staną się faktycznym miejscem podejmowania decyzji bez kontroli społecznej.
A właśnie przed tym prawo miało chronić.
Podsumowanie – krótko i bez eufemizmów
✔ Komisje Rady Miejskiej są jawne
✔ Każdy mieszkaniec ma prawo na nich być
✖ To nie są konsultacje społeczne – ale nie muszą nimi być, by były otwarte
✖ Sugerowanie, że obecność mieszkańców jest „nieuprawniona”, wprowadza w błąd
Prawo nie pozostawia tu miejsca na interpretacyjne akrobacje.
A demokracja lokalna nie polega na tym, że obywatel ma siedzieć cicho i nie patrzeć.
Facebook
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






